Francuski system nauczania bardziej elastyczny?

Francuski system nauczania – w przeciwieństwie do późniejszej kariery zawodowej – jest bardzo elastyczny. Już idąc do liceum, decydujemy, czy chcemy kształcić się dalej, czy nie. Otóż wychodząc z gimnazjum (college), mamy do wyboru liceum ogólnokształcące, po którym zdajemy maturę dającą wstęp na uniwersytet lub Grande école (maturę zdaje się w blokach do wyboru – można wybrać blok humanistyczny, ścisły), lub liceum profilowane, po którym zdaje się maturę profilowaną. Po takiej maturze można kontynuować studia zawodowe aż do poziomu magistra. Ponieważ w Polsce nie istnieje ten drugi system, wyjaśnię, na czym polega.

Na każdym etapie edukacji profilowanej – od liceum aż po stopień magistra – możliwe jest połączenie nauki jednocześnie z pracą w zawodzie. A zatem już w liceum profilowanym zajęcia w szkole odbywają się na przemian z pracą. Załóżmy, że chcę rozwijać się w zawodzie księgowej. Podpisuję specjalny kontrakt (tzw. contrat en alternancie) między mną, szkołą oraz moim pracodawcą, w tym przypadku biurem księgowym. W liceum mam przedmioty takie jak księgowość, podstawy zarządzania itp., przedmioty takie jak historia, geografia, biologia są albo zupełnie pomijane, albo jest niewiele godzin. Maturę (Bac pro) zdaję zaś z księgowości, a więc wszystkich powiązanych z tą dziedziną przedmiotów. Potem idę na 2-letni BTS z podstaw księgowości, znowu pracuję, zdobywając w tym samym czasie doświadczenie zawodowe. Przy czym jest mnóstwo różnych BTS do wyboru – np. przygotowujących do zawodów takich jak optyk, asystentka, sprzedawca, szlifierz itd. Po BTS można iść na roczny odpowiednik stopnia licencjata, także ukierunkowany. Dwa kolejne lata magisterki także są zaplanowane oddzielnie. Zatem studia profilowane dają dyplom oraz pozwalają zdobyć doświadczenie w jednakowym czasie. Warto podkreślić, że ten system wygląda nieco inaczej niż polskie studia zaoczne, w czasie których najczęściej pracuje się w ciągu tygodnia, a studiuje się w weekendy. Tutaj zajęcia w szkole odbywają się 2 dni w tygodniu, 3 dni chodzi się do pracy. Weekendy przeważnie pozostają wolne.

System edukacji wyższej we Francji jest w ogólności bardziej elastyczny niż w Polsce. Student ma dużą swobodę, jeśli chodzi o wybór kierunku. Nie jest on zmuszony przez pięć lat studiować jednego kierunku, na przykład informatyki, jak to było jeszcze do niedawna w Polsce, może on zacząć od 2 lat studiów z informatyki, pójść na roczne studia licencjackie ze stosunków międzynarodowych, pierwszy rok magisterki wybrać z ekonomii, a drugi z zarządzania zasobami ludzkimi. Dyplom 5-letnich studiów magisterskich nazywa się tu Master 2.

Warto wiedzieć, że na studiach ogólnych (nieprofilowanych) po pierwszym roku magisterki musimy przejść krótki staż, na drugim roku zajęcia odbywają się w czasie pierwszego semestru, w drugim semestrze najczęściej odbywa się sześciomiesięczne praktyki na pełen etat. Należy starannie wybrać firmę oraz stanowisko, ponieważ od tego zależy, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Ten staż wpisuje się do CV i jest to pierwsze doświadczenie istotne w naszej karierze. Warto dodać, że każdy staż trwający ponad 2 miesiące jest płatny, rząd wyznaczył minimalną stawkę miesięczną (w 2017 roku jest to 554,40 euro), firma oczywiście może płacić więcej. Spotkałam się z tym, że studentka informatyki dostawała w dużej międzynarodowej firmie koło 1500 euro netto.

Rząd francuski reguluje także maksymalną liczbę godzin w tygodniu, jaką może przepracować student. Student na studiach ogólnych we Francji ma prawo pracować w czasie roku akademickiego, lecz może to być kontrakt o pracę na maksymalnie 20 godzin w tygodniu.

Studia profilowane (uznawane za gorsze, lecz dające wiedzę ściśle przygotowującą do danego zawodu) są realizowane przez szkoły prywatne. Jednak jeśli odbywa się je w ramach wspomnianego wcześniej contrat en alternance – czyli pracuje się w tym samym czasie i pracodawca śledzi przebieg edukacji – są one darmowe dla studenta, opłaca je rząd, a student dostaje zależnie od wieku z góry wyznaczoną stawkę miesięczną. Jest to zawsze procent najniższej pensji krajowej. Student mający więcej niż 26 lat dostaje sto procent najniższej krajowej (SMIC).

W przypadku studiów ogólnych na uniwersytecie płaci się przeważnie jedynie kwotę za wpisowe, studia do 26. roku życia są za darmo.

Uznawane za najlepsze są jednak we Francji grandes écoles, czyli drogie, prywatne szkoły. Mówi się, że po grande école mamy gwarancję zatrudnienia, co w dzisiejszych warunkach nie jest niestety prawdą. Za rok studiów w takiej szkole płaci się od 10 do nawet 36 tysięcy euro, wielu Francuzów bierze zatem kredyty, by móc ukończyć taką szkołę. Bartka kolega obcokrajowiec opowiadał, jak kiedyś został zaproszony na przyjecie w gronie francuskim. Jedna osoba, przedstawiając się, powiedziała „Cześć, jestem Jean-Pierre, skończyłem szkołę X”. Wydaje się nieprawdopodobne, jak na prywatnym przyjęciu w gronie znajomych można przedstawiać się, prezentując swoje CV, ale ta historia jest potwierdzeniem, jak ważną rolę pełni dla Francuzów ukończenie zdobycie dyplomów z najlepszych szkół.

Dodam, że dyplomy są we Francji bardzo ważne – nawet nie wyniki w nauce, ale sam fakt posiadania dyplomu na danym poziomie. Już w gimnazjum każdy uczeń przechodzi przez serie testów badających jego zdolności w danych dziedzinach, robi testy psychologiczne, których wyniki mówią mu, w jakiej dziedzinie jest najzdolniejszy, i od tych wyników zależy, gdzie jest później kierowany. Zatem może się okazać, że z testu wyniknie, że powinnam zostać dziennikarzem, i nawet gdy nie lubię tego zawodu i wiem, iż nie ma wiele pracy w tym zawodzie, psychologowie szkolni będą naciskać, bym wybrała tę ścieżkę kariery. Już w gimnazjum uczniowie przygotowują swoje projets professionnels, czyli planują karierę. Idąc do urzędu pracy, ubiegając się o wstęp na uczelnie, musimy konkretnie określić, jaki jest nasz projet professionnel. Aby dostać się na uczelnię, po przedstawieniu wszystkich potrzebnych dokumentów musimy przejść rozmowę kwalifikacyjną, na której pytani będziemy o to, co planujemy robić w przyszłości i dlaczego wybraliśmy ten kierunek. Nie dostaniemy się na uczelnię, jeśli ten plan kariery nie koresponduje z profilem studiów. Mniej za to liczą się wyniki z poprzednich szkół. Ta fiksacja na punkcie planowania kariery powoduje wiele absurdów. Moja koleżanka z pracy opowiadała mi, że aby zapisać swojego 2-letniego syna do żłobka, musiała napisać w jego imieniu list motywacyjny.

O ile system szkolnictwa wyższego daje pewną dobrowolność w wyborze różnych kierunków, sama mentalność Francuzów ogranicza ich otwartość na zmiany. Po ukończeniu studiów mamy kilka ściśle określonych zawodów, jakie możemy wykonywać. Każdy zawód ma we Francji swój numerek i opis. W opisie każdego zawodu znajdziemy szczegóły mówiące o tym, jaki kierunek i poziom studiów powinniśmy ukończyć, by go wykonywać, ile możemy zarabiać po ilu latach. Kończąc we Francji studia humanistyczne, nie otrzymamy pracy w biurze turystycznym. Dyplom jest wyznacznikiem tego, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Zatem we Francji brak jest elastyczności w dostosowywaniu się do warunków panujących na rynku pracy. Chcąc zmienić zawód, należy powtórzyć ostatnie lata studiów, czyli formalnie się przekwalifikować.

W mentalności większości Francuzów nie do pojęcia jest, by wykonywać zawód, którego nauczyliśmy się sami. A więc w firmie informatycznej raczej nie zatrudni się osoba, która nauczyła się programować w czasie wolnym, ponieważ nie ma poświadczenia w postaci dyplomu. Jeśli ktoś nie ukończył studiów fotograficznych lub innych z dziedziny sztuki, bardzo trudno będzie mu zostać profesjonalnym fotografem. Pod tym względem Polacy są bardziej otwarci niż Francuzi.

Taki brak elastyczności wpływa na zwiększenie liczby osób bezrobotnych. Mentalność dużej części Francuzów każe im wykonywać całe życie jeden zawód, do którego się przyuczyli.

Wydaje mi się także, że Francuzi często mają trudność w odnalezieniu się w nowych sytuacjach. Można odnieść wrażenie, że nie potrafią „kombinować”. W czasie zeszłorocznych matur w mediach huczało o proteście francuskich maturzystów, którzy masowo podpisywali internetową petycję, by wycofano jedno pytanie, które wydawało im się za trudne. Chodzi o zadanie maturalne z angielskiego, gdzie uczniowie na podstawie przeczytanego tekstu mieli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób bohaterowie poradzili sobie z napotkaną sytuacją. W pytaniu wystąpiło słówko „to cope” i duża część maturzystów uczniów rozłożyła ręce, ponieważ nie znała znaczenia tego słowa. Wydaje się, że jego znaczenie można było wywnioskować z kontekstu („What are three of his concerns about the situation ?”, „How is Turner coping with the situation ?”). No właśnie, wydaje się…

Magda

Reklamy

Pokolenie roszczeniowców

Po wielu pytaniach odpowiadamy! Tak, nadal mieszkamy we Francji. Tak, nadal na Lazurowym Wybrzeżu. Tym razem naszą długą nieobecność na blogu usprawiedliwiamy natłokiem pracy oraz przykrym zdarzeniem i związanymi z nim formalnościami. Tydzień temu w naszym jakże spokojnym miasteczku, w którym żyją tylko emeryci i psy, skradziono nam skuter. W Polsce skradzionych rzeczy można szukać na Allegro, tu policja nie dała nam nadziei. Skradzione skutery najczęściej transportowane są do Tunezji, gdzie są następnie sprzedawane. Nie mamy szczęścia, wcześniej na parkingu monitorowanym próbowano włamać się do naszego starego samochodu. Niestety kradzieże na południu Francji są niezwykle częste, co i rusz słyszy się o przypadkach kradzieży biżuterii, torebek wyrywanych na ulicy, samochodów, skuterów, nie mówiąc już o włamaniach do mieszkań oraz strzelaninach w pobliskich miastach… Ale nie o tym chciałam dziś pisać.

Przebywając we Francji, doszliśmy do wniosku, że można podzielić społeczeństwo na dwie grupy. Otóż możemy wyróżnić starsze pokolenie, a więc osoby, które pracowały na dobrobyt Francji, a także młodsze, które z tego dobrobytu korzysta lub ostrzej – nadużywa. Starsze pokolenie brało czynny udział w rozwijaniu francuskiego rynku, gospodarki, to dzięki niemu prężnie działały trzy największe francuskie marki samochodów, budowano autostrady, wymyślono innowacyjne na tamte czasy TGV, działalność rozwinęło konsorcjum Airbus czy też państwowy ośrodek badań kosmicznych CNES, które stworzyło rakiety Ariane V. Młode pokolenie zaś przekonane jest o wielkości Francji, o jej ważności na arenie międzynarodowej, jest tak zapatrzone w swój kraj, że nie dostrzega zmian, jakie zachodzą w innych krajach Europy. Posiadając znikomą wiedzę na temat położenia geograficznego, historii czy sytuacji politycznej krajów na wschód od Odry, cały czas postrzegają tamtejsze obszary jako kraje Trzeciego Świata, zaś Francję jako stolicę Europy.

Według naszych obserwacji większość młodych Francuzów jest naiwna. Wszelkie zło albo dzieje się za granicą, albo z zagranicy pochodzi. We Francji nie ma mafii, mafie działają jedynie we Włoszech. A dlatego na Lazurowym Wybrzeżu „czasem” można usłyszeć o przestępczości, bo ten region jest położony w niedużej odległości od Włoch, a więc i od Sycylii. Francuskie samochody są uwielbiane na całym świecie, ponieważ są niezawodne i znane ze swojego solidnego wykonania. Przepełnione obecnie magazyny samochodów poświadczają jedynie tę tezę, a ciągłe obniżanie cen pojazdów to dobry gest ze strony zarządu fabryk. Francja nie ma długu publicznego, a jej dobrobyt potwierdza różnorodność zasiłków i to, że rozdawane są one nawet nowo przybyłym obcokrajowcom. Architektura zabudowań we wszystkich miastach jest innowacyjna i nowoczesna, a styl lekko trącący myszką to popularny i pożądany styl prowansalski. Francuski system bankowy jest doskonale rozwinięty, a brak łatwego dostępu do swojego konta przez Internet świadczy jedynie o dbaniu o bezpieczeństwo użytkowników. Podsumowując, we Francji nie trzeba nic zmieniać, to inne kraje powinny nareszcie zacząć się rozwijać, obierając za przykład Francję.

Uczestnicząc w dyskusjach z młodymi Francuzami, niekiedy możemy być zdziwieni ich jakże odmiennym podejściem do życia. Obecne pokolenie wydaje się być leniwe, niezbyt skore do samorozwoju, niedostrzegające potrzeby zmiany na lepsze, niemające większych ambicji. Młodzi Francuzi nie uczą się języków, bo twierdzą, że są w tym kiepscy. Nie umieją liczyć, bo zdawali maturę z przedmiotów humanistycznych.

We Francji największą grupę bezrobotnych stanowią osoby młode między 18. a 25. rokiem życia oraz osoby po pięćdziesiątce. Młodzież opuszczająca szkoły nie ma ochoty pracować, zapisuje się do urzędu pracy, lecz sądzi, że urząd kiepsko działa, ponieważ nie oferuje im dobrej posady z wysokim wynagrodzeniem. Francuzi oburzeni są, gdy proponuje im się pracę za minimalną krajową, wolą być na bezrobociu i pobierać różnego rodzaju zasiłki, które po zsumowaniu dają lepsze wynagrodzenie niż pensja minimalna. Dobrze widziane jest we Francji zrobienie sobie rocznej, dwuletniej przerwy między jedną pracą a drugą, przebywanie na zasiłku i podróżowanie. Jeśli firma jest bliska bankructwa, nie należy szukać nowej pracy i zwalniać się wcześniej, ponieważ plajtująca firma po swoim zamknięciu będzie wypłacała wysokie odszkodowania, poza tym będzie się miało prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Dobrym pomysłem jest wzięcie w pracy rocznego urlopu dającego możliwość wrócenia na to samo stanowisko, czyli tzw. congé sabbatique, nie przejmując się w ogóle tym, jak będzie działała firma, a w tym czasie rozwijać projekt swojego własnego przedsiębiorstwa lub po prostu korzystać z życia. Poza tym największym marzeniem każdego Francuza jest otrzymanie posady urzędniczej (funkcjonariusza państwowego), bo dzięki temu ma zapewnioną nietykalność, gwarancję stałych podwyżek i awansów bez specjalnych osiągnięć zawodowych, a także możliwość wzięcia nawet 10-letniego urlopu na poratowanie zdrowia, np. z powodu depresji, a potem gwarancję otrzymania stanowiska, które wcześniej opuścił. Poza tym odchodząc na emeryturę, otrzymuje sto procent ostatniej pensji, a więc całkiem niezłą sumkę, licząc wszystkie zsumowane premie. Można także zauważyć wśród Francuzów brak ambicji do rozwoju w życiu zawodowym. Otrzymując kontrakt na czas nieokreślony, Francuzi rzadko zmieniają pracę, wolą trzymać się „ciepłej posadki”. Nie widzą potrzeby zmiany firmy, by zdobyć większe doświadczenie, spróbować pracy w nowym środowisku z wykorzystaniem nowych narzędzi czy metod, nie są elastyczni, jeśli chodzi o dostosowanie się do nowych warunków pracy. Nie będą także wykonywali w pracy zadań, których nie uczyło się ich w szkole, ponieważ nie należą one do zakresu zadań przewidzianych w liście państwowej przygotowanej dla danego zawodu.

Patrząc w przeszłość, wydaje się, że rozwój Francji zatrzymał się w latach 80., a to, co wypracowało poprzednie pokolenie, jest marnotrawione przez nastawioną roszczeniowo młodzież.

Zdajemy sobie sprawę, że nasza diagnoza może wydawać się przesadzona. Na pewno istnieją wyjątki od reguły, zwłaszcza jeśli chodzi o Francuzów, którzy często podróżują i są otwarci na świat. Ale takie właśnie wnioski wyciągamy z większości dyskusji z francuskimi rówieśnikami.

Magda

Anegdotki o ślimakach

Od miesiąca jestem szczęśliwą posiadaczką skutera. Jako mało doświadczony kierowca samochodu uznałam, że jazda po tutejszych bardzo wąskich i stromych drogach, a także parkowanie na styk jest nie dla mnie. Poza tym nie ma nic przyjemniejszego niż omijanie korków w godzinach szczytu. Warto bowiem wiedzieć, że gdy tworzy się korek, większość kierowców zbliża się do prawej strony jezdni, po lewej zostawiając miejsce dla jednośladów. Jeśli szosa jest wąska, motory i skutery wyprzedzają samochody, jadąc pasem pod prąd, gdy nic nie jedzie z naprzeciwka. Podczas pracy pojechałam więc w celach zawodowych na pocztę i zaparkowałam skuter na parkingu dla klientów. Czekając w kolejce, nagle usłyszałam skierowany w moją stronę głos osoby wchodzącej na pocztę. Pewien mężczyzna spytał mnie, czy mógłby przepchnąć mój skuter, przestawiając go w inne miejsce, ponieważ on przyjechał ciężarówką i nie ma gdzie zaparkować. Gdy moja odpowiedź była negatywna, poczułam na sobie lodowate spojrzenia wszystkich otaczających mnie ludzi (ciekawe dlaczego on, jako posiadacz większego pojazdu, sądził, że ma większe prawa do tego miejsca parkingowego). Poprosiłam pana, by poczekał na mnie dwie minuty i z francuskim spokojem dokończyłam to, co miałam zrobić. Do dzisiaj zastanawiam się, jak owy pan chciał przepchnąć zablokowany metodą antykradzieżową uniemożliwiającą poruszanie się kół skuter ważący ponad 100 kilo.

Wybierając kierunek moich obecnych studiów francuskich, kierowałam się głównie bardzo atrakcyjnym opisem. BTS assistant de manager nazywał się przed reformą BTS assistant trilingue i obiecywał edukację w zakresie płynnego posługiwania się dwoma językami obcymi. Idąc na te studia, wyobrażałam sobie zatem, że poziom językowy musi być naprawdę na wysokim poziomie, a poza tym będzie oceniany na wstępie poziom języka angielskiego ucznia i każdy ze studentów będzie przydzielany do odpowiadającej jemu grupy. Co więcej, poza obowiązkową nauką angielskiego szkoła oferowała mi szeroki wybór języka dodatkowego, od hiszpańskiego, włoskiego, niemieckiego, poprzez japoński, arabski czy chiński. Pytając o szczegóły, doprecyzowali, że w szkole mają jedynie nauczyciela włoskiego i hiszpańskiego, jeśli wybiorę któryś z pozostałych języków, edukacja odbywać się będzie korespondencyjnie. Po podpisaniu umowy ze szkołą uznałam, że wybiorę hiszpański, ponieważ jest trzecim najpowszechniej używanym językiem na świecie, a poza tym łatwiej nauczyć się języka, mając do dyspozycji nauczyciela. Już pierwszego dnia spytałam o możliwość dołączenia do którejś z grup językowych. Najpierw dyrektor szkoły odpowiedział mi, że niestety jest to niemożliwe, ponieważ jest za mało chętnych na dany język, dlatego będę musiała uczyć się przez Internet. Po tygodniu, kiedy zaproponowałam, że dołączę do którejś z grup na innym kierunku studiów, odpowiedział, że w szkole ma innych grup, ani z włoskiego, ani z hiszpańskiego, na żadnym etapie i żadnym z kierunków. Są dwie osoby wśród nauczycieli, które posługują się włoskim oraz hiszpańskim, ale wykładają inne przedmioty. I czy chcę, czy nie chcę, muszę się uczyć dodatkowego języka na własną rękę, ewentualnie kierując swoje wątpliwości do tych nauczycieli. Cóż, trudno powiedzieć, żeby mnie okłamał, przed podpisaniem umowy. Powiedział, że w szkole są dwaj nauczyciele znający włoski i hiszpański? Tak. Czy to od razu musi znaczyć, że będą mnie oni uczyć tych języków? Nie!

Co do języka angielskiego, już wiem, dlaczego stoi on na tak niskim poziomie we Francji. Jak Francuzi mogą nauczyć się angielskiego, jeśli nie mają nawet na to ochoty i nie widzą w tym nic pożytecznego? Podczas pierwszych zajęć, które prowadziła nauczycielka angielskiego będąca z pochodzenia Hiszpanką, na 10 osób tylko 2 (w tym ja) odpowiedziały, że widzą sens w nauce tego języka. Obiecywana trzyjęzyczność (w moim przypadku byłaby to już czterojęzyczność) chyba nie zostanie mi zagwarantowana, ponieważ nawet zajęcia z angielskiego okazały się być kursem na poziomie A2. Większość osób w grupie nie potrafi czytać po angielsku, nie mówiąc o złożeniu prostego zdania. Co więcej, nauczycielka nie poprawia uczniów popełniających błędy i uczy ich wymowy typowo francuskiej (np. should wymawia się w szkole jako „szuld”, could jako „kuld”, who jako „łu”, a handsome jako „endsom”).

Nauka języka cz. II

W przeciwieństwie do Magdy, kiedy przyjeżdzaliśmy do Francji, nie znałem po francusku właściwie ani słowa. Miałem pewne pojęcie odnośnie stopnia skomplikowania gramatyki po przeczytaniu odpowiedniego artykułu na Wikipedii, ale w zasadzie nie potrafiłem nawet kupić w sklepie bagietki. Znałem za to angielski potrzebny mi tu do pracy oraz – jeszcze z czasów nastoletnich, kiedy z rodzicami spędziliśmy trzy lata w Niemczech – język naszych zachodnich sąsiadów.

Znając podstawowe różnice pomiędzy gramatykami języka francuskiego i niemieckiego, założyłem z góry, że ten drugi jest dużo trudniejszy do nauki i bardziej skomplikowany – przykładowo we francuskim brak odmiany rzeczowników przez przypadki, podczas gdy w niemieckim przez przypadki odmieniają się rzeczowniki wraz z rodzajnikami oraz przymiotniki. We francuskim brak również rodzaju nijakiego. Za to w niemieckim często trudność sprawia zrozumienie zasady tworzenia mowy zależnej czy trybu przypuszczającego. Z Wikipedii dowiedziałem się również, że język francuski jest mocno uproszczony w mowie w stosunku do języka pisanego (przykładowo przeważająca część rzeczowników brzmi tak samo w liczbie pojedynczej i mnogiej, a większość czasowników ma w wymowie tę samą formę we wszystkich osobach liczby pojedynczej i trzeciej osobie liczby mnogiej), co dla mnie – z uwagi na fakt, że od początku zakładałem położenie nacisku przede wszystkim na naukę języka mówionego i odłożenie na później nauki pisania – było dodatkowym potwierdzeniem tezy, że swobodne porozumiewanie się z tubylcami to tylko kwestia kilku miesięcy.

Tak łatwo niestety nie było…

Naukę języka rozpocząłem po mniej więcej dwóch miesiącach od przyjazdu na wybrzeże. Mój aktualny pracodawca zapłacił za kurs podstawowy języka francuskiego składający się z dwudziestu godzinnych lekcji w szkole specjalizującej się w nauczaniu obcokrajowców, a za namową Magdy dodatkowo zacząłem umawiać się na konwersacje z francuską native speakerką dwa razy w tygodniu. Niemal od początku nauki to, co miało stanowić o łatwości języka, okazało się być jego najtrudniejszym punktem. Brak wyraźnych różnic w wymowie, mnogość krótkich, jednosylabowych słów oraz fakt, że duża część najpotrzebniejszych i najczęściej używanych słów to pojedyncze głoski, sprawił, że rozumienie języka mówionego wydało mi się prawie niemożliwe. Często używane słowa są do siebie podobne, a o ostatecznym sensie zdania stanowić może pojedyncza samogłoska.

Kolejnym utrudnieniem w mówieniu i rozumieniu jest fakt, że język francuski wymaga poprawnego wymawiania głosek, które w niczym nie przypominają naszych polskich. Tym, co wydaje się być najtrudniejsze, jest obecność w języku francuskim 5 typów głoski „e”: e, é, è, ê, ë, oczywiście każde z nich inaczej się czyta. Te dźwięki dla początkowo nieosłuchanego Słowianina zdają się być nie do powtórzenia i wymagają pewnego przyzwyczajenia aparatu mowy. Dodatkowo wiele jest pułapek językowych, przykładowo słowa różniące się tylko jedną dodatkową głoską (istnieje subtelna różnica pomiędzy słowami connard <skur…el> oraz canard <kaczka>), które czyhają na niewystarczająco czujnych klientów francuskich restauracji…

Język francuski charakteryzuje się również łączeniem w mowie par słów kończących się i zaczynających samogłoskami. Wielu ludzi śmieje się z niemieckich wielowyrazowych zbitek (vide słynna anegdota Juliana Tuwima o Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter), które, gdy przyjrzeć się im bliżej, z reguły bardzo opisowo wyjaśniają znaczenie trudnych terminów za pomocą prostych i znanych słów. W języku francuskim tymczasem często zdarza się, że słowo, które po usłyszeniu uznaję za nieznany mi, skomplikowany wyraz, po wyjaśnieniu okazuje się być trzema prostymi słowami będącymi na co dzień w powszechnym użyciu, ale połączonymi na mocy niezbyt jasnych zasad.

Obecnie – w szczególności po dołączeniu do lokalnego zespołu metalowego i zdobyciu kilku francuskich znajomych, a w efekcie zwiększeniu częstotliwości konwersacji po francusku – jestem już w stanie porozumieć się w codziennych sytuacjach oraz porozmawiać z jedną, dwiema osobami (rozmowa w grupie Francuzów to wyższa szkoła jazdy), ale stwierdzam z całą pewnością, że francuski to bardzo trudny język, a do płynności droga jeszcze bardzo daleka!

Z ciekawostek: tubylcy, słysząc kogokolwiek mówiącego po francusku z obcym akcentem, natychmiast usiłują przejść na język angielski. Z marnym skutkiem – jak wiadomo, nie jest to silna strona Francuzów. Jednak nie przeszkadza im to kontynuować dukania w nieznanym sobie języku, nawet kiedy my konsekwentnie odpowiadamy po francusku. Doprowadza to często do śmiesznych sytuacji, na przykład gdy w restauracji zamawiamy posiłek, mówiąc po francusku, kelner dopytuje, używając kiepskiego angielskiego. Zaczęło nas to denerwować, ale okazało się, że podobny problem mają nawet ci, którzy mieszkają tu wiele lat i mówią płynnie po francusku, tyle że ze słyszalnym obcym akcentem. Niby jest to miły gest ze strony Francuzów, że usiłują ułatwić pobyt obcokrajowcowi, ale wypadałoby chyba przynajmniej zapytać, czy chcemy zmienić język…

Bartek

Postępy językowe

Naukę języka francuskiego rozpoczęłam jeszcze przed wyjazdem do Francji, jednak dopiero po przeprowadzce okazało się, że tak naprawdę nic nie potrafię poza przedstawieniem się i podstawowymi zwrotami grzecznościowymi. Jednak wstępne „osłuchanie się” z językiem i rozeznanie się w budowie gramatycznej zdań znacznie pomogło mi w nauce i z pewnością ją przyspieszyło.

Nauka języka za granicą znacznie różni się od tej na miejscu w zwykłej szkole językowej. Po przyjeździe udało mi się zapisać do szkoły, w której zajęcia odbywają się na pełen etat, a więc codziennie od 8:30 do 16:30. Jak myślałam, taka intensywność zajęć z pewnością pomoże mi w szybkiej nauce. Szybko jednak zweryfikowałam swoje poglądy, bo szkoła, do której trafiłam, nie prezentuje wysokiego poziomu nauczania. Ponieważ grupa była duża, uczniowie na różnym poziomie językowym, a nauczycielom nie chce się pracować, byłam zdana w gruncie rzeczy sama na siebie. Zwłaszcza na początku, kiedy zupełnie nic nie rozumiałam, co ktoś do mnie mówił (tak, francuski za granicą inaczej brzmi niż w polskich szkołach językowych), a żaden z nauczycieli nie znał angielskiego, więc nie mógł mi niczego wytłumaczyć w inny sposób niż po francusku. Zostałam więc rzucona od razu na głęboką wodę.

Jak się okazało, całkowite „zanurzenie” w języku obcym nie było wcale takie złe (dotychczas myślałam, że metoda immersji językowej jest skuteczna jedynie w przypadku małych dzieci). Sama szkoła jednak nie wystarczyła. Całe wieczory poświęcałam na powtarzanie słówek, gramatyki, wypożyczałam książki (początkowo dla małych dzieci, które uczą się czytać), kupowałam gazety, oglądałam telewizję po francusku. Niezbędne było też wykupienie prywatnych lekcji u rodowitej Francuzki, by polepszyć mój poziom konwersacji. I choć nadal oglądam francuskie filmy z napisami po francusku dla niesłyszących, a czytanie książek (teraz już powieści dla młodzieży czy dla dorosłych) wciąż nie jest dla mnie relaksem jak w przypadku czytania po polsku, jestem w stanie stwierdzić, że po około sześciu miesiącach pobytu we Francji jestem w stanie komunikować się z Francuzami, potrafię rozpoznać, czy ktoś jest obcokrajowcem, czy rodowitym mieszkańcem, a co najważniejsze, potrafię prowadzić rozmowę przez telefon (konwersacja w języku obcym jest o wiele trudniejsza, gdy nie widzi się rozmówcy, a rozmowa czasem jest zagłuszana przez odgłosy dochodzące z ulicy). Co więcej, chyba już nadszedł czas, by korzystać z usług francuskich lekarzy (ponieważ nawet lekarze nie mówią tu biegle po angielsku).

I choć umiem się porozumiewać z Francuzami na poziomie średnio zaawansowanym, przede mną najtrudniejszy poziom nauki, a więc język potoczny, przysłowia, użycie słów w sensie metaforycznym, a także wulgaryzmy. Mimo że rozmowa z jedną osobą nie sprawia mi większych problemów, nadal nie czuję się swobodnie w większym towarzystwie, gdzie tylko ja jestem obcokrajowcem. A ponieważ nie umiem włączyć się do rozmowy w większej grupie, nadal nie jestem ciekawym rozmówcą dla Francuzów.

Co jest najtrudniejsze według mnie w nauce języka francuskiego? Z pewnością wymowa. We francuskim nie wymawia się końcowych spółgłosek w wyrazie, czasem aż do tego stopnia, że czytamy tylko połowę tego, co jest napisane. Łatwo zatem o popełnienie błędu. W wyniku pomyłki wielokrotnie wzbudzałam śmiech albo konsternację. Zwłaszcza dziwnie zabrzmiała opowiadana przeze mnie historia o naszej wizycie w parku Mercantour, kiedy chciałam powiedzieć, że świstaki (des marmottes – czyt. marmot) były tak głodne, że wchodziły na kolana Bartka w poszukiwaniu pożywienia, a powiedziałam: des marmots – czyt. marmo, a więc dzieciaki, smarkacze, bachory.

ŚwistakMagda

Raj dla miłośników książek, muzyki i filmów

Jestem miłośniczką książek. Uwielbiam ich zapach i szelest kartek. Jestem uzależniona do tego stopnia, że w ramach mojego dobytku zabrałam ze sobą do Francji w niedużym samochodzie dwa kartony książek. Odkryłam na Lazurowym raj – raj dla wszystkich filmo-, muzyko- oraz bibliofilów, to, czego brakuje w Polsce i na co niestety jeszcze pewnie będzie trzeba długo poczekać. Francuzi postanowili walczyć ze spadkiem czytelnictwa, zakładając sieć mediatek.

Największa mediateka w regionie znajduje się w Antibes w samym centrum miasta. Świetna lokalizacja przyciąga mnóstwo ludzi. Co to jest mediateka? To miejsce, gdzie można za darmo wypożyczyć książki, płyty CD z muzyką oraz filmy DVD. Największą zaletą jest to, że kilka mediatek z regionu zostało połączonych w ten sposób, że można zamawiać dokumenty znajdujące się w innym mieście i odebrać w najbliższej z mediatek. System informatyczny umożliwia także zwrot dokumentów w dowolnym miejscu. Co więcej, nie trzeba przyjeżdżać w godzinach pracy mediateki, gdy chcemy zwrócić przeczytane książki. Poza godzinami pracy można je wrzucić do specjalnej skrzynki dostępnej z zewnątrz budynku.

Antibes-Mediatheque-Albert-Camus_gallery-itemImponujących rozmiarów budynek w Antibes składa się z trzech pięter, na których wydzielono działy z prasą, literaturą, muzyką oraz filmami. Osobne piętro zajmują dokumenty przeznaczone dla dzieci, osobne dla dorosłych. Pośród regałów ustawione są stoliki, miękkie sofy czy fotele, a także wygodne biurka. Jest zatem przestrzeń dla tych, którzy mają trochę wolnego czasu i wolą zanurzyć się w lekturze na miejscu. Oprócz komputerów dostępnych dla wszystkich użytkowników posiadających kartę mediateki oraz sieci Wi-Fi dla osób preferujących korzystanie z własnych urządzeń ustawione są telewizory oraz sprzęt grający. Wszystko po to, aby użytkownik po wypożyczeniu słuchawek mógł na miejscu obejrzeć interesujący go film lub posłuchać wybranej płyty. Główną różnicą między polskimi bibliotekami a tutejszymi mediatekami jest panujący klimat. W polskich bibliotekach trzeba chodzić na paluszkach, szeptać, przepraszać za szurnięcie krzesłem. Tutaj mediateka żyje, słychać głośne rozmowy, śmiech, płacz małych dzieci, muzykę. Oprócz czytelników zagłębionych w lekturze można tu spotkać uczniów odrabiających lekcje, rodziców czytających na głos książki swoim dzieciom usadowionym na kolorowych poduchach, starszych ludzi uczących się obsługi komputera czy też bezrobotnych przeglądających ogłoszenia o pracę. Podobno każda mediateka ma swoich stałych bywalców, którzy spędzają tu połowę swojego życia. Nowocześnie wyposażony budynek zaprojektowano w ten sposób, aby wpadało do niego jak najwięcej naturalnego światła dziennego, które, jak wiadomo, najbardziej sprzyja człowiekowi. A więc poza dużymi przeszkleniami w suficie widoczne są okrągłe świetliki, które dostarczają światło słoneczne.

Mediatheque-AntibesCo ważne, w mediatece poza przestrzenią z regałami dostępne dla wszystkich są mniejsze salki, na przykład odosobniona sala, gdzie w spokoju można poczytać książkę, sala komputerowa specjalnie przeznaczona dla tych, którzy chcą uczyć się wybranego języka dzięki dostępnym programom multimedialnym, sala kinowa, sala teatralna czy sala wystawowa. Często organizowane wydarzenia kulturalne – spotkania z autorami, ilustratorami książek, spotkania przy kawie poświęcone wybranym książkom, warsztaty dla dzieci, koncerty, konferencje – przyciągają tłumy.

Antibes-La-Mediatheque-Albert-Camus_gallery-itemTakie miejsce, w którym można wypożyczyć nowości pojawiające się na rynku wydawniczym, muzycznym czy kinowym, to jedna z metod walki nie tylko ze spadkiem czytelnictwa, ale także z piractwem we Francji. W przypadku gdy mediateka w swoich zbiorach nie posiada jakiejś pozycji, użytkownik może zaproponować jej zakup. Zbiory biblioteki uzupełniane są co miesiąc, zatem jest duża szansa na to, że nasza propozycja będzie dostępna w najbliższym czasie. Oprócz zasobów w języku francuskim dostępne są także książki czy gazety w kilku innych językach. Dzięki wyborowi ponad stu tytułów gazet czy magazynów nie trzeba już chodzić do kiosku i wydawać pieniędzy na prasę.

Ciekawostką jest to, że Francuzi wprost uwielbiają komiksy. Są one wydawane w postaci książek, w twardych oprawach. Najczęściej są to całe serie komiksów związane z daną postacią. Wydawane są nie tylko komiksy dla dzieci, ale także dla dorosłych.

Warto podkreślić, że we Francji książki są naprawdę drogie. Wydane powieści kosztują około 20–30 euro. Większość książek jest jednak także wydawana w wersjach kieszonkowych, których cena jest znacznie niższa – ok. 6–10 euro. Wydawnictwa albumowe to czasem koszt nawet ok. 60 euro! Z powodu wysokich cen książek istnienie takiego miejsca jak mediateka ma zatem bardzo duże znaczenie.

Magda

Francuzi to tradycjonaliści

Dlaczego Polakom tak trudno zaadaptować się we Francji? Ponieważ mimo tego, iż oba kraje leżą w Europie, kultura francuska jest znacznie różna od polskiej. Francuzi są tradycjonalistami do tego stopnia, że Polakowi trudno sobie to wyobrazić w XXI w.

1. Francuzi wciąż korzystają z czeków. W Polsce czeki popularne były kilkanaście lat temu jedynie przez dwa, trzy lata. We Francji funkcjonują na wielką skalę, zatem każdy mieszkaniec powinien mieć własną książeczkę czekową, ponieważ w wielu miejscach można zapłacić jedynie w taki sposób. We Francji każdy ubezpieczony pacjent ma własną kartę elektroniczną z wszystkimi danymi (tego brakuje jak na razie w Polsce). Lekarz wprowadza ją do specjalnego czytnika i przesyła do ubezpieczyciela dane i koszcie wizyty i leczenia, by pacjent mógł uzyskać zwrot kosztów. Niestety i tak pacjent najpierw musi lekarzowi zapłacić czekiem. Czekami można zapłacić również rachunki, zamawiając produkty przez Internet, istnieje możliwość wysłania sprzedawcy czeku, czekiem można płacić także w większych sklepach i niektórych restauracjach. A więc czeki są tak popularne jak karty kredytowe, co więcej – czasem są jedyną możliwą formą płatności.

2. We Francji ciągle korzysta się z poczty głosowej i automatycznej sekretarki. Jeśli chcemy do kogoś zadzwonić, a dana osoba nie odbiera, należy zostawić wiadomość na jego poczcie głosowej. Każdy posiadacz telefonu komórkowego powinien więc nagrać swoją wiadomość przywitalną. W pierwszym miesiącu naszego pobytu we Francji ktoś nagrał mi się na pocztę głosową, jednak ze względu na moją słabą wtedy znajomość języka nie rozumiałam wiadomości. Postanowiłam więc wyłączyć pocztę. Nie było jednak to takie proste, ponieważ nasz operator nie oferuje takiej usługi. Przekierowywanie połączeń musiałam więc wyłączyć w moim telefonie. Pewnego dnia w szkole podchodzi do mnie sekretarka i mówi, że dzwoniła do mnie, lecz nie byłam dostępna. Zamiast zadzwonić ponownie, wolała się nagrać na pocztę. Dostałam więc burę, że nie mogła tego zrobić!

3. Francuzi wciąż korzystają z telefonów stacjonarnych. W każdym formularzu trzeba wypisać numer telefonu stacjonarnego oraz komórkowego. We wszystkich instytucjach zawsze jestem pytana, dlaczego miejsce w formularzu, gdzie trzeba wpisać numer stacjonarny, zostawiłam puste.

4. We Francji listy motywacyjne pisze się ręcznie! Należy wybrać czystą, białą kartkę (najlepiej kupić papier o ładnej fakturze przeznaczony specjalnie do pisania listów), narysować cienkie linie ołówkiem, napisać list pięknym pismem, a następnie ostrożnie wygumkować linie, aby nie zagiąć papieru. Francuzi wierzą, że ważny jest charakter pisma kandydata, że pracodawca z charakteru pisma może wywnioskować, jaką osobowość ma kandydat. Co więcej, listy motywacyjne pisze się także do szkoły, w której chcemy rozpocząć naukę, np. na uniwersytet.

W Polsce jeśli kandydat dostarczy list motywacyjny pisany ręcznie, pracodawca pomyśli sobie, że dana osoba nie potrafi obsługiwać komputera. List pisany na komputerze wygląda elegancko i przejrzyście. Zatem dostając list pisany ręcznie, można jeszcze wziąć to za przejaw braku kultury. Jestem pewna, że polski pracodawca odrzuciłby taką kandydaturę.

5. W Polsce każda szanująca się firma zakłada swoją stronę internetową, zatrudnia firmę, która będzie ulepszała jej wygląd pod względem wygody użytkownika, pozycjonuje się w sieci. We Francji jedynie duże firmy mają swoje strony internetowe, a ich technologie są w większości przestarzałe. Co więcej, strony są nieczytelne, nieprzejrzyste, obsługa jest nieinstynktowna i nie są aktualizowane. Dla mnie nie do przyjęcia jest, że kina francuskie nie mają swoich stron internetowych! Bieżący repertuar można przejrzeć jedynie na ogólnej stronie Allocine.fr, która nie dorównuje naszemu Filmweb.pl.

6. Jak w Polsce wybiera się lekarza? Wyszukuje się opinii o nim w sieci. We Francji zabronione prawnie jest wpisywanie opinii o lekarzach w Internecie! Poza tym lekarze nie mają swoich stron internetowych, przez co w sieci znajdziemy jedynie ich imię, nazwisko, specjalizację, adres i numer telefonu. Brak niestety informacji o cenach i wyposażeniu gabinetu.

7. W Polsce każdy pracownik, który ma kontakt z jedzeniem, musi wykonać przed rozpoczęciem pracy badania sanepidowskie. W piekarni, u rzeźnika – wszędzie używa się rękawiczek. We Francji jest to zdecydowanie rzadki widok. Ze względu na popularność francuskich bagietek i słodkich bułeczek w piekarni zawsze ustawiają się długie kolejki klientów. Sprzedawczyni podaje jednak pieczywo gołymi rękami, czasem jedynie w przypadku małych drożdżówek korzysta ze szczypiec. Potem nabija cenę na kasę, odbiera pieniądze od klienta i podaje kolejną bagietkę gołą ręką kolejnej osobie.

Bardzo nas zdziwiło traktowanie zwierząt we Francji. Psy są tutaj członkami rodziny, dlatego zabiera się je wszędzie. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć branie psa na ręce w tłumie ludzi, aby popatrzył sobie na pokaz akrobacji na koniach, o tyle widok modlącego się psa w kościele czy uczestniczącego w pobieraniu krwi w laboratorium – już nie za bardzo.

8. We Francji mieszkania nie są numerowane, w adresach podaje się jedynie ulicę i numer klatki. Aby listonosz włożył list do właściwej skrzynki, konieczne jest przyklejenie karteczki z nazwiskiem na domofonie oraz na skrzynce pocztowej. Jeśli w mieszkaniu są dwie osoby o różnych nazwiskach, należy podać oba nazwiska. Na szczęście nasz listonosz jest na tyle rozgarnięty, że mimo iż na skrzynce jest nazwisko Bartka zakończone na -ski, domyśla się, że powinien nam także dostarczać listy z wersją żeńską nazwiska zakończoną na -ska oraz rodzinną zakończoną na -scy. Na drzwiach do domu nie ma jednak ani numeru, ani nazwiska. Żeby kurier zaniósł paczkę pod same drzwi, należy przez domofon podać mu piętro, na którym się mieszka, oraz po której stronie znajduje się mieszkanie, a potem oczekiwać na niego przy otwartych drzwiach. Oj, Francuzi lubią komplikować sobie życie!

Magda