Dotarliśmy!

Nikt nie mówił, że będzie łatwo, jednak mimo wielu przeszkód jesteśmy na miejscu i powoli poznajemy okolicę. Planowaliśmy wyruszyć z Bydgoszczy w niedzielę o 6:00. Niestety pakowanie zamieniło się w koszmar i mimo wszelkich chęci nie udało nam się zabrać ze sobą wszystkiego. Zanim upchnęliśmy bagaże w aucie, była już 10:00. Na szczęście (ze względu na możliwe skutki uboczne) obyło się bez podawania kotu leków uspokajających. Feler uspokoił się po kilkunastu minutach i do końca trasy odzywał się sporadycznie.

Do Bielefeld dotarliśmy około 20:00. Dzięki świetnej sieci darmowych autostrad jazda po Niemczech to czysta przyjemność. Następnego dnia wyjechaliśmy o 6:00. Przez granicę niemiecko-francuską przejeżdżaliśmy w Mülheim i tu niestety skończyło się darmowe podróżowanie autostradami. We Francji jakość autostrad jest nawet lepsza niż w Niemczech, zapewne dlatego, że ruch na nich jest mniejszy ze względu na wysokie opłaty. Wieczorem zmęczenie dało się we znaki – dwa razy błędnie zjechaliśmy z autostrady, przez co musieliśmy nadrabiać wiele kilometrów, by się na nią z powrotem dostać. Szczególnie trzeba było uważać w Lyonie, ponieważ tam autostrada przemierza przez środek miasta, jest bardzo kręta i jest wiele zjazdów.

Podczas przejazdu przez Francję pojawił się jeszcze jeden problem. Załadowany samochód osiadł na tylnej osi, co spowodowało, że światła mijania zaczęły w nocy oślepiać kierowców jadących z naprzeciwka (regulacja reflektorów niewiele dała). Ci poczuli się w obowiązku dawać nam znaki długimi. Kiedy co drugi samochód migał, zaczęliśmy się zastanawiać, co jest powodem, i na postoju sprawdzaliśmy nawet stan świateł i opon, zanim zdaliśmy sobie sprawę z prawdziwej przyczyny.

Kiedy w końcu stanęliśmy przed hotelem, mając przed oczami wizję prysznica i snu, okazało się, że nie mają tam naszej rezerwacji ani nie wiedzą niczego o mojej firmie. Prawdopodobnie wyluzowani południowcy zapomnieli o potwierdzeniu rezerwacji. Skończyło się na budzeniu pracowników firmy w środku nocy i przenosinach do innego hotelu (dla pocieszenia – o bardzo wysokim standardzie).

Do wszystkich przygód na koniec dołączyło jeszcze przypalenie tarczy sprzęgła podczas cofania obciążonym samochodem po krętych i stromych uliczkach Antibes. Ciekawostka – wąskie i kręte ulice zdają się być przyczyną, dla której samochody używane przez tubylców to głównie małe hatchbacki. Nasz spory sedan napotkał kilkukrotnie na miejsca trudne do pokonania jak podczas wspomnianego przysmażenia sprzęgła.

W najbliższym czasie postaramy się opisać, co działo się w następnych dniach, oraz wrzucić pierwsze zdjęcia z Lazurowego Wybrzeża.

Bartek i Magda

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s