Śnieg

W zeszły czwartek podczas porannej krzątaniny przy przygotowywaniu śniadania zaskoczył nas widok za oknem – oto pierwszy raz tej zimy zaczął padać śnieg. Nie była to jakaś wielka niespodzianka – ostatnio zrobiło się bardzo zimno jak na ten region (w nocy temperatura spadała do -2 stopni), a możliwe opady zapowiadano już tydzień wcześniej, ale i tak palmy pokryte białym puchem trudno nam było sobie wyobrazić. Śnieg przestał, co prawda, padać, jeszcze zanim wyjechaliśmy samochodem z garażu, ale – w przybliżeniu – jeden centymetr puchu wystarczył, żeby kompletnie sparaliżować ruch drogowy na Lazurowym Wybrzeżu. W radiu i na stronach linii autobusowych podawano informacje o tym, że autobusy nie wyjadą na ulice, dopóki sytuacja się nie ustabilizuje. Wszyscy użytkownicy autobusów wsiedli więc w samochody. Po w miarę bezproblemowym pokonaniu pierwszego odcinka trasy utknęliśmy w ciągnącym się aż po horyzont korku. Dalej przejechaliśmy w ślamazarnym tempie dwa kilometry i utknęliśmy na dobre. Po 40 minutach bez przesunięcia się choćby o centymetr zdecydowaliśmy się zawrócić i wrócić do domu. Później okazało się, że drogi zablokowane zostały przez przewróconą na drodze ciężarówkę.

Tak jest tutaj podobno za każdym razem, kiedy spadnie śnieg – w jednym z wcześniejszych wpisów pisałem o zeszłorocznym śniegu, kiedy ludzie porzucali samochody na poboczach. Nie ma tu pługów i służb zajmujących się odśnieżaniem, wszyscy kierowcy mają wyłącznie letnie opony, a tubylcy nie mają doświadczenia w jeździe po śliskiej nawierzchni. Z racji tego, że śnieg zdarza się maksymalnie raz w roku, nikt też za bardzo nie myśli o zmianie tej sytuacji.

Około południa temperatura na zewnątrz wynosiła około 14 stopni, a po bezchmurnym niebie wędrowało jasne słońce. Gdyby ktoś pojawił się u nas o tej porze, nie uwierzyłby, że jeszcze trzy godziny wcześniej ulice były kompletnie zablokowane przez warunki pogodowe. Do firmy względnie na czas dotarła garstka pracowników, która albo mieszkała bardzo niedaleko, albo po prostu doszła pieszo. Tego dnia czas marszu na trasie Antibes-Sophia Antipolis wyniósł 55 minut, zaś jazda samochodem 3 godziny 30 minut. W firmie na szczęście (i chyba w całej Francji) wszyscy są wyrozumiali, jeśli ktoś spóźni się z powodu panujących warunków pogodowych.

Kolejną ciekawostką jest to, że kierowcy autobusów nie dopuszczają do zbytniego przeładowania pojazdów. Kiedy, według ich uznania, w autobusie jest już wystarczająco dużo osób (niekoniecznie dużo na nasze standardy – miejsca jest z reguły wystarczająco, żeby wygodnie siedzieć/stać) po prostu przestają zatrzymywać się na przystankach (uruchamiając informację na tablicy przedniej autobusu) lub grzecznie informują potencjalnych pasażerów o braku miejsca. Ci zaś bez żadnych pretensji po prostu czekają na przystanku na następny kurs.

Bartek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s