O tym, dlaczego wyjechaliśmy do Francji

Patrzę w kalendarz i przecieram oczy ze zdumienia. W przyszłym miesiącu będziemy świętować rok, od kiedy przeprowadziliśmy się do Francji. Co się zmieniło przez te jedenaście miesięcy? Dla mnie praktycznie wszystko. Po rozstaniu się z firmą, w której pracowałam w Polsce, po raz pierwszy w życiu dostałam status bezrobotnej. Czułam się jak upośledzona, przebywając w zupełnie obcym kraju, nie znając języka i nie mogąc się porozumieć.

Wiele osób we Francji, pytało mnie o motyw naszej przeprowadzki. Sądzili, że wyjechaliśmy z chęci odłożenia pieniędzy lub podwyższenia standardu naszego życia, wyobrażając sobie Polskę jako kraj biedny i zacofany. Nawet Polacy (w tym często nasi najbliżsi), a zwłaszcza ci, którzy nigdy nie mieszkali za granicą, nie wiedzą, że warunki w Polsce właściwie nie odbiegają od tych we Francji. Tutaj, zwłaszcza na południu, przeciętni mieszkańcy także muszą brać kredyty na całe życie, aby kupić sobie mieszkanie, nie mogą pozwolić sobie na to, by wychodzić zbyt często do kina czy teatru, nie mają wystarczających środków pieniężnych, aby odłożyć bardziej znaczącą kwotę. Należałoby chyba wyraźnie podkreślić, podsumowując nasze dotychczasowe przemyślenia, że porównując poziom zarobków do poziomu wydatków Francja wcale nie okazuje się krajem, w którym można wyraźnie polepszyć warunki swojego życia.

Dlaczego więc wyjechaliśmy? Przede wszystkim dlatego, ponieważ w Polsce – pełnej bezpodstawnych kompleksów względem Europy Zachodniej – znajomość dodatkowego języka zawsze będzie bardzo znaczącym atutem, a nigdzie indziej nie można się tak dobrze nauczyć języka, jak za granicą. Ponieważ klimat na południu jest łagodniejszy niż w Polsce, dlatego nie musimy zimą skrobać szyb w samochodzie i zmieniać opon na zimowe, martwić się, że nie odpali, patrzeć na trwającą niemal pół roku szarzyznę. Ponieważ ten region jest naprawdę różnorodny i piękny, dlatego zawsze można znaleźć miejsce odpowiednie na szybki weekendowy wypad. Ponieważ nie wie się nic o świecie, dopóki nie wyjedzie się za granicę. Nadal jednak trudno jest nam zdecydować, czy jest to dobre miejsce do życia.

Minęły wakacje, a ja po intensywnej nauce języka na cały etat opuściłam szkołę, o której chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Zdecydowałam, że skoro mój dyplom ma wartość właściwie jedynie w Polsce, powinnam zacząć edukację we Francji. Po wielu poszukiwaniach znalazłam kurs, który wydawał mi się idealny – BTS assistant de manager, a więc studia dwuletnie zawodowe w systemie łączonym z pracą. System jest o tyle dobry, że można w jednakowym czasie uczyć się i zdobywać doświadczenie zawodowe, będąc 2 dni w tygodniu w szkole, a 3 dni w pracy (edukacja jest darmowa, a dodatkowo jest się wynagradzanym za pracę w firmie). Ku mojemu zaskoczeniu stosunkowo szybko udało mi się znaleźć firmę, dzięki której możliwe było rozpoczęcie francuskiej edukacji. Pracuję zatem w biurze adwokackim, a ponadto uczę się zarządzania firmą.

Czy rzeczywiście udało mi się nauczyć w niecały rok francuskiego na takim poziomie, by móc się swobodnie komunikować? Nie. Nadal rozumiem więcej, niż mówię. A to dlatego, że nie mam na co dzień ciągłego kontaktu z językiem. Jeśli jednak ktoś pytałby mnie o to, jaka jest najlepsza metoda nauki języka obcego, z całą pewnością odpowiedziałabym, że należy totalnie się w nim zanurzyć. Co to znaczy? Mimo że się nie rozumie, należy czytać, słuchać, oglądać. Ile czasu dziennie? Non stop. Ponadto należy znaleźć sobie znajomych obcokrajowców, uczestniczyć w spotkaniach, konferencjach, aby jak najbardziej osłuchać się z różnymi akcentami, sposobami mówienia. Tego nie da się zrobić, mając jednego nauczyciela w szkole, który nie jest native speakerem. Poza tym należy podnosić poprzeczkę, zapoznawać się z materiałami z rozmaitych dziedzin, aby jak najbardziej poszerzyć słownictwo.

Zaczęłam pisać z zamiarem przekazania najnowszych anegdot, a zrobiło się jakoś tak refleksyjnie. Obiecuję się poprawić w następnym wpisie!

Magda

Reklamy

7 thoughts on “O tym, dlaczego wyjechaliśmy do Francji

  1. Hej. Mogłabyś rozwinąć temat szkoły do której chodziłaś? Dlaczego chcesz o niej jak najszybciej zapomnieć? Czytałam Twój wpis o lekcjach wychowania seksualnego, co po za tym było nie tak? Chodzi o poziom nauczania? To byłby bezpłatne lekcje przez merostwo tak? Czy na miejscu inne bezpłatne szkoły lub nie drogie?

    • Szkołę funduje rząd, jest darmowa. Aby się do niej zapisać, należy iść albo do najbliższego Pole Emploi, albo do Mission Locale (dla osób od 16 do 25 lat). Nie należy jednak spodziewać się wysokiego poziomu. Chodzą do niej ludzie w różnym wieku – od 16 do nawet 70 lat. Poza obcokrajowcami jest także grupa młodzieży francuskiej, która przedwcześnie rzuciła szkołę. W mojej szkole ludzi było kilkadziesiąt, ciągle zmieniające się osoby, jedne przychodziły, inne kończyły kurs (to urząd decyduje, ile lekcji jest potrzebnych danej osobie), nauczycieli zaś dwóch. Klasy zatem były przepełnione, nie było podziału na grupy, nie było wspólnie prowadzonych lekcji, ponieważ każda osoba była na innym poziomie. Nauczyciele dawali kserówki z zadaniami, potem albo je sprawdzali, albo nie. Wyjaśniali francuski po francusku, a więc na początku nie rozumiało się nic. Czasem organizowane były wspólne wyjścia, na przykład charytatywne sprzątanie plaży prywatnej jakiegoś bogacza, ot tak w ramach nauki czystości dla obcokrajowców. Większość uczniów chodziła do szkoły, bo musiała (osoby spoza UE, które chciały uzyskać wizę, musiały pokazać, że uczą się języka i integrują się ze społecznością), a nie dlatego, że chciała nauczyć się języka. Jak wyglądały lekcje? Jedna osoba spóźniała się 2 godziny, wchodziła z hukiem, aby zwrócić na siebie uwagę, inna czesała włosy swojej koleżance, kolejna robiła balony z gumy do żucia, inna słuchała głośno muzyki, następna rysowała na kartce nauczycielkę z pistoletem przystawionym do głowy. Wyobraźmy sobie zatem osobę, która bardzo chce się nauczyć języka, trafiającą do poprawczaka. Tak mniej więcej było. Do tego wszystkiego nauczyciele traktują ją jak pozostałych (a więc jak osobę potrzebującą edukacji nie tylko językowej, ale i kulturowej), ponieważ dzięki nieznajomości języka nie może udowodnić, że jest inteligentna i nie ma żadnych braków w innych dziedzinach.

  2. Dzien dobry, przypadkowo wpadlam na bloga 🙂 czemu polski dyplom jest bezwartosciowy we Francji ? ? ? Nie rozumiem…Nie mogla Pani na podstawie niego zaczac pracy w jakiejs dziedzinie adekwatnej, w koncu jestesmy w UE. Pozdrawiam, ciekawy blog!:)

    • Hmm, w Polsce skończyłam studia magisterskie na kierunku filologia polska. Taki kierunek nie istnieje na francuskich uczelniach (istnieje na bodajże 2 uczelniach jako kierunek dodatkowy, jednak nie ma nic wspólnego z filologią polską), więc tym samym nie można uznać mojego dyplomu we Francji, bo nie ma on przełożenia na tutejsze realia. Jeśli chodzi zaś o inne polskie dyplomy (ogólnie pochodzące z innych krajów) – z ich uznawaniem nie jest wcale tak łatwo. Mając dyplom licencjacki, nie możemy być pewni, że uczelnia francuska pozwoli nam zacząć studia 2-letnie magisterskie. Wielokrotnie słyszałam o tym, że ktoś musiał powtarzać ostatni rok licencjacki, by „wyrównać” swój poziom.
      Ta przynależność do UE nie sprawia niestety, że Francuzi nas traktują jako równych sobie. Polacy Francuzów przyjmują w kraju z otwartymi ramionami, Francuzi nadal myślą, że poziom życia i edukacji w Polsce jest bardzo niski.
      Jeśli ktoś nie miał problemu z uznaniem polskiego dyplomu, znalazł we Francji pracę w zawodzie z łatwością (a nie był informatykiem), proszę, aby podzielił się swoimi spostrzeżeniami. Niestety nie znam takich historii.

  3. i jeszcze nawiazujac do Pani wpisu na temat BTs’u, jak sie nazywa po francusku ten BTs, gdzie jest staz i od razu praktyka? W jakich kwotach wahaja sie stypendia ? Dziekuje za odp 🙂

    • Typ edukacji, gdzie jednocześnie się pracuje i kontunuuje edukację, nazywa się „la formation en alternance”. Jednak nie przyznaje się stypendiów.

  4. Witam ! Bardzo się cieszę ,że udało mi się znaleźć Waszego bloga (dzięki francuski-przez-skype). Jestem z dalszych okolic Bydgoszczy (okolic Biskupina, choć teraz już z Poznania) i miło się czyta o Waszej przeprowadzce. Sama miałam okazję mieszkać w okolicy Awinionu przez 6 miesięcy oraz w Nimes 2 miesiące. Szczególnie interesują mnie Wasze poczynania językowo-zawodowe, trzymam za Was kciuki i z chęcią przeczytam całego bloga( postaram się też dopytać Was o kilka spraw, gdyż sama chciałabym zrobić magistra we Francji). Pozdrawiam i powodzenia 🙂 !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s