(Nie)tolerancyjna Francja

Na podstawie medialnego wizerunku rozpowszechnianego w zagranicznych mediach można by przypuszczać, że Francja jest jednym z najbardziej tolerancyjnych krajów Europy. Sądząc po stale powiększającej się liczbie imigrantów, różnorodności kulturowej widocznej na ulicach, braku głośnego sprzeciwu na rozpowszechnianie obcych kultur czy religii w tym laickim kraju, dostępności mieszkań socjalnych i zasiłków dla nowo przybyłych osób, mimo że nie przepracowały tu ani jednego dnia, można by wnioskować, że obywatele Francji są niezwykle otwarci na napływających ludzi, nie jest im znane słowo rasizm, a do swojego domu przyjęliby najchętniej po jednym imigrancie z Afryki. Z ciekawości zawsze czytam komentarze na forach internetowych znajdujące się pod każdym bardziej kontrowersyjnym artykułem dotyczącym obcokrajowców we Francji. I czego się dowiaduję? Otóż tego, że Francuzi nie są wcale tacy otwarci, jak nam się wydaje.

Zauważyliśmy, że Francuzi są nadzwyczaj poprawni politycznie w towarzystwie, publicznie deklarują dużą tolerancję dla wszystkich ras świata. W mojej szkole na lekcjach angielskiego mieliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy mieszkać w towarzystwie znanych nam ludzi, podobnych do nas, czy wolimy raczej międzynarodowe, międzykulturowe środowisko. Wszyscy Francuzi powtarzali jednomyślnie, że wolą mieszkać w wielokulturowym otoczeniu, nie umiejąc jednak w ogóle tego uzasadnić. I rzeczywiście, Francuzi uważają na każde słowo i gest skierowane do czarnoskórego, do muzułmanów, ale nie widzą nic złego w publicznym poniżaniu Europejczyków z krajów na wschód od Francji. Wielokrotnie spotkałam się z niechęcią skierowaną w moim kierunku.

Francuzi postrzegają Polskę na równi z Rumunią, przy czym nie kryją się z nienawiścią do Rumunów, których biorą z kolei powszechnie za Cyganów. Powszechne są stereotypy, że Polacy są biedni, zacofani, że nie stać ich na edukację, że nowe technologie do Polski nie docierają. Gdy wyjaśniałam szefowi, że w Polsce nie używa się czeków, stwierdził na głos, iż pewnie produkcja czeków jest dla nas za droga. Innym razem koleżanka pyta mnie, czy w Polsce jest tak nowocześnie jak tutaj, na Lazurowym Wybrzeżu (gdzie prowansalskie domy są często zagrzybione, okna nieszczelne, wykonanie mieszkań to jedna wielka fuszerka), czy tak jak na francuskiej wsi. Wielokrotnie byłam pytana o powód naszej wyprowadzki do Francji. Pytano mnie, czy uciekliśmy z powodów politycznych, czy z biedy. Należałoby także wspomnieć, że Francuzi uważają obcokrajowców za mniej sprawnych intelektualnie. Polskie dyplomy (poza tymi z dziedziny informatyki) nie są respektowane we Francji. Francuzi mają przekonanie, że w Polsce jest słaby poziom nauczania (zarówno ja, jak i moje koleżanki, które studiowały we Francji, mogą potwierdzić, że jest odwrotnie). Z tego powodu kiedy ubiegałam się o przyjecie na studia na ostatni, piąty rok na uniwersytecie (we Francji istnieje duża swoboda w wyborze kierunków studiów, osobno studiuje się pierwsze dwa lata i je zalicza, osobno robi się dyplom licencjata, a także czwarty i piąty rok studiów), mając dyplom ukończenia studiów magisterskich, sugerowano mi, że powinnam powtórzyć dwa ostatnie lata studiów, ponieważ wiedza przekazywana na uczelniach we Francji jest wyższa. Moja koleżanka studiowała za to na jednej z drogich uczelni prywatnych (we Francji uczelnie prywatne tzw. grandes écoles są uważane za lepsze niż uniwersytety). Na zajęciach byli oceniani za prace w grupach. Ona jako jedyna osoba dostawała niższe oceny niż reszta Francuzów z jej grupy. Jak się później okazało, pani profesor dawała słabsze oceny wszystkim obcokrajowcom, ponieważ uważała, że są mniej inteligentni.

Zatem otwartość Francuzów na obcokrajowców jest bardzo powierzchowna. Okazuje się, że wystarczy z nimi bliżej porozmawiać, zęby dostrzec ich prawdziwe poglądy. Szukając mieszkania, dzwoniłam do właścicieli wystawiających ogłoszenia. Kiedy opowiedziałam, w jakim celu dzwonię, mówiąc po francusku ze wschodnim akcentem, wielokrotnie usłyszałam, że właściciel oddzwoni do mnie później, by umówić się na wizytę, chcąc mnie zbyć. Innym razem udaliśmy się do agencji zajmującej się wynajmem mieszkań, opowiadam o moich niepowodzeniach w poszukiwaniu mieszkania i pytam, czy nasza narodowość nie jest dla nich problemem. Pani powiedziała, że nie ma nic przeciwko obcokrajowcom, którzy są biali i pracują we Francji. W firmie, w której pracowałam, po wyjściu czarnoskórego klienta z naszego biura szefowie naśladowali jego afrykański akcent, śmiejąc się z niego.

Z drugiej strony nie ma co dziwić się rosnącej niechęci wobec obcokrajowców we Francji. Francuzi stworzyli sobie przed laty sprawnie działający system socjalny używany przez nich jedynie w sytuacjach kryzysowych, który jest obecnie coraz bardziej nadużywany przez obcokrajowców przybywających tu z powodu możliwości dostania mieszkania i pieniędzy bez żadnego wysiłku. Pracująca w pomocy społecznej koleżanka opowiadała mi, że aby nie zostać posadzonym o rasizm, urząd przyznaje mieszkania socjalne w pierwszej kolejności czarnym i muzułmanom.

Jak za tę pomoc odwdzięczają się wspomniani imigranci? Ostatnio usłyszałam w pracy klienta, który opowiadał, że następnego dnia nie idzie do pracy, bo jest zbyt zmęczony, gdyż zaczął się ramadan. Ale czy poszczenie to nie jest jego prywatna, dobrowolna decyzja? Koleżanka pracowała w firmie, gdzie w okresie ramadanu muzułmanie przez cały miesiąc byli traktowani ulgowo, mogli wcześniej wychodzić z pracy, wykonywać mniej męczące prace, ponieważ byli bronieni przez związki zawodowe reprezentujące prawa muzułmanów jako mniejszości. Jednocześnie ona jako katoliczka nie mogła się doprosić, by ustalono tak grafik, aby w Wigilię nie musiała pracować.

Byliśmy zimą ze znajomymi na nartach. W grupie było kilka nowych osób, których jeszcze nie znaliśmy. Wieczorem wybraliśmy się na piwo, żeby się zintegrować. Na początku prowadziliśmy rozmowy o wszystkim i o niczym, lecz gdy tylko nasi nowi francuscy znajomi poczuli się swobodnie, zaczęli się przed nami otwierać. Jeden z kolegów bym raperem. Opowiadał nam, że jest zmuszony zrezygnować ze swojego hobby, ponieważ nie może pisać takich tekstów, jakie by chciał, nie czuje się swobodnie w tej grupie. Otóż według niego w grupie raperów francuskich jest coraz mniej osób białych. On chciałby pisać o swojej miłości do kraju, do tradycji, lecz gdy tylko w swoich utworach powie, że jest patriotą, jest posądzany o rasizm. Spotyka się więc z nietolerancją środowiska imigrantów (często mieszkających we Francji od kilku pokoleń), którzy w swoich tekstach obrażają obywateli, Francję i jej tradycje. Z tego powodu w grupie swoich znajomych głośno wyraża swoją nienawiść do obcokrajowców z Afryki. Co ciekawe, raper z Algierii Saidou został oskarżony o sianie nienawiści i rasizmu względem rdzennych obywateli w piosence „Nique la France” (P…dol Francję), lecz sąd odrzucił zarzut, uzasadniając, że nie istnieje coś takiego jak rasizm względem białego i że biali rdzenni Francuzi nie stanowią rasy. Swoje oburzenie wyraziło Stowarzyszenie na rzecz Poszanowania Chrześcijańskiej Tożsamości Francji, które uważa, że jeśli piosenki tego typu o „rdzennych algierskich Arabach” śpiewałby francuski piosenkarz o białym kolorze skóry, to prawdopodobnie już dawno siedziałby za kratkami.

Czarnoskórzy czy muzułmanie odbierają każdy sprzeciw jako rasizm, każdą niewygodną dla nich regułę jako wymierzoną bezpośrednio w nich. Nasza sąsiadka, która jest muzułmanką, ma dwoje małych dzieci. Ponieważ nie ma w mieszkaniu dużo miejsca, wystawia oba wózki dla dzieci na korytarz w taki sposób, że utrudniają przejście innym mieszkańcom. Nasz dozorca poprosił ją, aby składała wózki i stawiała pod ścianą tak, aby nie utrudniały poruszania się w korytarzu. Ona, opowiadając mi tę historie, była wielce oburzona i stwierdziła, że na pewno zwrócił jej uwagę tylko dlatego, że jest Arabką.

Francuzi mają pomału dosyć żerowania na ich pracy. Nie oszukujmy się, na zasiłki dla obcokrajowców pracują głównie oni. Dwa tygodnie temu Francja postanowiła zamknąć dla imigrantów (uchodźców z Afryki) granice przy włoskiej miejscowości Vintimille. Decyzja władz spotkała się z ogromnym oburzeniem włoskiej strony przy jednoczesnej cichej aprobacie mieszkańców regionu.

Magda

Przywileje pracownicze

Poprzedni post opisywał system zatrudnienia we Francji, tym razem trochę więcej o dodatkach i przywilejach pracowniczych.

Zakładając we Francji firmę, trzeba wybrać jej typ spośród co najmniej kilkudziesięciu możliwych. Typ zależy od skomplikowania jej struktury oraz księgowości, od wysokości kapitału, liczby osób wchodzących w spółkę oraz od stopnia odpowiedzialności majątkowej.

Osoby, które nie chcą założyć swojego biznesu, mają możliwość zatrudnić się albo w instytucjach państwowych, otrzymując status funkcjonariusza, albo w prywatnych firmach. Aby zostać funkcjonariuszem (chodzi o wszystkie zawody regulowane takie jak nauczyciel, urzędnik, policjant), należy posiadać obywatelstwo francuskie (w większości przypadków), dysponować wymaganym wcześniej zdefiniowanym dyplomem oraz zdać konkurs państwowy, do którego można się przygotować na specjalnym kursie. Status funkcjonariusza gwarantuje stały awans co kilka lat, dożywotnią gwarancję zatrudnienia (funkcjonariusz, który popełnił jakiś błąd, nie zostaje zwolniony, a jedynie przeniesiony do innej miejscowości), możliwość pójścia na urlop na poratowanie zdrowia nawet na 10 lat z gwarancją powrotu na to samo stanowisko, otrzymywanie trzynastki i lekką, bezstresową pracę. Wysokość przyszłej emerytury wynosi sto procent ostatniej otrzymanej w karierze pensji (pensja w trakcie kariery rośnie, a na koniec dostaje się premię za dobrą pracę). Funkcjonariusz może także wcześniej przejść na emeryturę. Wszystkie te zalety czynią tę ścieżkę kariery bardzo popularnym wyborem wśród młodych Francuzów.

W prywatnych firmach często także ma się wiele przywilejów. Oprócz prawa pracy, które bardzo dobrze chroni pracownika, większość firm przynależy do sektorów, które dysponują tak zwanymi conventions collectives, czyli układamy zbiorowymi wynegocjowanymi przez związki zawodowe reprezentujące dany zawód. Takie umowy obowiązują pracodawców danego sektora i nadają dodatkowe przywileje dla pracowników. Czyli na przykład jeśli według prawa pracy pracownik dysponuje dwoma dniami urlopu okolicznościowego z powodu śmierci rodzica, jego convention collective może nadawać dodatkowe dwa dni. Convention collective może też definiować minimalną pensję dla każdego stanowiska, określać minimalne podwyżki w zależności od stanowiska i stażu pracy, a także nakazywać wypłacanie trzynastej pensji. Tak więc te umowy rozszerzają zakres praw i przywilejów pracowniczych.

Zwłaszcza praca w dużej firmie przynosi wiele korzyści. Sprawami pracowniczymi zajmuje się dział CE (comité d’entreprise), który gromadzi pieniądze ze składek obowiązkowych odprowadzanych przez pracodawcę. Dzięki tym składkom pracownikom proponowane są (w zależności od organizacji firmy) wyjazdy integracyjne, firmowe domki w górach, miejsca w żłobkach, zniżki na siłownię, do kina, na różne atrakcje turystyczne w regionie itp. Poza tym pracodawcy oferują za częściową dopłatą tzw. ticket restaurant, czyli czeki, którymi można płacić w restauracjach za lunch, mutuelle, czyli prywatne ubezpieczenie zdrowotne, które pokrywa wizytę u lekarzy, za badania lekarskie, za podwyższony standard w szpitalach czy za okulary. Okazjonalnie wydawane są także chèque-vacances, czyli bony na święta czy wakacje. Jeśli spółka jest notowana na giełdzie, pracodawca zobligowany jest do przeznaczenia części kwoty wypłacanej dywidendy na coroczny bonus dla pracowników.

Należy jednak pamiętać, że z miesięcznej pensji brutto odliczane są przez pracodawcę jedynie składki zdrowotne i emerytalne, podatek dochodowy trzeba opłacać samemu. Żeby nie być zaskoczonym po przeprowadzce do Francji, warto odłożyć sobie pieniądze na podatek, który za pierwszy rok zapłacić będzie trzeba w jednej składce. W następnych latach urząd pobiera zaliczkę na podstawie roku poprzedniego w trzech ratach co kwartał lub miesięcznie, w zależności od naszych preferencji. Z pensji należy także odłożyć sumę na opłacenie podatku mieszkaniowego oraz telewizyjnego. Płaci się je raz w roku, mieszkaniowy jest równy mniej więcej kwocie czynszu, telewizyjny w zeszłym roku wynosił 133 euro.

Magda

Zostałes zwolniony? Spokojnie, masz chômage

Każdy Francuz wie, jak dobrze jego państwo opiekuje się swoimi mieszkańcami. Tak, mieszkańcami, nie tylko obywatelami. Wystarczy dobrze znać system, by otworzyć sobie prawa do źródełka zwanego pomocą socjalną. We Francji istnieje co najmniej kilkanaście typów pomocy społecznej i korzystanie z jednego nie wyklucza możliwości pobierania drugiego, wręcz przeciwnie.

Francuzi są w pracy bardzo wyluzowani. Szczytem marzeń każdego pracownika jest otrzymanie umowy na czas nieokreślony. A dlaczego? Ponieważ taki pracownik jest niezwalnialny. W jakim sensie? Pracownik we Francji jest bardzo dobrze chroniony przez prawo pracy. Francuski kodeks pracy jest trzykrotnie grubszy od polskiego. Zwolnienie pracownika wiąże się w większości przypadków z rozprawą w sądzie. Sąd pracy stoi zaś przeważnie po stronie pracownika.

Jak można wypowiedzieć umowę o pracę we Francji? Umowę na czas określony można rozwiązać za porozumieniem stron lub z winy pracownika (powód musi być jednak dobrze uzasadniony). Sam pracownik nie może się zwolnić przed końcem upływu umowy, w przeciwnym razie może zostać poproszony o wypłatę odszkodowania swojemu pracodawcy. Umowę na czas nieokreślony można rozwiązać za porozumieniem stron (jeśli to pracodawca na to naciska, można wynegocjować odszkodowanie w wysokości kilkumiesięcznej wypłaty), z winy pracownika, przy czym istnieją trzy stopnie przewinienia – lekki, gdy pracownik jest niekompetentny, stale popełnia błędy (co bardzo trudno udowodnić przed sądem), średni, gdy pracownik popełni jakieś wykroczenie, na przykład nie stawi się w pracy, oraz ciężki, gdy pracownik ukradnie sprzęt firmowy, umyślnie zdemoluje biuro, przezwie swojego pracodawcę lub narazi firmę na szwank. Firma może także przeprowadzić zwolnienia grupowe, lecz przedtem musi udowodnić przed sądem swoje problemy finansowe i to sąd decyduje o zwolnieniach. Pracownik może także zwolnić się sam, ale Francuzi są uczeni już w szkole, że nie należy tego robić. Dlaczego? Ponieważ jedynie wtedy, gdy pracownik zwalnia się sam, nie ma prawa do pobierania zasiłku dla bezrobotnych. Tak, we Francji, jeśli nie podoba nam się praca, lepiej jest obrazić szefa, zdemolować firmę lub porzucić stanowisko pracy, niż się zwolnić samemu.

Idąc zatem do urzędu pracy, należy przedstawić wszystkie dokumenty świadczące o zakończeniu pracy, aby dostać zasiłek dla bezrobotnych. Należy się on tym, którzy przepracowali co najmniej 6 misięcy. Zasiłek można pobierać aż przez dwa lata, jeśli staż pracy wynosi minimum dwa lata. Jednak wraz z upływem czasu kwota pobieranego zasiłku maleje. A więc we Francji można przeżyć, dwa lata pracując, dwa lata będąc na bezrobociu. I tak w kółko.

Procedura zwolnienia pracownika też jest bardziej skomplikowana niż w Polsce. Pracodawca musi najpierw wysłać list polecony do pracownika, wyjaśniając swój zamiar zwolnienia, na którym wyjaśni swoje motywacje. Pracownik ma prawo przyjść na spotkanie z wybranym kompetentnym w tej dziedzinie konsultantem. Może także się bronić, podając swoje argumenty. Jeśli pracodawca podtrzymuje swój zamiar, zwolnienie musi wysłać ponownie listem poleconym, przedstawiając na piśmie motyw zwolnienia. Jeśli któryś z tych elementów zostanie pominięty, pracodawca w sądzie pracy zostanie skazany na zapłatę odszkodowania na rzecz pracownika.

Ciekawe jest to, że we Francji pracodawca może zwolnić swojego pracownika przebywającego zbyt długo na urlopie zdrowotnym. Nie musi czekać zatem na jego powrót do pracy. Musi jedynie udowodnić, że przeciągająca się jego nieobecność wpływa negatywnie na działanie firmy. Trudno zatem przeprowadzić taką procedurę w korporacji, gdzie pracownik jest łatwo zastępowalny przez swoich kolegów. Oczywiście kobieta w ciąży jest chroniona, jeśli tylko wypełni odpowiednią deklarację i prześle ją do 3. miesiąca ciąży do francuskiego ZUS-u. Warto wspomnieć przy okazji, że kobieta w ciąży ma prawo jedynie do 16 tygodni urlopu macierzyńskiego – 6 tygodni do wykorzystania przed narodzinami dziecka, 10 tygodni po narodzinach. Może pójść potem na bezpłatny urlop trwający do dwóch lat, który daje jej gwarancję powrotu do pracy. Interesujący jest także przypadek osoby, która albo z powodu wypadku przy pracy, albo z powodu innej choroby nie może dalej pełnić danego stanowiska (np. siedzieć długo przy biurku, nosić ciężkich rzeczy). Lekarz medycyny pracy stwierdza jego brak zdolności do pracy na danym stanowisku i wydaje odpowiednie zaświadczenie. Pracodawca w pierwszej kolejności musi przeprowadzić procedurę reclassement, czyli szuka w firmie innego stanowiska, na które nadawałby się pracownik. Jeśli takiego nie znajduje, może go zwolnić, zachowując oczywiście całą procedurę.

W przypadku chęci usunięcia stanowiska z powodów ekonomicznych pracodawca musi przeprowadzić szczegółową analizę i dobrać kryteria, według których przeprowadzi zwolnienie. Nie może po prostu zwolnić najmniej efektywnych pracowników lub tych, którzy pod jakimś względem nie sprawdzają się w pracy. Kryteria muszą być obiektywne. Nie można zwolnić pracownika z najdłuższym stażem, tego, który ma rodzinę na utrzymaniu, tego, który ma ciężką sytuację finansową lub ma wyższe od innych wykształcenie, nawet jeśli w pracy się obija.

Taki system daje oczywiście pracownikowi poczucie bezpieczeństwa, ale stwarza też pole do nadużyć. Pracownik ma mniejszą motywację do pracy, nie ma poczucia, że musi być dobry w tym, co robi, bo i tak nie zostanie zwolniony. Doprowadza to też do takich sytuacji, że pracownik, jeśli nie dogaduje się z szefem lub nie podoba mu się praca, nie szuka innej, zwalniając się, lecz idzie na urlop z powodu depresji i wypalenia zawodowego i czeka, aż zostanie zwolniony, dostając potem odszkodowanie oraz pieniądze z urzędu pracy. Nie muszę chyba wyjaśniać, jak firmy muszą się nagłówkować, by zgodnie z prawem pozbyć się pracownika, który nic nie robi. Każde zaś nadużycie ze strony pracownika może doprowadzić małą firmę do ogromnych problemów finansowych.

Samo pojmowanie przez Francuzów otrzymywania chômage, czyli zasiłku dla bezrobotnych, jest niezwykle ciekawe. Pobieranie zasiłku określa się czasownikiem gagner, a więc tym samym, co zarabiać w pracy. Zatem dla Francuzów nie jest niczym wstydliwym korzystać z pomocy systemu. Co więcej, wielu z nich specjalnie prowokuje zwolnienie, by mieć pieniądze na podróże. Spotkaliśmy wielu Francuzów na chômage w Malezji czy Singapurze. Jak to możliwe? Ponieważ we francuskim urzędzie pracy nie trzeba stawiać się osobiście, wystarczy potwierdzić przez stronę internetową raz na miesiąc, że nadal poszukuje się pracy. Urząd pracy podobno teraz sprawdza, z jakiego miejsca loguje się bezrobotny, ale jakim problemem jest poproszenie znajomego przebywającego we Francji, aby wypełnił za niego formularz?

Należałoby także dodać, że kwota zasiłku dla bezrobotnych nie jest stała dla każdego bezrobotnego. Zależy ona od wysokości jego ostatnich zarobków. Przez pierwszych kilka miesięcy wynosi 80 procent pensji, potem maleje o kilkanaście procent. Dowiedziałam się ostatnio, że niektórzy koszykarze we Francji pracują jedynie 8 miesięcy w roku, zarabiając przy tym około 10 tysięcy euro. Przez 4 kolejne miesiące idą na bezrobocie, dostając 8 tysięcy euro od państwa, czyli z podatków obywateli. Następnie na nowo są zatrudniani w klubie.

Jeśli już mowa o nadużyciach, to warto wspomnieć, że wiele osób przebywających na bezrobociu i pobierających zasiłek we Francji pracuje na czarno. Jest to ostatnio gorąco dyskutowany w sejmie temat. A więc dostają pieniądze z państwa, a drugą pensję dorabiają sobie, wykonując jakieś proste czynności.

Za taki system bezpieczeństwa trzeba jednak sporo zapłacić. Z tego powodu wraz z cały czas rosnącym bezrobociem (bo kto byłby zmotywowany do pracy, jeśli można dostawać pieniądze za siedzenie w domu) wzrastają podatki i składki socjalne. Kto na tym ucierpi? Oczywiście zwykły Dupont (odpowiednik Kowalskiego po francusku), który pracuje uczciwie przez całe życie. Ciekawym jest, że o ile dla starszego pokolenia Francuzów niewyobrażalnym jest korzystanie z państwowej pomocy, jeśli nie jest to nieuniknione, młode pokolenie twierdzi, że skoro Pôle Emploi (urząd pracy) oferuje pracę za najniższą krajową, nie warto w ogóle jej podejmować, skoro zasiłek wynosi tyle samo. Po co więc się wysilać i iść do pracy za takie pieniądze, gdy kasa za darmo wpływa na konto.

Magda

W poszukiwaniu wewnętrznej harmonii

Jakie było Wasze ulubione zajęcie w dzieciństwie? Czy mieliście na swojej półce między książkami zeszyty kolorowanek? Czy pamiętacie problem z ostrzeniem kredek, których drewno ciągle pękało i późniejsze rewolucje, gdy wprowadzono tzw. kredki niełamiące?

Do dziś pamiętam moje ulubione kolorowanki i uczucie mi towarzyszące, kiedy jako dziecko poświęcałam godziny na moje rysunki. Odwiedzając w ostatnim czasie sklep Cultura, odpowiednik polskiego Empiku, koleżanka wskazała mi dział książek poświęcony psychologii, jodze, medytacji. Pośród poradników znalazłam mnóstwo wydań kolorowanek. Jednak nie były to kolorowanki dla dzieci z postaciami z bajek. Koleżanka wytłumaczyła mi, że we Francji na czasie jest teoria mówiąca o tym, iż kolorowanie relaksuje, pozwala zapomnieć o codziennych problemach, pozwala osiągnąć stan zen. Pięknie wydane zeszyty składają się z powtarzalnych wzorków do kolorowania, z numerków, które należy ze sobą połączyć, by zobaczyć ukryty przez grafika rysunek, z kratek, które należy pomalować zgodnie ze wskazówkami, by odkryć, jaki wzór się za nimi kryje.

DSC_0003

DSC_0004

Sprzedawane są nie tylko same książki, ale także zestawy z kredkami. W dziale z prasą znalazłam także tematyczne gazetki, w których drukuje się nowe zestawy do kolorowania. Co ciekawe, widziałam także kolorowankę specjalnie przeznaczoną dla kobiet w ciąży, która zawierała kwiatowe szkice, w których centrum znajdował się rysunek noworodka.

DSC_0006

Szaleństwo? Nowa teoria psychologiczna pozwalająca na łatwe zarabianie pieniędzy? Bo przecież wszystko, co związane ze sportem, dieta czy teoria psychologiczna pozwalająca osiągnąć spokój duchowy w dzisiejszym zagonionym świecie się dobrze sprzedaje. Ale z drugiej strony kto z nas nie bazgrze na kartce wzorów, odbywając długie rozmowy telefoniczne? Może więc warto spróbować i na chwilę znowu poczuć się jak dziecko?

Magda

Via ferrata

Południe Francji wprost obfituje w możliwości aktywnego spędzania wolnego czasu – i to niekoniecznie w wodzie. Pobliskie Alpy Nadmorskie oferują całą gamę miejsc, w których można uprawiać sporty górskie jak wspinaczka, kanioning czy paralotniarstwo.

Jednym z nieznanych bliżej w Polsce górskich sportów jest via ferrata (z włoskiego „żelazna droga”). W ogólności via ferrata oznacza uzbrojony i ubezpieczony szlak wspinaczkowy, który dzięki metalowym stopniom, uchwytom i stalowej linie asekuracyjnej zapewnia bezpieczeństwo i umożliwia korzystanie nawet amatorom bez doświadczenia w prawdziwej wspinaczce. W pewnym stopniu podobna do via ferraty jest tatrzańska Orla Perć, która jednak mimo uzbrojenia w kilku miejscach nie posiada asekuracji typowej dla via ferraty oraz różni się tym, że via ferrata prowadzi głównie pionowymi ścianami skalnymi. Najwięcej dróg tego typu stworzono we włoskich Dolomitach, ale również w Alpach Nadmorskich w wielu małych miasteczkach znajdują się przygotowane ferraty.

Na ścianie

Na ścianie (ja na górze)

Typowa trasa składa się: z nieubezpieczonego podejścia do właściwego startu (zdarzają się dość strome i kamieniste), z właściwej uzbrojonej trasy – prowadzącej z reguły w górę pionowej ściany – urozmaiconej trawersami i „małpimi mostami” oraz jednej lub kilku kolejek tyrolskich prowadzących w dół do nieubezpieczonej trasy powrotnej. Są również mniej typowe jak ta w Lantosque prowadząca wzdłuż kanionu, nad którym rozpięte są mosty linowe i tyrolki, jakimi kilkukrotnie zmienia się strony kanionu.

Małpi most

Małpi most – oczekiwanie na swoją kolej

Sprzęt potrzebny do via ferraty to: uprząż wspinaczkowa, lonża z absorberem energii, kask oraz bloczek do tyrolki. Warto posiadać również dobre rękawiczki oraz karabinek na pasku z przodu, którym można przypiąć się do uchwytu, jeśli zabraknie nam sił. Wspomniana lonża wyposażona jest w dwa aluminiowe karabinki z systemem łatwego wpinania w linę, co umożliwia szybkie operowanie nimi jedną ręką.

Sprzęt do via ferraty

Sprzęt do via ferraty

Sprawne pokonanie via ferraty wymaga nieco siły, gdyż momentami trasa nachylona jest do tyłu, co wymaga utrzymania ciężaru ciała na rękach, a w dodatku należy jeszcze często w tej pozycji przepiąć lonżę na kolejny fragment liny asekuracyjnej. Należy też pamiętać o tym, że w każdym momencie co najmniej jeden z karabinków lonży musi być przymocowany do liny, tj. przechodząc na kolejny fragment, należy karabinki przepinać osobno. Uwaga również na tyrolki – podczas szybkiej jazdy dotknięcie stalowej liny może zakończyć się zdarciem skóry, zaś rozgrzanego bloczka oparzeniem.

Małpi most

Małpi most

Informacje praktyczne:

  • wstęp na via ferratę z reguły jest płatny – ceny wahają się od 3 do 6 euro, a same bilety kupuje się najczęściej w lokalnym Office du Tourisme,
  • sprzęt do via ferraty można kupić w większości sklepów sportowych na południu lub wypożyczyć na miejscu – w samym Office du Tourisme lub w pobliskich wypożyczalniach/sklepach sportowych. Koszt to kilkanaście euro,
  • należy zabrać krem do opalania z filtrem, gdyż prawdopodobnie spędzimy kilka godzin wystawieni na letnie, południowe słońce.

Z pewnością via ferrata nie jest sportem dla osób z lękiem wysokości lub niebędących w odpowiedniej formie fizycznej, jednak dla spragnionych silnych wrażeń miłośników gór jest warta spróbowania. Spojrzenie w dół kilkusetmetrowej przepaści potrafi podnieść poziom adrenaliny mimo świadomości, że jest się przypiętym do liny asekuracyjnej, zaś końcowa jazda na tyrolce jest świetną nagrodą za wcześniejszy wysiłek. Polecam!

Bartek

Lyon – miasto sztuki

Chcąc odpocząć od przybywających na południe turystów, wybraliśmy się na długi lipcowy weekend do Lyonu. Cały czas pamiętam przestrogi od znajomych, żeby wziąć tylko letnie ubrania, ponieważ Lyon jako miasto położone w dolinie ma klimat bardziej nieznośny pod względem upałów niż Lazurowe Wybrzeże. Oczywiście w naszym przypadku żałowaliśmy, że nie zabraliśmy kaloszy, sztormiaków oraz grubych swetrów. Wygrzani południowym słońcem nieco odwykliśmy od temperatury 18°C.

Lyon jest miastem tętniącym życiem. Jako miasto studenckie może pochwalić się licznymi akcjami kulturalnymi. Jest jednak mniej różnorodny niż południowa Francja, która przyciąga obecnością morza, gór oraz wysokich temperatur. Dużo jednak się tu dzieje, ulice są pełne młodych śpiewających, grających na instrumentach, bawiących się czy manifestujących ludzi. Lyon ma piękną gotycką starówkę. Zwróciłam uwagę, że jest tu mnóstwo księgarni, antykwariatów, galerii artystycznych, sklepów z instrumentami oraz szkół muzycznych. W Lyonie zachwycają kamienice, wąskie uliczki, a także liczne murale. Oddalając się od centrum, można trafić jednak na zaniedbane, mniej bezpieczne dzielnice. Lyon jednak najbardziej podobał się nam nocą. Podświetlone fasady budynków, widoczne z daleka najważniejsze zabytki przypominają mi rodzinny Toruń.

DSC_0270

O czym warto wiedzieć, wybierając się do Lyonu? Lyon słynie z wszechobecnych fontann. Umiejscowione są one nie tylko w parkach. Właściwie na każdym większym placu można jakąś napotkać. Szczególnie polecam olbrzymią fontannę na Place des Terreaux. Lyon, jakby trochę z zazdrości wobec Paryża, ma to, co stolica Francji, lecz w rozmiarze miniaturowym. Są tu 4 linie metra, Musée des Beaux-Arts, czyli tzw. Mały Luwr, a także mała wieża Eiffla. Tak jak i w Paryżu, działa tu doskonale system wypożyczania rowerów. Niemal wszędzie można zobaczyć turystów korzystających z tej formy transportu.

DSC_0016

Będąc w Lyonie, nie można przegapić wycieczki do parku archeologicznego Fourviere odsłaniającego ruiny teatru i odeonu oraz term. Warto odwiedzić 400-letnią katedrę Jana Chrzciciela oraz zobaczyć znajdujący się w niej XIV-wieczny zegar astronomiczny (nam niestety się nie udało, ponieważ ta część katedry była z renowacji), a także bazylikę Marii Panny z Fourviere, w której dolnej części znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

DSC_0242

Warto wiedzieć, że tu właśnie bracia Lumiere zbudowali pierwszy kinematograf i nakręcili pierwszy film. Z tej właśnie okazji w Lyonie powstało Musée Miniature et Cinema, w którym zobaczymy oryginalne przedmioty oraz maski użyte przy kręceniu najpopularniejszych filmów (m.in. oryginalny, 5-metrowy, ruchomy robot użyty w serii filmów o „Obcym”). Imponujące są jednak przede wszystkim wykonane z zegarmistrzowską precyzją miniatury budynków i pomieszczeń. Tu także zagospodarowano kilka pomieszczeń, aranżując scenografie z filmu „Pachnidło”. Co ciekawe, widnieje informacja, że ok. 3 tys. buteleczek wykonanych na potrzeby filmu zostało wyprodukowanych w Polsce.

DSC_0136

Warto zwiedzić także Theatre du Guignol, czyli teatr marionetkowy. Jednak nie tylko w nim zobaczymy wystawę marionetek. Ich zdjęcia widnieją także na magnesach oraz kartkach pocztowych.

DSC_0075

Osobom, które chcą odpocząć od zgiełku miasta, szczególnie polecam olbrzymi Parc de la Tête d’Or, który odwiedzają nie tylko turyści, ale przede wszystkim rodziny z dziećmi, a także osoby aktywne sportowo (również aktywne rodziny z dziećmi – napotkaliśmy kilkoro rodziców ze sportowymi wózkami, które pchali przed sobą podczas biegania). Oprócz kilku hektarów zieleni oraz jeziorka znajdują się tu szklarnie, z których hodowane są rośliny tropikalne, a także dostępny bezpłatnie ogród zoologiczny z żyrafami, zebrami, flamingami czy pelikanami.

W Lyonie co roku w grudniu odbywa się festiwal światła. Przygotowane przez grafików prezentacje muzyczno-wizualne wyświetlane są na fasadach zabytków, odmieniając ich wizerunek. W tym czasie Lyon zaludnia się mnóstwem turystów.

Lyon słynie także ze swoich miejscowych specjałów, szczególnie z podrobów. Chcąc zasmakować w oryginalnej kuchni, należy wybrać się do jednej z wielu restauracji nazywanych tu bouchons.

Przez Lyon przebiega trasa Autoroute du Soleil, czyli autostrady wiodącej na południe. To właśnie widok z niej nocą zachęcił nas do wizyty w tym mieście. W roku 1992 wybudowano tu również stację TGV. Nowoczesna stacja według mnie wygląda jak miejski potworek budowlany, lecz wiele osób się nią zachwyca.

Jeśli miałabym podsumować, jak wygląda Lyon, powiedziałabym, że bardzo znajomo. Otóż centrum, zabytki, klimat panujący w tym mieście bardzo mi przypomina wiele polskich dużych miast. Nawet roślinność tutaj jest bardzo „polska”. Francuzi jednak twierdzą, że jest to miasto snobów i trudno się tu zaaklimatyzować, nie będąc lyończykiem.

Magda

Praca w branży IT na Lazurowym Wybrzeżu.

W komentarzach i prywatnych wiadomościach zdecydowanie nie zgodziliście się z ostatnim wpisem Magdy. Osobiście nie rozumiem tak pozytywnego podejścia dużej części polskiego społeczeństwa do francuskiego rozdawnictwa. Kraj na dłuższą metę nigdy nie może w ten sposób funkcjonować, czego efekty widać w spadającym do rekordowo niskiego poziomu poparciu dla prezydenta Hollande’a – ludzie stracili złudzenia, że dobrobyt można budować zasiłkami dla bezrobotnych. Powtarzamy to wielokrotnie – we Francji wcale nie jest tak dobrze, zaś w Polsce wcale nie jest tak źle. Ale nie o tym ma być ten wpis.

Jako że otrzymywaliśmy już wiadomości od czytelników zainteresowanych przeprowadzką i pracą na Lazurowym Wybrzeżu oraz korzystając z faktu, że mam już pewne doświadczenie w szukaniu pracy na miejscu (właśnie kończy mi się okres wypowiedzenia i za moment rozpoczyna się nowy kontrakt) postanowiłem opisać aktualny stan rynku pracy w branży IT oraz dać kilka porad i wskazać pułapki, na które należy uważać.

Sophia Antipolis to technopolia założona w środku śródziemnomorskiego lasu dokładnie pomiędzy miastami Biot, Valbonne i Mougins. Często reklamuje się sloganem “Europejska Dolina Krzemowa”, co według mnie jest określeniem przesadzonym z jednego zasadniczego powodu – brak tu ogromnej liczby start-upów oraz intensywnej pracy nad nowymi pomysłami z dziedziny nowych technologii. Większość pracodawców to albo główne siedziby dużych, francuskich korporacji, albo filie światowych potentatów. Do tego cała masa firm outsourcingowych, których obecność zasługuje na osobny akapit.

Francuskie prawo pracy jest niezwykle surowe dla pracodawcy – zwolnienie kogokolwiek (nawet jeśli nie wykonuje swoich obowiązków poprawnie) jest trudne i często wiąże się z wysokimi kosztami odszkodowań, szczególnie w przypadku, gdy zwalniany pracownik dobrze zna prawo pracy lub korzysta z pomocy prawnika. Powoduje to, że wiele firm nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności i woli korzystać z usług pośredników. W takiej sytuacji firma płaci ustaloną stawkę za dzień pracy kontraktora przedsiębiorstwu, którego modelem biznesowym jest nic innego jak branie na siebie ryzyka zatrudniania kogokolwiek na podstawie umowy o pracę. Dochodzi do tego oczywiście również wyszukiwanie kandydatów, ale rozmowy techniczne i tak odbywają się w siedzibie potencjalnego klienta.

Outsourcing nie jest oczywiście wymysłem francuskim i stosowany jest na szeroką skalę we wszystkich rozwiniętych krajach, ale z moich doświadczeń z Polski wynikało raczej, że więcej jest firm headhunterskich – zajmujących się jedynie wyszukiwaniem specjalistów, zaś firmy outsourcingowe służą najczęściej jako pośrednicy w kontraktach B2B (business to business – umowa, w której pracownik prowadzi własną działalność gospodarczą i otrzymuje określoną stawkę za przepracowany dzień), tu zaś największy pracodawca w okolicy – korporacja Amadeus – zatrudnia blisko połowę ekipy na zasadzie outsourcingu, więc skala zdaje się być ogromna. Z drugiej strony nie pracowałem w Polsce na tyle długo, żeby dokładnie poznać branżę, więc mogę się mylić.

Pozwolę sobie tu na małą dygresję: stawki dzienne za pracę kontraktorów (tj. stawka, jaką firma “wynajmująca” pracownika płaci firmie realnie go zatrudniającej) są bardzo wysokie – dochodzą do 450 euro, co – jak łatwo policzyć – daje przy 21 przepracowanych dniach w miesiącu prawie 10 000 euro. Powodem tak wysokich cen pracy specjalistów są koszty pracodawcy. Prosty przykład: przy rocznej pensji pracownika równej 45 tys. euro dodatkowe koszty pracodawcy to 42% tej kwoty! Oznacza to, że firma musi na takiego pracownika wydać około 64 tys. euro rocznie! Jak łatwo policzyć, dużym firmom opłaca się wydać na programistę trochę więcej, w zamian pozbywając się ryzyka związanego z niemożnością zwolnienia takiej osoby. Samemu zainteresowanemu zostaje z tego około 31 tys. po odliczeniu podatku dochodowego – czyli mniej niż połowa! Podejrzewam, że razem z nadmiernie usztywnionym prawem pracy stanowi to powód powstania całej gałęzi lokalnej gospodarki zajmującej się “wynajmowaniem” pracowników IT na “dniówki”.

Wracając do tematu tego postu: w rejonie Lazurowego Wybrzeża w branży IT nie jest tak łatwo znaleźć pracę jak w Polsce. W Sophii znajduje się kilka dużych korporacji i szereg mniejszych firm, ale z mojego doświadczenia wynika, że znalezienie ciekawej pracy jest trudniejsze i zabiera więcej czasu niż np. w jednym z dużych polskich miast. Jest jedynie jeden pracodawca, który zatrudnia obcokrajowców w dużej liczbie, więc w większości firm wymagana jest znajomość języka francuskiego.

Francuscy headhunterzy zdają się nie korzystać z popularnych portali jak LinkedIn czy Monster. Kiedy zacząłem szukać innej pracy, ktoś polecił mi stronę apec.fr i rzeczywiście – zaraz po rejestracji i opublikowaniu profilu rozdzwoniły się telefony od wspomnianych firm kontraktowych – niestety bezpośrednie zatrudnienie wymaga aktywnego poszukiwania pracodawcy.

Jeśli zdecydujecie się na szukanie posady programisty w tym rejonie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa na początku będziecie zatrudnieni przez firmę kontraktingową. W związku z tym klika porad:

  • dla firmy tego typu nie liczy się zatrudnienie najbardziej kompetentnego pracownika, tylko znalezienie najtańszego pracownika, za którego klient zgodzi się zapłacić,
  • co wynika z poprzedniego punktu: firma zrobi wszystko, żeby zapłacić jak najmniej, a uzyskanie później podwyżki może nie być proste,
  • jeśli chcecie uzyskać podwyżkę, to najlepiej rozpoczynać rozmowę na ten temat z pozycji siły, czyli w momencie, kiedy klient za Was płacący aktualnie nie rekrutuje nowych kontraktorów lub/i kiedy wiecie, że kilka osób z firmy niedawno złożyło wypowiedzenia. Można wówczas zagrać va banque i zagrozić, że w przypadku braku podwyżki odejdziecie. W moim przypadku taka taktyka zadziałała,
  • francuskim korporacjom nie brakuje typowych wad wielkich firm – skostniała hierarchia, brak ciekawych projektów i szans na większy rozwój szybko może dać się we znaki ambitnym miłośnikom nowych technologii, wobec czego przed przyjęciem oferty warto dowiedzieć się dokładnie, jak stanowisko oceniane jest przez już zatrudnionych na portalach typu glassdoor.com.

Osobiście dosyć szybko zdecydowałem się szukać nowej, ciekawszej pracy, jednak ze względu na trudność w znalezieniu czegoś ciekawego oraz ogólną “korporacyjną bezwładność” otrzymanie nowej oferty zajęło łącznie prawie sześć miesięcy. Dodajmy do tego oczywiście jeszcze trzy miesiące okresu wypowiedzenia.

Jeszcze jedno: o ile Francja obnosi się na zewnątrz ze swoją rzekomą równością, w praktyce nie jest tak różowo. Przy zatrudnianiu preferowani są Francuzi, a i nawet pomiędzy nimi widać wyraźne różnice – absolwenci grandes écoles mają najlepsze posady jak w banku (zdaje się, że niezależnie od faktycznych umiejętności). Ciekawostka: o ile Hiszpanie, Włosi czy Chińczycy zarabiają mniej od Francuzów, to Polacy na zarobkową dyskryminację już sobie nie pozwalają i z reguły ich zarobki są na podobnym poziomie. Aczkolwiek ja podczas rozmowy o podwyżce z jednym z ludzi od zasobów ludzkich w mojej firmie kontraktorskiej ułyszałem cyt.: “O co ci chodzi, przecież zarabiasz więcej ode mnie” oraz “Polacy przyjeżdzają i chcą zarabiać nie wiadomo ile!”.

Mam nadzieję, że ten artykuł przyda się osobom, które zastanawiają się nad poszukiwaniem pracy w IT w rejonie Lazurowego Wybrzeża. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, nie wahajcie się skorzystać z formularza kontaktowego na blogu.

Bartek