Postępy językowe

Naukę języka francuskiego rozpoczęłam jeszcze przed wyjazdem do Francji, jednak dopiero po przeprowadzce okazało się, że tak naprawdę nic nie potrafię poza przedstawieniem się i podstawowymi zwrotami grzecznościowymi. Jednak wstępne „osłuchanie się” z językiem i rozeznanie się w budowie gramatycznej zdań znacznie pomogło mi w nauce i z pewnością ją przyspieszyło.

Nauka języka za granicą znacznie różni się od tej na miejscu w zwykłej szkole językowej. Po przyjeździe udało mi się zapisać do szkoły, w której zajęcia odbywają się na pełen etat, a więc codziennie od 8:30 do 16:30. Jak myślałam, taka intensywność zajęć z pewnością pomoże mi w szybkiej nauce. Szybko jednak zweryfikowałam swoje poglądy, bo szkoła, do której trafiłam, nie prezentuje wysokiego poziomu nauczania. Ponieważ grupa była duża, uczniowie na różnym poziomie językowym, a nauczycielom nie chce się pracować, byłam zdana w gruncie rzeczy sama na siebie. Zwłaszcza na początku, kiedy zupełnie nic nie rozumiałam, co ktoś do mnie mówił (tak, francuski za granicą inaczej brzmi niż w polskich szkołach językowych), a żaden z nauczycieli nie znał angielskiego, więc nie mógł mi niczego wytłumaczyć w inny sposób niż po francusku. Zostałam więc rzucona od razu na głęboką wodę.

Jak się okazało, całkowite „zanurzenie” w języku obcym nie było wcale takie złe (dotychczas myślałam, że metoda immersji językowej jest skuteczna jedynie w przypadku małych dzieci). Sama szkoła jednak nie wystarczyła. Całe wieczory poświęcałam na powtarzanie słówek, gramatyki, wypożyczałam książki (początkowo dla małych dzieci, które uczą się czytać), kupowałam gazety, oglądałam telewizję po francusku. Niezbędne było też wykupienie prywatnych lekcji u rodowitej Francuzki, by polepszyć mój poziom konwersacji. I choć nadal oglądam francuskie filmy z napisami po francusku dla niesłyszących, a czytanie książek (teraz już powieści dla młodzieży czy dla dorosłych) wciąż nie jest dla mnie relaksem jak w przypadku czytania po polsku, jestem w stanie stwierdzić, że po około sześciu miesiącach pobytu we Francji jestem w stanie komunikować się z Francuzami, potrafię rozpoznać, czy ktoś jest obcokrajowcem, czy rodowitym mieszkańcem, a co najważniejsze, potrafię prowadzić rozmowę przez telefon (konwersacja w języku obcym jest o wiele trudniejsza, gdy nie widzi się rozmówcy, a rozmowa czasem jest zagłuszana przez odgłosy dochodzące z ulicy). Co więcej, chyba już nadszedł czas, by korzystać z usług francuskich lekarzy (ponieważ nawet lekarze nie mówią tu biegle po angielsku).

I choć umiem się porozumiewać z Francuzami na poziomie średnio zaawansowanym, przede mną najtrudniejszy poziom nauki, a więc język potoczny, przysłowia, użycie słów w sensie metaforycznym, a także wulgaryzmy. Mimo że rozmowa z jedną osobą nie sprawia mi większych problemów, nadal nie czuję się swobodnie w większym towarzystwie, gdzie tylko ja jestem obcokrajowcem. A ponieważ nie umiem włączyć się do rozmowy w większej grupie, nadal nie jestem ciekawym rozmówcą dla Francuzów.

Co jest najtrudniejsze według mnie w nauce języka francuskiego? Z pewnością wymowa. We francuskim nie wymawia się końcowych spółgłosek w wyrazie, czasem aż do tego stopnia, że czytamy tylko połowę tego, co jest napisane. Łatwo zatem o popełnienie błędu. W wyniku pomyłki wielokrotnie wzbudzałam śmiech albo konsternację. Zwłaszcza dziwnie zabrzmiała opowiadana przeze mnie historia o naszej wizycie w parku Mercantour, kiedy chciałam powiedzieć, że świstaki (des marmottes – czyt. marmot) były tak głodne, że wchodziły na kolana Bartka w poszukiwaniu pożywienia, a powiedziałam: des marmots – czyt. marmo, a więc dzieciaki, smarkacze, bachory.

ŚwistakMagda

Reklamy

5 thoughts on “Postępy językowe

  1. Robiłam kurs języka francuskiego w Paryżu. Mam bardziej pozytywne doświadczenia. Kadra profesjonalna, klarowny podział na poziomy i do tego kursanci z pasją językową. Takie zanurzenie w języku daje super rezultaty, jednak rzeczywiście trzeba robić coś więcej niż samo uczęszczanie na zajęcia. A wyższe poziomy już tak łatwo nie przychodzą.

  2. Bardzo fajny wpis Magdo, jak i cały blog! 🙂
    Gratuluję Ci pomysłu stworzenia bloga i podziwiam decyzję o wyjeździe do Francji (przeczytałem zakładkę „O nas”). Widzę, że bardzo dobrze sobie radzisz.
    Przejrzałem również pozostałe wpisy i na tyle mi się Twój blog spodobał, że zapiszę się na newsletter. Bardzo fajny cel bloga – mam nadzieję, że pomoże niejednej osobie.

    Spodobało mi się też zdanie: „tak, francuski za granicą inaczej brzmi niż w polskich szkołach językowych”. Jak mogłabyś to rozwinąć, to byłbym wdzięczny. Ja na swoim blogu też stawiam na to nacisk.
    Fajnie czytać jak po 6 miesiącach dobrze sobie radzisz językowo.

    Pozdrawiam serdecznie

  3. Agnieszko, ale robiłaś kurs ETAPS finansowany przez rząd czy może kurs w prywatnej szkole? Podejrzewam, że w każdej szkole, za którą kursanci muszą płacić, wszyscy są bardziej zmotywowani. U mnie w szkole niestety tylko może 5% uczniów chodzi po to, aby naprawdę się czegoś nauczyć. Reszta chodzi po to, by dostać pieniądze rządowe, a więc: słucha muzyki, leżakuje na ławkach, rzuca się kulkami z papieru, przeklina, odbiera telefony, zajmuje się ćwiczeniem zdolności malarskich, ale niestety nie robi nic, by z tego rzeczywiście skorzystać.

    Pawle, bardzo dziękuję za miłe słowa. Jeśli chodzi o naukę języka, to zawsze jestem jeszcze bardziej zmotywowana, gdy po rozmowie po francusku jakiś Francuz mi powie, że mówię już całkiem nieźle 🙂
    Co do zdania, które zacytowałeś, chodziło mi o to, że w polskich szkołach językowych uczą przeważnie Polacy. Jedni mają bardziej francuski akcent, inni mniej (teraz już bym potrafiła to ocenić, jednak jak zaczynałam naukę w Polsce, jeszcze nie potrafiłam). Jeśli uczymy się francuskiego wyłącznie w Polsce, nauczyciel mówi wolno, wyraźnie, z bardziej przyjaznym dla nas akcentem, który łatwiej zrozumieć. Po takim kursie, mimo dużego zasobu słownictwa, możemy mieć problemy ze zrozumieniem rodowitych Francuzów. Akcentów w samej Francji jest co najmniej kilka. Inaczej mówią na północy, inaczej na południu. Co więcej, Francuzi wyróżniają nawet takie dialekty jak nicejski czy monakijski. Najbardziej słyszalną dla mnie różnicą jest wymawianie głoski T. Jedni wymawiają francuskie „tu” (zaimek określający 2 os. l. poj.) jako „ciu”, inni „tu”. Poza tym język szkolny jest całkiem inny od potocznego, żywego, używanego na co dzień. I nie chodzi tu tylko o wulgaryzmy 🙂

  4. Agnieszko, doczytałam, że w Paryżu chodziłaś do szkoły Alliance Française. Jest to sieć prywatnych szkół zajmujących się szerzeniem kultury i języka francuskiego, mających swoje siedziby w całej Europie. Szkoły są płatne, ale trzeba podkreślić, że cieszą się najlepszą renomą. Sama chodziłam do Alliance, ale w Polsce 🙂 Już wiadomo, dlaczego miałaś pozytywne doświadczenia!

  5. Witam serdecznie, mam pytanie. W którymś z wpisów wspominalaś o darmowym kursie francuskiego codziennie od 8-16, przez 3 miesiace, który jest dofinansowany ( jesli dobrze pamietam mozna się o niego ubiegac do 26 roku zycia) Chcialabym zapytac jak wygląda to dofinansowanie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s