Francuski system nauczania bardziej elastyczny?

Francuski system nauczania – w przeciwieństwie do późniejszej kariery zawodowej – jest bardzo elastyczny. Już idąc do liceum, decydujemy, czy chcemy kształcić się dalej, czy nie. Otóż wychodząc z gimnazjum (college), mamy do wyboru liceum ogólnokształcące, po którym zdajemy maturę dającą wstęp na uniwersytet lub Grande école (maturę zdaje się w blokach do wyboru – można wybrać blok humanistyczny, ścisły), lub liceum profilowane, po którym zdaje się maturę profilowaną. Po takiej maturze można kontynuować studia zawodowe aż do poziomu magistra. Ponieważ w Polsce nie istnieje ten drugi system, wyjaśnię, na czym polega.

Na każdym etapie edukacji profilowanej – od liceum aż po stopień magistra – możliwe jest połączenie nauki jednocześnie z pracą w zawodzie. A zatem już w liceum profilowanym zajęcia w szkole odbywają się na przemian z pracą. Załóżmy, że chcę rozwijać się w zawodzie księgowej. Podpisuję specjalny kontrakt (tzw. contrat en alternancie) między mną, szkołą oraz moim pracodawcą, w tym przypadku biurem księgowym. W liceum mam przedmioty takie jak księgowość, podstawy zarządzania itp., przedmioty takie jak historia, geografia, biologia są albo zupełnie pomijane, albo jest niewiele godzin. Maturę (Bac pro) zdaję zaś z księgowości, a więc wszystkich powiązanych z tą dziedziną przedmiotów. Potem idę na 2-letni BTS z podstaw księgowości, znowu pracuję, zdobywając w tym samym czasie doświadczenie zawodowe. Przy czym jest mnóstwo różnych BTS do wyboru – np. przygotowujących do zawodów takich jak optyk, asystentka, sprzedawca, szlifierz itd. Po BTS można iść na roczny odpowiednik stopnia licencjata, także ukierunkowany. Dwa kolejne lata magisterki także są zaplanowane oddzielnie. Zatem studia profilowane dają dyplom oraz pozwalają zdobyć doświadczenie w jednakowym czasie. Warto podkreślić, że ten system wygląda nieco inaczej niż polskie studia zaoczne, w czasie których najczęściej pracuje się w ciągu tygodnia, a studiuje się w weekendy. Tutaj zajęcia w szkole odbywają się 2 dni w tygodniu, 3 dni chodzi się do pracy. Weekendy przeważnie pozostają wolne.

System edukacji wyższej we Francji jest w ogólności bardziej elastyczny niż w Polsce. Student ma dużą swobodę, jeśli chodzi o wybór kierunku. Nie jest on zmuszony przez pięć lat studiować jednego kierunku, na przykład informatyki, jak to było jeszcze do niedawna w Polsce, może on zacząć od 2 lat studiów z informatyki, pójść na roczne studia licencjackie ze stosunków międzynarodowych, pierwszy rok magisterki wybrać z ekonomii, a drugi z zarządzania zasobami ludzkimi. Dyplom 5-letnich studiów magisterskich nazywa się tu Master 2.

Warto wiedzieć, że na studiach ogólnych (nieprofilowanych) po pierwszym roku magisterki musimy przejść krótki staż, na drugim roku zajęcia odbywają się w czasie pierwszego semestru, w drugim semestrze najczęściej odbywa się sześciomiesięczne praktyki na pełen etat. Należy starannie wybrać firmę oraz stanowisko, ponieważ od tego zależy, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Ten staż wpisuje się do CV i jest to pierwsze doświadczenie istotne w naszej karierze. Warto dodać, że każdy staż trwający ponad 2 miesiące jest płatny, rząd wyznaczył minimalną stawkę miesięczną (w 2017 roku jest to 554,40 euro), firma oczywiście może płacić więcej. Spotkałam się z tym, że studentka informatyki dostawała w dużej międzynarodowej firmie koło 1500 euro netto.

Rząd francuski reguluje także maksymalną liczbę godzin w tygodniu, jaką może przepracować student. Student na studiach ogólnych we Francji ma prawo pracować w czasie roku akademickiego, lecz może to być kontrakt o pracę na maksymalnie 20 godzin w tygodniu.

Studia profilowane (uznawane za gorsze, lecz dające wiedzę ściśle przygotowującą do danego zawodu) są realizowane przez szkoły prywatne. Jednak jeśli odbywa się je w ramach wspomnianego wcześniej contrat en alternance – czyli pracuje się w tym samym czasie i pracodawca śledzi przebieg edukacji – są one darmowe dla studenta, opłaca je rząd, a student dostaje zależnie od wieku z góry wyznaczoną stawkę miesięczną. Jest to zawsze procent najniższej pensji krajowej. Student mający więcej niż 26 lat dostaje sto procent najniższej krajowej (SMIC).

W przypadku studiów ogólnych na uniwersytecie płaci się przeważnie jedynie kwotę za wpisowe, studia do 26. roku życia są za darmo.

Uznawane za najlepsze są jednak we Francji grandes écoles, czyli drogie, prywatne szkoły. Mówi się, że po grande école mamy gwarancję zatrudnienia, co w dzisiejszych warunkach nie jest niestety prawdą. Za rok studiów w takiej szkole płaci się od 10 do nawet 36 tysięcy euro, wielu Francuzów bierze zatem kredyty, by móc ukończyć taką szkołę. Bartka kolega obcokrajowiec opowiadał, jak kiedyś został zaproszony na przyjecie w gronie francuskim. Jedna osoba, przedstawiając się, powiedziała „Cześć, jestem Jean-Pierre, skończyłem szkołę X”. Wydaje się nieprawdopodobne, jak na prywatnym przyjęciu w gronie znajomych można przedstawiać się, prezentując swoje CV, ale ta historia jest potwierdzeniem, jak ważną rolę pełni dla Francuzów ukończenie zdobycie dyplomów z najlepszych szkół.

Dodam, że dyplomy są we Francji bardzo ważne – nawet nie wyniki w nauce, ale sam fakt posiadania dyplomu na danym poziomie. Już w gimnazjum każdy uczeń przechodzi przez serie testów badających jego zdolności w danych dziedzinach, robi testy psychologiczne, których wyniki mówią mu, w jakiej dziedzinie jest najzdolniejszy, i od tych wyników zależy, gdzie jest później kierowany. Zatem może się okazać, że z testu wyniknie, że powinnam zostać dziennikarzem, i nawet gdy nie lubię tego zawodu i wiem, iż nie ma wiele pracy w tym zawodzie, psychologowie szkolni będą naciskać, bym wybrała tę ścieżkę kariery. Już w gimnazjum uczniowie przygotowują swoje projets professionnels, czyli planują karierę. Idąc do urzędu pracy, ubiegając się o wstęp na uczelnie, musimy konkretnie określić, jaki jest nasz projet professionnel. Aby dostać się na uczelnię, po przedstawieniu wszystkich potrzebnych dokumentów musimy przejść rozmowę kwalifikacyjną, na której pytani będziemy o to, co planujemy robić w przyszłości i dlaczego wybraliśmy ten kierunek. Nie dostaniemy się na uczelnię, jeśli ten plan kariery nie koresponduje z profilem studiów. Mniej za to liczą się wyniki z poprzednich szkół. Ta fiksacja na punkcie planowania kariery powoduje wiele absurdów. Moja koleżanka z pracy opowiadała mi, że aby zapisać swojego 2-letniego syna do żłobka, musiała napisać w jego imieniu list motywacyjny.

O ile system szkolnictwa wyższego daje pewną dobrowolność w wyborze różnych kierunków, sama mentalność Francuzów ogranicza ich otwartość na zmiany. Po ukończeniu studiów mamy kilka ściśle określonych zawodów, jakie możemy wykonywać. Każdy zawód ma we Francji swój numerek i opis. W opisie każdego zawodu znajdziemy szczegóły mówiące o tym, jaki kierunek i poziom studiów powinniśmy ukończyć, by go wykonywać, ile możemy zarabiać po ilu latach. Kończąc we Francji studia humanistyczne, nie otrzymamy pracy w biurze turystycznym. Dyplom jest wyznacznikiem tego, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Zatem we Francji brak jest elastyczności w dostosowywaniu się do warunków panujących na rynku pracy. Chcąc zmienić zawód, należy powtórzyć ostatnie lata studiów, czyli formalnie się przekwalifikować.

W mentalności większości Francuzów nie do pojęcia jest, by wykonywać zawód, którego nauczyliśmy się sami. A więc w firmie informatycznej raczej nie zatrudni się osoba, która nauczyła się programować w czasie wolnym, ponieważ nie ma poświadczenia w postaci dyplomu. Jeśli ktoś nie ukończył studiów fotograficznych lub innych z dziedziny sztuki, bardzo trudno będzie mu zostać profesjonalnym fotografem. Pod tym względem Polacy są bardziej otwarci niż Francuzi.

Taki brak elastyczności wpływa na zwiększenie liczby osób bezrobotnych. Mentalność dużej części Francuzów każe im wykonywać całe życie jeden zawód, do którego się przyuczyli.

Wydaje mi się także, że Francuzi często mają trudność w odnalezieniu się w nowych sytuacjach. Można odnieść wrażenie, że nie potrafią „kombinować”. W czasie zeszłorocznych matur w mediach huczało o proteście francuskich maturzystów, którzy masowo podpisywali internetową petycję, by wycofano jedno pytanie, które wydawało im się za trudne. Chodzi o zadanie maturalne z angielskiego, gdzie uczniowie na podstawie przeczytanego tekstu mieli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób bohaterowie poradzili sobie z napotkaną sytuacją. W pytaniu wystąpiło słówko „to cope” i duża część maturzystów uczniów rozłożyła ręce, ponieważ nie znała znaczenia tego słowa. Wydaje się, że jego znaczenie można było wywnioskować z kontekstu („What are three of his concerns about the situation ?”, „How is Turner coping with the situation ?”). No właśnie, wydaje się…

Magda

Reklamy

Czego nie dowiesz się o Francji z przewodników turystycznych

Przygotowując wycieczkę do Francji, czytamy przewodniki, różnego rodzaju poradniki, słyszymy o stereotypach, w które trudno nam uwierzyć. Czego możemy się spodziewać, przyjeżdżając do Francji?

Francja to kraj, w którym kuchnia jest jednym z najpowszechniejszych tematów poruszanych w rozmowach w grupie znajomych, w rodzinie, z nowo napotkaną osobą. Nigdy wcześniej nie widziałam dwóch mężczyzn dyskutujących z takim zafascynowaniem o zjedzonym wczoraj obiedzie, o nowo powstałej restauracji, o tym, jak przyrządzają zapiekankę. Francuzi są mistrzami w nazywaniu potraw. Patrząc na kartę dań w restauracji, obcokrajowcy często muszą dopytywać, co kryje się za nazwami potraw. Jedynie Francuzi potrafią je rozszyfrować. Do dziś pamiętam sytuację, gdy pokusiłam się o wybór przypiekanej na złoto drożdżówki polanej obfitą porcją rozpływającego się w ustach słonego karmelu w towarzystwie wyśmienitych lodów waniliowych. Jakaż byłam rozczarowana, widząc na talerzu suchara polanego karmelem z jedną smutną gałką lodów.

Idąc do restauracji, należy pamiętać, że nie obowiązuje tu reguła „klient nasz pan”. We francuskich restauracjach to kelner jest gwiazdą. Wchodząc do restauracji, należy cierpliwie poczekać, aż podejdzie do nas kelner, który sam wyznaczy, gdzie mamy usiąść. Chcąc go wezwać ponownie do stolika, należy nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Zatem zakaz cmokania, pstrykania palcami czy krzyczenia. Jeśli kelner przyjdzie, by przyjąć zamówienie, a my nie będziemy jeszcze przygotowani, możemy liczyć na to, że będzie nas za karę ignorował przez kilkanaście następnych minut. O ile we Francji mamy prawo poprosić o darmowa wodę do picia z kranu, w niektórych restauracjach możemy zostać okrzyczani za niezamawianie wina czy innych napojów, ponieważ to na nich najwięcej zarabia restauracja. Raz wybraliśmy się do restauracji, która nie uchodzi za najtańszą. Do posiłku zamówiliśmy więc wodę z kranu, która we Francji nadaje się do picia. Ile się nasłuchaliśmy sfrustrowanej kelnerki, a zarazem właścicielki, która nie omieszkała nam wspomnieć, ile musi płacić za wynajem lokalu i o ile podniósł podatki obecny prezydent.

Co dalej z tą tradycją dobrego jedzenia? Francuzi znacznie częściej jadają w restauracjach niż Polacy. Duże firmy dają często pracownikom jako dodatek do pensji talony na jedzenie. Można nimi płacić w sklepach za żywność oraz w większości restauracji. Jednak zaskoczona byłam, że przy takiej tradycji kulinarnej wielu Francuzów żywi się fast foodami lub gotowymi daniami do podgrzania. Furorę we Francji robią gotowe dania z firmy Picard (coś jak Hortex, lecz robią nie tylko mrożonki, ale gotowe spaghetti oraz różne dania mięsno-ryżowe lub makaronowe). Co najciekawsze, plotkując z koleżankami z pracy, usłyszałam, że obgadywana osoba jest zapewne gruba dlatego, iż często chodzi do restauracji. Ale jak, chwileczkę – przecież można chodzić do restauracji i jeść z umiarem, wybierać zdrowe posiłki. Jednak przyglądając się temu, jak Francuzi jedzą w restauracjach (szczególnie wieczorami), nieco bardziej rozumiem: przystawki, danie główne, obowiązkowy deser.

Francuzi uważają się za wielkich smakoszy kawy. Tradycyjna francuska kawa to espresso, dlatego prosząc o kawę i nie określając jej rodzaju, otrzymamy małą czarną. Jednak Francuzi nie mają pojęcia o tym, jak prawidłowo ją przyrządzić. W kawiarniach stoją wielkie profesjonalne maszyny, jednak nikt nie wie, jak się je powinno obsługiwać. Co więcej, Francuzi są przeświadczeni, że to, co piją, jest najprawdziwszą, dobrą kawą. Może dlatego nawet espresso słodzą dwiema saszetkami cukru, bo inaczej jest niepijalna?

No właśnie, Francuzi spożywają bardzo duże ilości cukru. Na śniadanie pain au chocolat, croissant z dżemem, do lunchu deser, o 16 do kawy deser, na wieczór po obiedzie deser. Długo szukałam w sklepie muesli, które nie byłyby słodzone. Znalazłam je jedynie w dziale bio, lecz zawsze trzeba patrzeć dokładnie na skład, bo i tam są produkty, które bio są tylko z nazwy.

Pracując we Francji, należy uważać na to, co się mówi. Pod żadnym pozorem nie należy krytykować pracy kolegi, mimo że nie robi nic, robi coś źle, narażając na szwank wizerunek lub finanse firmy, albo mógłby robić coś lepiej. Nasz polski kolega na okresie próbnym w firmie informatycznej powiedział na głos, wyrażając swoje oburzenie błędami w programie, że to oprogramowanie chyba robiła osoba, która totalnie się na tym nie znała. Jeszcze tego samego dnia został wezwany na dywanik za szerzenie nienawiści i za psucie atmosfery w pracy, po czym przedłużono mu okres próbny o kolejne trzy miesiące. Koleżanka Angielka miała dosyć stosowanego w pracy mobbingu, na który wszyscy narzekali. Psychicznie nie wytrzymała tego, że szef zmuszał pracowników do darmowej pracy wieczorami, weekendami, a jak się sprzeciwiali, to na nich krzyczał. Gdy odważyła się powiedzieć, że atmosfera w firmie jest beznadziejna i z tego powodu się zwalnia, bo przez ponad rok nie miała ani chwili na życie rodzinne, zrobiono z niej psychicznie chorą, a żaden francuski kolega jej nie poparł, udając, że nie wie, o co jej chodzi. Koleżanka Polka była na stażu w pewnej firmie. Musiała jednego dnia iść na uczelnię, by skontaktować się ze swoim promotorem, więc podała prawdziwy powód swojej nieobecności. Po powrocie została wezwana do dyrektora i zwyzywano ją za niepoważnie traktowanie stażu. Jej kolega zaś nie poniósł żadnych konsekwencji, kłamiąc, że nie było go w pracy, ponieważ miał grypę żołądkową. Inna koleżanka Polka pracuje w dużej firmie amerykańskiej. Jej manager powiedział jej wprost, że jeśli chce awansować, powinna przestać mówić ludziom wprost, co o nich myśli. Przykleiła sobie zatem karteczkę na monitor ze słowami „Uśmiechaj się i milcz”.

Należy także pamiętać, że Francuzi uwielbiają plotki. Powszechne jest obgadywanie się nawzajem w pracy. W Polsce gdy nie lubię Kasi, obgaduję ją z moją najlepszą koleżanką Zosią. We Francji zaś Kasię obgaduję z Zosią, a Zosię obgaduję z Kasią. Zapewne też Zosia i Kasia obgadują mnie za moimi plecami. Jeśli nie zaangażuję się w obgadywanie, będę postrzegana jak odludek i koledzy z pracy będą rozmawiali ze mną jedynie o sprawach niezbędnych do zrealizowania projektu.

Stereotyp o Francuzach, którzy ciągle strajkują, jest zupełnie prawdziwy. Strajk obsługi pociągów jest wpisany w ich zawód. Chcąc jechać pociągiem na rozmowę o pracę lub na egzamin, należy się dzień wcześniej upewnić, że nie są przewidywane strajki na następny dzień. Strajki organizowane są średnio 6 do 10 razy w roku i czasem trwają nawet ponad tydzień. Powodem strajku jest albo żądanie podwyżki, albo sprzeciw wobec chęci wprowadzenia na rynek konkurencji. W czerwcu zeszłego roku zorganizowano we Francji strajk taksówkarzy, którzy blokowali dojazdy do lotnisk w całym kraju. Protestowali przeciwko działaniu firmy Uber. Podpalali i dziurawili opony pracowników Ubera, przewracali samochody, a policja nic z tym nie robiła. Wiele lotów zostało odwołanych z powodu zablokowania obsługi samolotów przed wejściem na lotniska. Taksówkarze blokowali nawet samochody dowożące na lotnisko niepełnosprawnych biorąc je za samochody Ubera. Widzimy zatem, jak wielką rolę we Francji odgrywają związki zawodowe. Firma obsługująca koleje państwowe, taksówkarze, autobusy stanowią monopol na rynku. Przez to ich usługi drożeją i często tracą na jakości. Widząc zagrożenie w postaci nadchodzącej konkurencji, skostniałe firmy strajkują, a rząd posłusznie spełnia ich prośby, nie doprowadzając do zmiany status quo.

Francuzi rozdzielają dwie sprawy, jakimi jest miłość i życie seksualne. Posiadanie kochanki jest faktem zupełnie akceptowalnym przez społeczeństwo. Co więcej, w niektórych grupach społecznych jest to całkiem modne, prestiżowe. W małej firmie, dla której pracowałam, każdy z 3 współpracowników miał kochankę. Nie przeszkadzało tym mężczyznom, że znaliśmy ich żony i dziewczyny, a potem widzieliśmy z kochankami. Koleżanka Francuzka opowiadała mi także, że na imprezy w gronie znajomych jej kolega raz przychodzi z żoną, raz z kochanką. Gdy pytałam o jej reakcję, stwierdziła, że zupełnie jej to nie przeszkadza.

We Francji korzysta się często z klubów swingersów, które nazywane są club libertin/ échangiste. Ich istnienie nie jest tematem tabu, korzystanie chyba również nie. Po raz pierwszy usłyszałam o ich popularności w szkole od naszej nauczycielki, która opowiadała o tym fenomenie z taką swobodą, z jaką opowiada się o wyjściu do kina. Co ciekawe, wyszukując takich klubów w Google, można zobaczyć ocenę oraz opinie sygnowane imieniem i nazwiskiem bywalca.

club_libertin

Francuzki są zaprzeczeniem Matek-Polek. Nie są to kobiety, które poświęcają swoje życie dla męża czy dziecka. Jeśli nie czują się dobrze w małżeństwie, rozstają się, nie patrząc, jak to wpłynie na dziecko. Wśród moich znajomych niewiele osób ma rodziców, którzy żyją ze sobą. W pracy wielu ludzi już było dawno po ślubie, dzieciach i rozwodzie. Bardzo popularny jest termin famille recomposée. Określa on nową rodzinę stworzoną z pani, pana oraz dzieci z poprzednich związków. Mimo tego, że po rozwodzie byli małżonkowie muszą się ze sobą kontaktować w sprawie ich wspólnego dziecka, bardzo modne jest mówienie bardzo źle o byłym partnerze. W dobrym tonie jest obrażanie go na portalach społecznościowych lub w gronie znajomych. Można wtedy liczyć na wsparcie od znajomych, którzy często też już przeszli rozwody.

Aborcja we Francji jest dozwolona wtedy, kiedy kobieta ma na nią ochotę. Jest refundowana ze środków państwa. Może jej dokonać każda kobieta, która przyjedzie do Francji, w każdym wieku. Dziewczyna nieletnia nie musi mieć pozwolenia na zabieg od rodziców, co więcej, rodzice nie są o nim informowani. Aborcja we Francji nie jest tabu. Powagę tego zabiegu w mentalności Francuzek można porównać do leczenia dziury w zębie. Nie jest na pewno czymś, czego Francuzki by się wstydziły. Poczułam pewne zakłopotanie, kiedy po raz pierwszy koleżanka z dużą swobodą opowiadała mi, jak jej mama w młodości dokonała aborcji. Innym razem koleżanka w pracy na forum powiedziała, że gdyby teraz, mając już dwoje dzieci, zaszła w ciążę, na pewno by usunęła, bo nie chce jej się znowu wracać do pieluch. Kiedyś rozmawiałam w pracy z inną koleżanką, opowiadałam jej sytuację mojej koleżanki (nie-Francuzki), która dowiedziała się, że jest w ciąży, jednak ponieważ poziom hormonów był bardzo wysoki jak na początek ciąży, ginekolog zasugerował, że to albo ciąża bliźniacza, albo koleżanka jest w trzecim miesiącu. Moja koleżanka z pracy bardzo zmartwiła się sytuacją ciężarnej, mówiąc: „Ojej, skoro to trzeci miesiąc, to już za późno, żeby usunąć!”. Aby zbagatelizować wagę zabiegu, słowo aborcja – avortement zostało zastąpione skrótem IVG (interruption volontaire de grossesse – dobrowolne zatrzymanie ciąży). Aborcja jest legalna we Francji od 1975 roku. Można jej dokonać do 12. tygodnia ciąży. Wcześniej kobieta po pierwszej wizycie u lekarza i deklaracji, że chce przerwać ciążę, musiała odczekać 7 dni. Przez ten czas miała się zastanowić, czy na pewno chce wykonać zabieg. W 2015 ta reguła została jednak usunięta, uznano, że ten zabieg jest normalnym zabiegiem medycznym i nie trzeba kobiety zmuszać do przemyślenia swojej decyzji. Przeprowadza się ją na dwa sposoby – do 5. tygodnia ciąży za pomocą pigułek, w przypadku późniejszej ciąży za pomocą zabiegu. Według statystyk we Francji rocznie przeprowadza się około 200 tysięcy aborcji (w 2013 wykonano 229 tys. zabiegów). Co ciekawe, tylko 11% kobiet decydujących się na zabieg to kobiety poniżej 20. roku życia. Największą grupę stanowią kobiety od 20. do 24. roku życia – ok. 28%. Według statystyk co czwarta ciąża we Francji jest usuwana.

Palenie we Francji jest w modzie. Jakiś obcokrajowiec kiedyś stwierdził, że papieros to element ubrania Francuza. Pali się wszędzie – na ulicy, przystankach. Mimo iż palenie jest zabronione w restauracjach, na południu Francji restauracje często są otwarte, a kelnerzy pozwalają palić klientom znajdującym się bliżej drzwi (przecież nikomu to nie przeszkadza, a dym i tak wejdzie do środka z tarasu restauracji, więc po co zabraniać). Często siedząc w grupie znajomych na tarasie restauracji, w czasie jedzenia francuski znajomy wyciąga papierosa i zaczyna palić bez pytania, czy komuś to będzie przeszkadzało. Osoba, która deklaruje, że przeszkadza jej dym papierosowy, jest postrzegana jako dziwak. Według statystyk co drugi Francuz w wieku 18-34 pali, a 27% Francuzów między 15. a 85. rokiem życia określa się nałogowym palaczem. Badania podają, że w wieku 14 lat Francuzi palą swojego pierwszego papierosa i od lat 16 zaczynają palić regularnie. Francuzi w wieku 12-25 lat spalają średnio 10 papierosów dziennie, osoby między 26. a 75. rokiem życia palą codziennie średnio 15 papierosów.

Magda

(Nie)tolerancyjna Francja

Na podstawie medialnego wizerunku rozpowszechnianego w zagranicznych mediach można by przypuszczać, że Francja jest jednym z najbardziej tolerancyjnych krajów Europy. Sądząc po stale powiększającej się liczbie imigrantów, różnorodności kulturowej widocznej na ulicach, braku głośnego sprzeciwu na rozpowszechnianie obcych kultur czy religii w tym laickim kraju, dostępności mieszkań socjalnych i zasiłków dla nowo przybyłych osób, mimo że nie przepracowały tu ani jednego dnia, można by wnioskować, że obywatele Francji są niezwykle otwarci na napływających ludzi, nie jest im znane słowo rasizm, a do swojego domu przyjęliby najchętniej po jednym imigrancie z Afryki. Z ciekawości zawsze czytam komentarze na forach internetowych znajdujące się pod każdym bardziej kontrowersyjnym artykułem dotyczącym obcokrajowców we Francji. I czego się dowiaduję? Otóż tego, że Francuzi nie są wcale tacy otwarci, jak nam się wydaje.

Zauważyliśmy, że Francuzi są nadzwyczaj poprawni politycznie w towarzystwie, publicznie deklarują dużą tolerancję dla wszystkich ras świata. W mojej szkole na lekcjach angielskiego mieliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy mieszkać w towarzystwie znanych nam ludzi, podobnych do nas, czy wolimy raczej międzynarodowe, międzykulturowe środowisko. Wszyscy Francuzi powtarzali jednomyślnie, że wolą mieszkać w wielokulturowym otoczeniu, nie umiejąc jednak w ogóle tego uzasadnić. I rzeczywiście, Francuzi uważają na każde słowo i gest skierowane do czarnoskórego, do muzułmanów, ale nie widzą nic złego w publicznym poniżaniu Europejczyków z krajów na wschód od Francji. Wielokrotnie spotkałam się z niechęcią skierowaną w moim kierunku.

Francuzi postrzegają Polskę na równi z Rumunią, przy czym nie kryją się z nienawiścią do Rumunów, których biorą z kolei powszechnie za Cyganów. Powszechne są stereotypy, że Polacy są biedni, zacofani, że nie stać ich na edukację, że nowe technologie do Polski nie docierają. Gdy wyjaśniałam szefowi, że w Polsce nie używa się czeków, stwierdził na głos, iż pewnie produkcja czeków jest dla nas za droga. Innym razem koleżanka pyta mnie, czy w Polsce jest tak nowocześnie jak tutaj, na Lazurowym Wybrzeżu (gdzie prowansalskie domy są często zagrzybione, okna nieszczelne, wykonanie mieszkań to jedna wielka fuszerka), czy tak jak na francuskiej wsi. Wielokrotnie byłam pytana o powód naszej wyprowadzki do Francji. Pytano mnie, czy uciekliśmy z powodów politycznych, czy z biedy. Należałoby także wspomnieć, że Francuzi uważają obcokrajowców za mniej sprawnych intelektualnie. Polskie dyplomy (poza tymi z dziedziny informatyki) nie są respektowane we Francji. Francuzi mają przekonanie, że w Polsce jest słaby poziom nauczania (zarówno ja, jak i moje koleżanki, które studiowały we Francji, mogą potwierdzić, że jest odwrotnie). Z tego powodu kiedy ubiegałam się o przyjecie na studia na ostatni, piąty rok na uniwersytecie (we Francji istnieje duża swoboda w wyborze kierunków studiów, osobno studiuje się pierwsze dwa lata i je zalicza, osobno robi się dyplom licencjata, a także czwarty i piąty rok studiów), mając dyplom ukończenia studiów magisterskich, sugerowano mi, że powinnam powtórzyć dwa ostatnie lata studiów, ponieważ wiedza przekazywana na uczelniach we Francji jest wyższa. Moja koleżanka studiowała za to na jednej z drogich uczelni prywatnych (we Francji uczelnie prywatne tzw. grandes écoles są uważane za lepsze niż uniwersytety). Na zajęciach byli oceniani za prace w grupach. Ona jako jedyna osoba dostawała niższe oceny niż reszta Francuzów z jej grupy. Jak się później okazało, pani profesor dawała słabsze oceny wszystkim obcokrajowcom, ponieważ uważała, że są mniej inteligentni.

Zatem otwartość Francuzów na obcokrajowców jest bardzo powierzchowna. Okazuje się, że wystarczy z nimi bliżej porozmawiać, zęby dostrzec ich prawdziwe poglądy. Szukając mieszkania, dzwoniłam do właścicieli wystawiających ogłoszenia. Kiedy opowiedziałam, w jakim celu dzwonię, mówiąc po francusku ze wschodnim akcentem, wielokrotnie usłyszałam, że właściciel oddzwoni do mnie później, by umówić się na wizytę, chcąc mnie zbyć. Innym razem udaliśmy się do agencji zajmującej się wynajmem mieszkań, opowiadam o moich niepowodzeniach w poszukiwaniu mieszkania i pytam, czy nasza narodowość nie jest dla nich problemem. Pani powiedziała, że nie ma nic przeciwko obcokrajowcom, którzy są biali i pracują we Francji. W firmie, w której pracowałam, po wyjściu czarnoskórego klienta z naszego biura szefowie naśladowali jego afrykański akcent, śmiejąc się z niego.

Z drugiej strony nie ma co dziwić się rosnącej niechęci wobec obcokrajowców we Francji. Francuzi stworzyli sobie przed laty sprawnie działający system socjalny używany przez nich jedynie w sytuacjach kryzysowych, który jest obecnie coraz bardziej nadużywany przez obcokrajowców przybywających tu z powodu możliwości dostania mieszkania i pieniędzy bez żadnego wysiłku. Pracująca w pomocy społecznej koleżanka opowiadała mi, że aby nie zostać posadzonym o rasizm, urząd przyznaje mieszkania socjalne w pierwszej kolejności czarnym i muzułmanom.

Jak za tę pomoc odwdzięczają się wspomniani imigranci? Ostatnio usłyszałam w pracy klienta, który opowiadał, że następnego dnia nie idzie do pracy, bo jest zbyt zmęczony, gdyż zaczął się ramadan. Ale czy poszczenie to nie jest jego prywatna, dobrowolna decyzja? Koleżanka pracowała w firmie, gdzie w okresie ramadanu muzułmanie przez cały miesiąc byli traktowani ulgowo, mogli wcześniej wychodzić z pracy, wykonywać mniej męczące prace, ponieważ byli bronieni przez związki zawodowe reprezentujące prawa muzułmanów jako mniejszości. Jednocześnie ona jako katoliczka nie mogła się doprosić, by ustalono tak grafik, aby w Wigilię nie musiała pracować.

Byliśmy zimą ze znajomymi na nartach. W grupie było kilka nowych osób, których jeszcze nie znaliśmy. Wieczorem wybraliśmy się na piwo, żeby się zintegrować. Na początku prowadziliśmy rozmowy o wszystkim i o niczym, lecz gdy tylko nasi nowi francuscy znajomi poczuli się swobodnie, zaczęli się przed nami otwierać. Jeden z kolegów bym raperem. Opowiadał nam, że jest zmuszony zrezygnować ze swojego hobby, ponieważ nie może pisać takich tekstów, jakie by chciał, nie czuje się swobodnie w tej grupie. Otóż według niego w grupie raperów francuskich jest coraz mniej osób białych. On chciałby pisać o swojej miłości do kraju, do tradycji, lecz gdy tylko w swoich utworach powie, że jest patriotą, jest posądzany o rasizm. Spotyka się więc z nietolerancją środowiska imigrantów (często mieszkających we Francji od kilku pokoleń), którzy w swoich tekstach obrażają obywateli, Francję i jej tradycje. Z tego powodu w grupie swoich znajomych głośno wyraża swoją nienawiść do obcokrajowców z Afryki. Co ciekawe, raper z Algierii Saidou został oskarżony o sianie nienawiści i rasizmu względem rdzennych obywateli w piosence „Nique la France” (P…dol Francję), lecz sąd odrzucił zarzut, uzasadniając, że nie istnieje coś takiego jak rasizm względem białego i że biali rdzenni Francuzi nie stanowią rasy. Swoje oburzenie wyraziło Stowarzyszenie na rzecz Poszanowania Chrześcijańskiej Tożsamości Francji, które uważa, że jeśli piosenki tego typu o „rdzennych algierskich Arabach” śpiewałby francuski piosenkarz o białym kolorze skóry, to prawdopodobnie już dawno siedziałby za kratkami.

Czarnoskórzy czy muzułmanie odbierają każdy sprzeciw jako rasizm, każdą niewygodną dla nich regułę jako wymierzoną bezpośrednio w nich. Nasza sąsiadka, która jest muzułmanką, ma dwoje małych dzieci. Ponieważ nie ma w mieszkaniu dużo miejsca, wystawia oba wózki dla dzieci na korytarz w taki sposób, że utrudniają przejście innym mieszkańcom. Nasz dozorca poprosił ją, aby składała wózki i stawiała pod ścianą tak, aby nie utrudniały poruszania się w korytarzu. Ona, opowiadając mi tę historie, była wielce oburzona i stwierdziła, że na pewno zwrócił jej uwagę tylko dlatego, że jest Arabką.

Francuzi mają pomału dosyć żerowania na ich pracy. Nie oszukujmy się, na zasiłki dla obcokrajowców pracują głównie oni. Dwa tygodnie temu Francja postanowiła zamknąć dla imigrantów (uchodźców z Afryki) granice przy włoskiej miejscowości Vintimille. Decyzja władz spotkała się z ogromnym oburzeniem włoskiej strony przy jednoczesnej cichej aprobacie mieszkańców regionu.

Magda

Przywileje pracownicze

Poprzedni post opisywał system zatrudnienia we Francji, tym razem trochę więcej o dodatkach i przywilejach pracowniczych.

Zakładając we Francji firmę, trzeba wybrać jej typ spośród co najmniej kilkudziesięciu możliwych. Typ zależy od skomplikowania jej struktury oraz księgowości, od wysokości kapitału, liczby osób wchodzących w spółkę oraz od stopnia odpowiedzialności majątkowej.

Osoby, które nie chcą założyć swojego biznesu, mają możliwość zatrudnić się albo w instytucjach państwowych, otrzymując status funkcjonariusza, albo w prywatnych firmach. Aby zostać funkcjonariuszem (chodzi o wszystkie zawody regulowane takie jak nauczyciel, urzędnik, policjant), należy posiadać obywatelstwo francuskie (w większości przypadków), dysponować wymaganym wcześniej zdefiniowanym dyplomem oraz zdać konkurs państwowy, do którego można się przygotować na specjalnym kursie. Status funkcjonariusza gwarantuje stały awans co kilka lat, dożywotnią gwarancję zatrudnienia (funkcjonariusz, który popełnił jakiś błąd, nie zostaje zwolniony, a jedynie przeniesiony do innej miejscowości), możliwość pójścia na urlop na poratowanie zdrowia nawet na 10 lat z gwarancją powrotu na to samo stanowisko, otrzymywanie trzynastki i lekką, bezstresową pracę. Wysokość przyszłej emerytury wynosi sto procent ostatniej otrzymanej w karierze pensji (pensja w trakcie kariery rośnie, a na koniec dostaje się premię za dobrą pracę). Funkcjonariusz może także wcześniej przejść na emeryturę. Wszystkie te zalety czynią tę ścieżkę kariery bardzo popularnym wyborem wśród młodych Francuzów.

W prywatnych firmach często także ma się wiele przywilejów. Oprócz prawa pracy, które bardzo dobrze chroni pracownika, większość firm przynależy do sektorów, które dysponują tak zwanymi conventions collectives, czyli układamy zbiorowymi wynegocjowanymi przez związki zawodowe reprezentujące dany zawód. Takie umowy obowiązują pracodawców danego sektora i nadają dodatkowe przywileje dla pracowników. Czyli na przykład jeśli według prawa pracy pracownik dysponuje dwoma dniami urlopu okolicznościowego z powodu śmierci rodzica, jego convention collective może nadawać dodatkowe dwa dni. Convention collective może też definiować minimalną pensję dla każdego stanowiska, określać minimalne podwyżki w zależności od stanowiska i stażu pracy, a także nakazywać wypłacanie trzynastej pensji. Tak więc te umowy rozszerzają zakres praw i przywilejów pracowniczych.

Zwłaszcza praca w dużej firmie przynosi wiele korzyści. Sprawami pracowniczymi zajmuje się dział CE (comité d’entreprise), który gromadzi pieniądze ze składek obowiązkowych odprowadzanych przez pracodawcę. Dzięki tym składkom pracownikom proponowane są (w zależności od organizacji firmy) wyjazdy integracyjne, firmowe domki w górach, miejsca w żłobkach, zniżki na siłownię, do kina, na różne atrakcje turystyczne w regionie itp. Poza tym pracodawcy oferują za częściową dopłatą tzw. ticket restaurant, czyli czeki, którymi można płacić w restauracjach za lunch, mutuelle, czyli prywatne ubezpieczenie zdrowotne, które pokrywa wizytę u lekarzy, za badania lekarskie, za podwyższony standard w szpitalach czy za okulary. Okazjonalnie wydawane są także chèque-vacances, czyli bony na święta czy wakacje. Jeśli spółka jest notowana na giełdzie, pracodawca zobligowany jest do przeznaczenia części kwoty wypłacanej dywidendy na coroczny bonus dla pracowników.

Należy jednak pamiętać, że z miesięcznej pensji brutto odliczane są przez pracodawcę jedynie składki zdrowotne i emerytalne, podatek dochodowy trzeba opłacać samemu. Żeby nie być zaskoczonym po przeprowadzce do Francji, warto odłożyć sobie pieniądze na podatek, który za pierwszy rok zapłacić będzie trzeba w jednej składce. W następnych latach urząd pobiera zaliczkę na podstawie roku poprzedniego w trzech ratach co kwartał lub miesięcznie, w zależności od naszych preferencji. Z pensji należy także odłożyć sumę na opłacenie podatku mieszkaniowego oraz telewizyjnego. Płaci się je raz w roku, mieszkaniowy jest równy mniej więcej kwocie czynszu, telewizyjny w zeszłym roku wynosił 133 euro.

Magda

Zostałes zwolniony? Spokojnie, masz chômage

Każdy Francuz wie, jak dobrze jego państwo opiekuje się swoimi mieszkańcami. Tak, mieszkańcami, nie tylko obywatelami. Wystarczy dobrze znać system, by otworzyć sobie prawa do źródełka zwanego pomocą socjalną. We Francji istnieje co najmniej kilkanaście typów pomocy społecznej i korzystanie z jednego nie wyklucza możliwości pobierania drugiego, wręcz przeciwnie.

Francuzi są w pracy bardzo wyluzowani. Szczytem marzeń każdego pracownika jest otrzymanie umowy na czas nieokreślony. A dlaczego? Ponieważ taki pracownik jest niezwalnialny. W jakim sensie? Pracownik we Francji jest bardzo dobrze chroniony przez prawo pracy. Francuski kodeks pracy jest trzykrotnie grubszy od polskiego. Zwolnienie pracownika wiąże się w większości przypadków z rozprawą w sądzie. Sąd pracy stoi zaś przeważnie po stronie pracownika.

Jak można wypowiedzieć umowę o pracę we Francji? Umowę na czas określony można rozwiązać za porozumieniem stron lub z winy pracownika (powód musi być jednak dobrze uzasadniony). Sam pracownik nie może się zwolnić przed końcem upływu umowy, w przeciwnym razie może zostać poproszony o wypłatę odszkodowania swojemu pracodawcy. Umowę na czas nieokreślony można rozwiązać za porozumieniem stron (jeśli to pracodawca na to naciska, można wynegocjować odszkodowanie w wysokości kilkumiesięcznej wypłaty), z winy pracownika, przy czym istnieją trzy stopnie przewinienia – lekki, gdy pracownik jest niekompetentny, stale popełnia błędy (co bardzo trudno udowodnić przed sądem), średni, gdy pracownik popełni jakieś wykroczenie, na przykład nie stawi się w pracy, oraz ciężki, gdy pracownik ukradnie sprzęt firmowy, umyślnie zdemoluje biuro, przezwie swojego pracodawcę lub narazi firmę na szwank. Firma może także przeprowadzić zwolnienia grupowe, lecz przedtem musi udowodnić przed sądem swoje problemy finansowe i to sąd decyduje o zwolnieniach. Pracownik może także zwolnić się sam, ale Francuzi są uczeni już w szkole, że nie należy tego robić. Dlaczego? Ponieważ jedynie wtedy, gdy pracownik zwalnia się sam, nie ma prawa do pobierania zasiłku dla bezrobotnych. Tak, we Francji, jeśli nie podoba nam się praca, lepiej jest obrazić szefa, zdemolować firmę lub porzucić stanowisko pracy, niż się zwolnić samemu.

Idąc zatem do urzędu pracy, należy przedstawić wszystkie dokumenty świadczące o zakończeniu pracy, aby dostać zasiłek dla bezrobotnych. Należy się on tym, którzy przepracowali co najmniej 6 misięcy. Zasiłek można pobierać aż przez dwa lata, jeśli staż pracy wynosi minimum dwa lata. Jednak wraz z upływem czasu kwota pobieranego zasiłku maleje. A więc we Francji można przeżyć, dwa lata pracując, dwa lata będąc na bezrobociu. I tak w kółko.

Procedura zwolnienia pracownika też jest bardziej skomplikowana niż w Polsce. Pracodawca musi najpierw wysłać list polecony do pracownika, wyjaśniając swój zamiar zwolnienia, na którym wyjaśni swoje motywacje. Pracownik ma prawo przyjść na spotkanie z wybranym kompetentnym w tej dziedzinie konsultantem. Może także się bronić, podając swoje argumenty. Jeśli pracodawca podtrzymuje swój zamiar, zwolnienie musi wysłać ponownie listem poleconym, przedstawiając na piśmie motyw zwolnienia. Jeśli któryś z tych elementów zostanie pominięty, pracodawca w sądzie pracy zostanie skazany na zapłatę odszkodowania na rzecz pracownika.

Ciekawe jest to, że we Francji pracodawca może zwolnić swojego pracownika przebywającego zbyt długo na urlopie zdrowotnym. Nie musi czekać zatem na jego powrót do pracy. Musi jedynie udowodnić, że przeciągająca się jego nieobecność wpływa negatywnie na działanie firmy. Trudno zatem przeprowadzić taką procedurę w korporacji, gdzie pracownik jest łatwo zastępowalny przez swoich kolegów. Oczywiście kobieta w ciąży jest chroniona, jeśli tylko wypełni odpowiednią deklarację i prześle ją do 3. miesiąca ciąży do francuskiego ZUS-u. Warto wspomnieć przy okazji, że kobieta w ciąży ma prawo jedynie do 16 tygodni urlopu macierzyńskiego – 6 tygodni do wykorzystania przed narodzinami dziecka, 10 tygodni po narodzinach. Może pójść potem na bezpłatny urlop trwający do dwóch lat, który daje jej gwarancję powrotu do pracy. Interesujący jest także przypadek osoby, która albo z powodu wypadku przy pracy, albo z powodu innej choroby nie może dalej pełnić danego stanowiska (np. siedzieć długo przy biurku, nosić ciężkich rzeczy). Lekarz medycyny pracy stwierdza jego brak zdolności do pracy na danym stanowisku i wydaje odpowiednie zaświadczenie. Pracodawca w pierwszej kolejności musi przeprowadzić procedurę reclassement, czyli szuka w firmie innego stanowiska, na które nadawałby się pracownik. Jeśli takiego nie znajduje, może go zwolnić, zachowując oczywiście całą procedurę.

W przypadku chęci usunięcia stanowiska z powodów ekonomicznych pracodawca musi przeprowadzić szczegółową analizę i dobrać kryteria, według których przeprowadzi zwolnienie. Nie może po prostu zwolnić najmniej efektywnych pracowników lub tych, którzy pod jakimś względem nie sprawdzają się w pracy. Kryteria muszą być obiektywne. Nie można zwolnić pracownika z najdłuższym stażem, tego, który ma rodzinę na utrzymaniu, tego, który ma ciężką sytuację finansową lub ma wyższe od innych wykształcenie, nawet jeśli w pracy się obija.

Taki system daje oczywiście pracownikowi poczucie bezpieczeństwa, ale stwarza też pole do nadużyć. Pracownik ma mniejszą motywację do pracy, nie ma poczucia, że musi być dobry w tym, co robi, bo i tak nie zostanie zwolniony. Doprowadza to też do takich sytuacji, że pracownik, jeśli nie dogaduje się z szefem lub nie podoba mu się praca, nie szuka innej, zwalniając się, lecz idzie na urlop z powodu depresji i wypalenia zawodowego i czeka, aż zostanie zwolniony, dostając potem odszkodowanie oraz pieniądze z urzędu pracy. Nie muszę chyba wyjaśniać, jak firmy muszą się nagłówkować, by zgodnie z prawem pozbyć się pracownika, który nic nie robi. Każde zaś nadużycie ze strony pracownika może doprowadzić małą firmę do ogromnych problemów finansowych.

Samo pojmowanie przez Francuzów otrzymywania chômage, czyli zasiłku dla bezrobotnych, jest niezwykle ciekawe. Pobieranie zasiłku określa się czasownikiem gagner, a więc tym samym, co zarabiać w pracy. Zatem dla Francuzów nie jest niczym wstydliwym korzystać z pomocy systemu. Co więcej, wielu z nich specjalnie prowokuje zwolnienie, by mieć pieniądze na podróże. Spotkaliśmy wielu Francuzów na chômage w Malezji czy Singapurze. Jak to możliwe? Ponieważ we francuskim urzędzie pracy nie trzeba stawiać się osobiście, wystarczy potwierdzić przez stronę internetową raz na miesiąc, że nadal poszukuje się pracy. Urząd pracy podobno teraz sprawdza, z jakiego miejsca loguje się bezrobotny, ale jakim problemem jest poproszenie znajomego przebywającego we Francji, aby wypełnił za niego formularz?

Należałoby także dodać, że kwota zasiłku dla bezrobotnych nie jest stała dla każdego bezrobotnego. Zależy ona od wysokości jego ostatnich zarobków. Przez pierwszych kilka miesięcy wynosi 80 procent pensji, potem maleje o kilkanaście procent. Dowiedziałam się ostatnio, że niektórzy koszykarze we Francji pracują jedynie 8 miesięcy w roku, zarabiając przy tym około 10 tysięcy euro. Przez 4 kolejne miesiące idą na bezrobocie, dostając 8 tysięcy euro od państwa, czyli z podatków obywateli. Następnie na nowo są zatrudniani w klubie.

Jeśli już mowa o nadużyciach, to warto wspomnieć, że wiele osób przebywających na bezrobociu i pobierających zasiłek we Francji pracuje na czarno. Jest to ostatnio gorąco dyskutowany w sejmie temat. A więc dostają pieniądze z państwa, a drugą pensję dorabiają sobie, wykonując jakieś proste czynności.

Za taki system bezpieczeństwa trzeba jednak sporo zapłacić. Z tego powodu wraz z cały czas rosnącym bezrobociem (bo kto byłby zmotywowany do pracy, jeśli można dostawać pieniądze za siedzenie w domu) wzrastają podatki i składki socjalne. Kto na tym ucierpi? Oczywiście zwykły Dupont (odpowiednik Kowalskiego po francusku), który pracuje uczciwie przez całe życie. Ciekawym jest, że o ile dla starszego pokolenia Francuzów niewyobrażalnym jest korzystanie z państwowej pomocy, jeśli nie jest to nieuniknione, młode pokolenie twierdzi, że skoro Pôle Emploi (urząd pracy) oferuje pracę za najniższą krajową, nie warto w ogóle jej podejmować, skoro zasiłek wynosi tyle samo. Po co więc się wysilać i iść do pracy za takie pieniądze, gdy kasa za darmo wpływa na konto.

Magda

W poszukiwaniu wewnętrznej harmonii

Jakie było Wasze ulubione zajęcie w dzieciństwie? Czy mieliście na swojej półce między książkami zeszyty kolorowanek? Czy pamiętacie problem z ostrzeniem kredek, których drewno ciągle pękało i późniejsze rewolucje, gdy wprowadzono tzw. kredki niełamiące?

Do dziś pamiętam moje ulubione kolorowanki i uczucie mi towarzyszące, kiedy jako dziecko poświęcałam godziny na moje rysunki. Odwiedzając w ostatnim czasie sklep Cultura, odpowiednik polskiego Empiku, koleżanka wskazała mi dział książek poświęcony psychologii, jodze, medytacji. Pośród poradników znalazłam mnóstwo wydań kolorowanek. Jednak nie były to kolorowanki dla dzieci z postaciami z bajek. Koleżanka wytłumaczyła mi, że we Francji na czasie jest teoria mówiąca o tym, iż kolorowanie relaksuje, pozwala zapomnieć o codziennych problemach, pozwala osiągnąć stan zen. Pięknie wydane zeszyty składają się z powtarzalnych wzorków do kolorowania, z numerków, które należy ze sobą połączyć, by zobaczyć ukryty przez grafika rysunek, z kratek, które należy pomalować zgodnie ze wskazówkami, by odkryć, jaki wzór się za nimi kryje.

DSC_0003

DSC_0004

Sprzedawane są nie tylko same książki, ale także zestawy z kredkami. W dziale z prasą znalazłam także tematyczne gazetki, w których drukuje się nowe zestawy do kolorowania. Co ciekawe, widziałam także kolorowankę specjalnie przeznaczoną dla kobiet w ciąży, która zawierała kwiatowe szkice, w których centrum znajdował się rysunek noworodka.

DSC_0006

Szaleństwo? Nowa teoria psychologiczna pozwalająca na łatwe zarabianie pieniędzy? Bo przecież wszystko, co związane ze sportem, dieta czy teoria psychologiczna pozwalająca osiągnąć spokój duchowy w dzisiejszym zagonionym świecie się dobrze sprzedaje. Ale z drugiej strony kto z nas nie bazgrze na kartce wzorów, odbywając długie rozmowy telefoniczne? Może więc warto spróbować i na chwilę znowu poczuć się jak dziecko?

Magda

Lyon – miasto sztuki

Chcąc odpocząć od przybywających na południe turystów, wybraliśmy się na długi lipcowy weekend do Lyonu. Cały czas pamiętam przestrogi od znajomych, żeby wziąć tylko letnie ubrania, ponieważ Lyon jako miasto położone w dolinie ma klimat bardziej nieznośny pod względem upałów niż Lazurowe Wybrzeże. Oczywiście w naszym przypadku żałowaliśmy, że nie zabraliśmy kaloszy, sztormiaków oraz grubych swetrów. Wygrzani południowym słońcem nieco odwykliśmy od temperatury 18°C.

Lyon jest miastem tętniącym życiem. Jako miasto studenckie może pochwalić się licznymi akcjami kulturalnymi. Jest jednak mniej różnorodny niż południowa Francja, która przyciąga obecnością morza, gór oraz wysokich temperatur. Dużo jednak się tu dzieje, ulice są pełne młodych śpiewających, grających na instrumentach, bawiących się czy manifestujących ludzi. Lyon ma piękną gotycką starówkę. Zwróciłam uwagę, że jest tu mnóstwo księgarni, antykwariatów, galerii artystycznych, sklepów z instrumentami oraz szkół muzycznych. W Lyonie zachwycają kamienice, wąskie uliczki, a także liczne murale. Oddalając się od centrum, można trafić jednak na zaniedbane, mniej bezpieczne dzielnice. Lyon jednak najbardziej podobał się nam nocą. Podświetlone fasady budynków, widoczne z daleka najważniejsze zabytki przypominają mi rodzinny Toruń.

DSC_0270

O czym warto wiedzieć, wybierając się do Lyonu? Lyon słynie z wszechobecnych fontann. Umiejscowione są one nie tylko w parkach. Właściwie na każdym większym placu można jakąś napotkać. Szczególnie polecam olbrzymią fontannę na Place des Terreaux. Lyon, jakby trochę z zazdrości wobec Paryża, ma to, co stolica Francji, lecz w rozmiarze miniaturowym. Są tu 4 linie metra, Musée des Beaux-Arts, czyli tzw. Mały Luwr, a także mała wieża Eiffla. Tak jak i w Paryżu, działa tu doskonale system wypożyczania rowerów. Niemal wszędzie można zobaczyć turystów korzystających z tej formy transportu.

DSC_0016

Będąc w Lyonie, nie można przegapić wycieczki do parku archeologicznego Fourviere odsłaniającego ruiny teatru i odeonu oraz term. Warto odwiedzić 400-letnią katedrę Jana Chrzciciela oraz zobaczyć znajdujący się w niej XIV-wieczny zegar astronomiczny (nam niestety się nie udało, ponieważ ta część katedry była z renowacji), a także bazylikę Marii Panny z Fourviere, w której dolnej części znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

DSC_0242

Warto wiedzieć, że tu właśnie bracia Lumiere zbudowali pierwszy kinematograf i nakręcili pierwszy film. Z tej właśnie okazji w Lyonie powstało Musée Miniature et Cinema, w którym zobaczymy oryginalne przedmioty oraz maski użyte przy kręceniu najpopularniejszych filmów (m.in. oryginalny, 5-metrowy, ruchomy robot użyty w serii filmów o „Obcym”). Imponujące są jednak przede wszystkim wykonane z zegarmistrzowską precyzją miniatury budynków i pomieszczeń. Tu także zagospodarowano kilka pomieszczeń, aranżując scenografie z filmu „Pachnidło”. Co ciekawe, widnieje informacja, że ok. 3 tys. buteleczek wykonanych na potrzeby filmu zostało wyprodukowanych w Polsce.

DSC_0136

Warto zwiedzić także Theatre du Guignol, czyli teatr marionetkowy. Jednak nie tylko w nim zobaczymy wystawę marionetek. Ich zdjęcia widnieją także na magnesach oraz kartkach pocztowych.

DSC_0075

Osobom, które chcą odpocząć od zgiełku miasta, szczególnie polecam olbrzymi Parc de la Tête d’Or, który odwiedzają nie tylko turyści, ale przede wszystkim rodziny z dziećmi, a także osoby aktywne sportowo (również aktywne rodziny z dziećmi – napotkaliśmy kilkoro rodziców ze sportowymi wózkami, które pchali przed sobą podczas biegania). Oprócz kilku hektarów zieleni oraz jeziorka znajdują się tu szklarnie, z których hodowane są rośliny tropikalne, a także dostępny bezpłatnie ogród zoologiczny z żyrafami, zebrami, flamingami czy pelikanami.

W Lyonie co roku w grudniu odbywa się festiwal światła. Przygotowane przez grafików prezentacje muzyczno-wizualne wyświetlane są na fasadach zabytków, odmieniając ich wizerunek. W tym czasie Lyon zaludnia się mnóstwem turystów.

Lyon słynie także ze swoich miejscowych specjałów, szczególnie z podrobów. Chcąc zasmakować w oryginalnej kuchni, należy wybrać się do jednej z wielu restauracji nazywanych tu bouchons.

Przez Lyon przebiega trasa Autoroute du Soleil, czyli autostrady wiodącej na południe. To właśnie widok z niej nocą zachęcił nas do wizyty w tym mieście. W roku 1992 wybudowano tu również stację TGV. Nowoczesna stacja według mnie wygląda jak miejski potworek budowlany, lecz wiele osób się nią zachwyca.

Jeśli miałabym podsumować, jak wygląda Lyon, powiedziałabym, że bardzo znajomo. Otóż centrum, zabytki, klimat panujący w tym mieście bardzo mi przypomina wiele polskich dużych miast. Nawet roślinność tutaj jest bardzo „polska”. Francuzi jednak twierdzą, że jest to miasto snobów i trudno się tu zaaklimatyzować, nie będąc lyończykiem.

Magda