Czego nie dowiesz się o Francji z przewodników turystycznych

Przygotowując wycieczkę do Francji, czytamy przewodniki, różnego rodzaju poradniki, słyszymy o stereotypach, w które trudno nam uwierzyć. Czego możemy się spodziewać, przyjeżdżając do Francji?

Francja to kraj, w którym kuchnia jest jednym z najpowszechniejszych tematów poruszanych w rozmowach w grupie znajomych, w rodzinie, z nowo napotkaną osobą. Nigdy wcześniej nie widziałam dwóch mężczyzn dyskutujących z takim zafascynowaniem o zjedzonym wczoraj obiedzie, o nowo powstałej restauracji, o tym, jak przyrządzają zapiekankę. Francuzi są mistrzami w nazywaniu potraw. Patrząc na kartę dań w restauracji, obcokrajowcy często muszą dopytywać, co kryje się za nazwami potraw. Jedynie Francuzi potrafią je rozszyfrować. Do dziś pamiętam sytuację, gdy pokusiłam się o wybór przypiekanej na złoto drożdżówki polanej obfitą porcją rozpływającego się w ustach słonego karmelu w towarzystwie wyśmienitych lodów waniliowych. Jakaż byłam rozczarowana, widząc na talerzu suchara polanego karmelem z jedną smutną gałką lodów.

Idąc do restauracji, należy pamiętać, że nie obowiązuje tu reguła „klient nasz pan”. We francuskich restauracjach to kelner jest gwiazdą. Wchodząc do restauracji, należy cierpliwie poczekać, aż podejdzie do nas kelner, który sam wyznaczy, gdzie mamy usiąść. Chcąc go wezwać ponownie do stolika, należy nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Zatem zakaz cmokania, pstrykania palcami czy krzyczenia. Jeśli kelner przyjdzie, by przyjąć zamówienie, a my nie będziemy jeszcze przygotowani, możemy liczyć na to, że będzie nas za karę ignorował przez kilkanaście następnych minut. O ile we Francji mamy prawo poprosić o darmowa wodę do picia z kranu, w niektórych restauracjach możemy zostać okrzyczani za niezamawianie wina czy innych napojów, ponieważ to na nich najwięcej zarabia restauracja. Raz wybraliśmy się do restauracji, która nie uchodzi za najtańszą. Do posiłku zamówiliśmy więc wodę z kranu, która we Francji nadaje się do picia. Ile się nasłuchaliśmy sfrustrowanej kelnerki, a zarazem właścicielki, która nie omieszkała nam wspomnieć, ile musi płacić za wynajem lokalu i o ile podniósł podatki obecny prezydent.

Co dalej z tą tradycją dobrego jedzenia? Francuzi znacznie częściej jadają w restauracjach niż Polacy. Duże firmy dają często pracownikom jako dodatek do pensji talony na jedzenie. Można nimi płacić w sklepach za żywność oraz w większości restauracji. Jednak zaskoczona byłam, że przy takiej tradycji kulinarnej wielu Francuzów żywi się fast foodami lub gotowymi daniami do podgrzania. Furorę we Francji robią gotowe dania z firmy Picard (coś jak Hortex, lecz robią nie tylko mrożonki, ale gotowe spaghetti oraz różne dania mięsno-ryżowe lub makaronowe). Co najciekawsze, plotkując z koleżankami z pracy, usłyszałam, że obgadywana osoba jest zapewne gruba dlatego, iż często chodzi do restauracji. Ale jak, chwileczkę – przecież można chodzić do restauracji i jeść z umiarem, wybierać zdrowe posiłki. Jednak przyglądając się temu, jak Francuzi jedzą w restauracjach (szczególnie wieczorami), nieco bardziej rozumiem: przystawki, danie główne, obowiązkowy deser.

Francuzi uważają się za wielkich smakoszy kawy. Tradycyjna francuska kawa to espresso, dlatego prosząc o kawę i nie określając jej rodzaju, otrzymamy małą czarną. Jednak Francuzi nie mają pojęcia o tym, jak prawidłowo ją przyrządzić. W kawiarniach stoją wielkie profesjonalne maszyny, jednak nikt nie wie, jak się je powinno obsługiwać. Co więcej, Francuzi są przeświadczeni, że to, co piją, jest najprawdziwszą, dobrą kawą. Może dlatego nawet espresso słodzą dwiema saszetkami cukru, bo inaczej jest niepijalna?

No właśnie, Francuzi spożywają bardzo duże ilości cukru. Na śniadanie pain au chocolat, croissant z dżemem, do lunchu deser, o 16 do kawy deser, na wieczór po obiedzie deser. Długo szukałam w sklepie muesli, które nie byłyby słodzone. Znalazłam je jedynie w dziale bio, lecz zawsze trzeba patrzeć dokładnie na skład, bo i tam są produkty, które bio są tylko z nazwy.

Pracując we Francji, należy uważać na to, co się mówi. Pod żadnym pozorem nie należy krytykować pracy kolegi, mimo że nie robi nic, robi coś źle, narażając na szwank wizerunek lub finanse firmy, albo mógłby robić coś lepiej. Nasz polski kolega na okresie próbnym w firmie informatycznej powiedział na głos, wyrażając swoje oburzenie błędami w programie, że to oprogramowanie chyba robiła osoba, która totalnie się na tym nie znała. Jeszcze tego samego dnia został wezwany na dywanik za szerzenie nienawiści i za psucie atmosfery w pracy, po czym przedłużono mu okres próbny o kolejne trzy miesiące. Koleżanka Angielka miała dosyć stosowanego w pracy mobbingu, na który wszyscy narzekali. Psychicznie nie wytrzymała tego, że szef zmuszał pracowników do darmowej pracy wieczorami, weekendami, a jak się sprzeciwiali, to na nich krzyczał. Gdy odważyła się powiedzieć, że atmosfera w firmie jest beznadziejna i z tego powodu się zwalnia, bo przez ponad rok nie miała ani chwili na życie rodzinne, zrobiono z niej psychicznie chorą, a żaden francuski kolega jej nie poparł, udając, że nie wie, o co jej chodzi. Koleżanka Polka była na stażu w pewnej firmie. Musiała jednego dnia iść na uczelnię, by skontaktować się ze swoim promotorem, więc podała prawdziwy powód swojej nieobecności. Po powrocie została wezwana do dyrektora i zwyzywano ją za niepoważnie traktowanie stażu. Jej kolega zaś nie poniósł żadnych konsekwencji, kłamiąc, że nie było go w pracy, ponieważ miał grypę żołądkową. Inna koleżanka Polka pracuje w dużej firmie amerykańskiej. Jej manager powiedział jej wprost, że jeśli chce awansować, powinna przestać mówić ludziom wprost, co o nich myśli. Przykleiła sobie zatem karteczkę na monitor ze słowami „Uśmiechaj się i milcz”.

Należy także pamiętać, że Francuzi uwielbiają plotki. Powszechne jest obgadywanie się nawzajem w pracy. W Polsce gdy nie lubię Kasi, obgaduję ją z moją najlepszą koleżanką Zosią. We Francji zaś Kasię obgaduję z Zosią, a Zosię obgaduję z Kasią. Zapewne też Zosia i Kasia obgadują mnie za moimi plecami. Jeśli nie zaangażuję się w obgadywanie, będę postrzegana jak odludek i koledzy z pracy będą rozmawiali ze mną jedynie o sprawach niezbędnych do zrealizowania projektu.

Stereotyp o Francuzach, którzy ciągle strajkują, jest zupełnie prawdziwy. Strajk obsługi pociągów jest wpisany w ich zawód. Chcąc jechać pociągiem na rozmowę o pracę lub na egzamin, należy się dzień wcześniej upewnić, że nie są przewidywane strajki na następny dzień. Strajki organizowane są średnio 6 do 10 razy w roku i czasem trwają nawet ponad tydzień. Powodem strajku jest albo żądanie podwyżki, albo sprzeciw wobec chęci wprowadzenia na rynek konkurencji. W czerwcu zeszłego roku zorganizowano we Francji strajk taksówkarzy, którzy blokowali dojazdy do lotnisk w całym kraju. Protestowali przeciwko działaniu firmy Uber. Podpalali i dziurawili opony pracowników Ubera, przewracali samochody, a policja nic z tym nie robiła. Wiele lotów zostało odwołanych z powodu zablokowania obsługi samolotów przed wejściem na lotniska. Taksówkarze blokowali nawet samochody dowożące na lotnisko niepełnosprawnych biorąc je za samochody Ubera. Widzimy zatem, jak wielką rolę we Francji odgrywają związki zawodowe. Firma obsługująca koleje państwowe, taksówkarze, autobusy stanowią monopol na rynku. Przez to ich usługi drożeją i często tracą na jakości. Widząc zagrożenie w postaci nadchodzącej konkurencji, skostniałe firmy strajkują, a rząd posłusznie spełnia ich prośby, nie doprowadzając do zmiany status quo.

Francuzi rozdzielają dwie sprawy, jakimi jest miłość i życie seksualne. Posiadanie kochanki jest faktem zupełnie akceptowalnym przez społeczeństwo. Co więcej, w niektórych grupach społecznych jest to całkiem modne, prestiżowe. W małej firmie, dla której pracowałam, każdy z 3 współpracowników miał kochankę. Nie przeszkadzało tym mężczyznom, że znaliśmy ich żony i dziewczyny, a potem widzieliśmy z kochankami. Koleżanka Francuzka opowiadała mi także, że na imprezy w gronie znajomych jej kolega raz przychodzi z żoną, raz z kochanką. Gdy pytałam o jej reakcję, stwierdziła, że zupełnie jej to nie przeszkadza.

We Francji korzysta się często z klubów swingersów, które nazywane są club libertin/ échangiste. Ich istnienie nie jest tematem tabu, korzystanie chyba również nie. Po raz pierwszy usłyszałam o ich popularności w szkole od naszej nauczycielki, która opowiadała o tym fenomenie z taką swobodą, z jaką opowiada się o wyjściu do kina. Co ciekawe, wyszukując takich klubów w Google, można zobaczyć ocenę oraz opinie sygnowane imieniem i nazwiskiem bywalca.

club_libertin

Francuzki są zaprzeczeniem Matek-Polek. Nie są to kobiety, które poświęcają swoje życie dla męża czy dziecka. Jeśli nie czują się dobrze w małżeństwie, rozstają się, nie patrząc, jak to wpłynie na dziecko. Wśród moich znajomych niewiele osób ma rodziców, którzy żyją ze sobą. W pracy wielu ludzi już było dawno po ślubie, dzieciach i rozwodzie. Bardzo popularny jest termin famille recomposée. Określa on nową rodzinę stworzoną z pani, pana oraz dzieci z poprzednich związków. Mimo tego, że po rozwodzie byli małżonkowie muszą się ze sobą kontaktować w sprawie ich wspólnego dziecka, bardzo modne jest mówienie bardzo źle o byłym partnerze. W dobrym tonie jest obrażanie go na portalach społecznościowych lub w gronie znajomych. Można wtedy liczyć na wsparcie od znajomych, którzy często też już przeszli rozwody.

Aborcja we Francji jest dozwolona wtedy, kiedy kobieta ma na nią ochotę. Jest refundowana ze środków państwa. Może jej dokonać każda kobieta, która przyjedzie do Francji, w każdym wieku. Dziewczyna nieletnia nie musi mieć pozwolenia na zabieg od rodziców, co więcej, rodzice nie są o nim informowani. Aborcja we Francji nie jest tabu. Powagę tego zabiegu w mentalności Francuzek można porównać do leczenia dziury w zębie. Nie jest na pewno czymś, czego Francuzki by się wstydziły. Poczułam pewne zakłopotanie, kiedy po raz pierwszy koleżanka z dużą swobodą opowiadała mi, jak jej mama w młodości dokonała aborcji. Innym razem koleżanka w pracy na forum powiedziała, że gdyby teraz, mając już dwoje dzieci, zaszła w ciążę, na pewno by usunęła, bo nie chce jej się znowu wracać do pieluch. Kiedyś rozmawiałam w pracy z inną koleżanką, opowiadałam jej sytuację mojej koleżanki (nie-Francuzki), która dowiedziała się, że jest w ciąży, jednak ponieważ poziom hormonów był bardzo wysoki jak na początek ciąży, ginekolog zasugerował, że to albo ciąża bliźniacza, albo koleżanka jest w trzecim miesiącu. Moja koleżanka z pracy bardzo zmartwiła się sytuacją ciężarnej, mówiąc: „Ojej, skoro to trzeci miesiąc, to już za późno, żeby usunąć!”. Aby zbagatelizować wagę zabiegu, słowo aborcja – avortement zostało zastąpione skrótem IVG (interruption volontaire de grossesse – dobrowolne zatrzymanie ciąży). Aborcja jest legalna we Francji od 1975 roku. Można jej dokonać do 12. tygodnia ciąży. Wcześniej kobieta po pierwszej wizycie u lekarza i deklaracji, że chce przerwać ciążę, musiała odczekać 7 dni. Przez ten czas miała się zastanowić, czy na pewno chce wykonać zabieg. W 2015 ta reguła została jednak usunięta, uznano, że ten zabieg jest normalnym zabiegiem medycznym i nie trzeba kobiety zmuszać do przemyślenia swojej decyzji. Przeprowadza się ją na dwa sposoby – do 5. tygodnia ciąży za pomocą pigułek, w przypadku późniejszej ciąży za pomocą zabiegu. Według statystyk we Francji rocznie przeprowadza się około 200 tysięcy aborcji (w 2013 wykonano 229 tys. zabiegów). Co ciekawe, tylko 11% kobiet decydujących się na zabieg to kobiety poniżej 20. roku życia. Największą grupę stanowią kobiety od 20. do 24. roku życia – ok. 28%. Według statystyk co czwarta ciąża we Francji jest usuwana.

Palenie we Francji jest w modzie. Jakiś obcokrajowiec kiedyś stwierdził, że papieros to element ubrania Francuza. Pali się wszędzie – na ulicy, przystankach. Mimo iż palenie jest zabronione w restauracjach, na południu Francji restauracje często są otwarte, a kelnerzy pozwalają palić klientom znajdującym się bliżej drzwi (przecież nikomu to nie przeszkadza, a dym i tak wejdzie do środka z tarasu restauracji, więc po co zabraniać). Często siedząc w grupie znajomych na tarasie restauracji, w czasie jedzenia francuski znajomy wyciąga papierosa i zaczyna palić bez pytania, czy komuś to będzie przeszkadzało. Osoba, która deklaruje, że przeszkadza jej dym papierosowy, jest postrzegana jako dziwak. Według statystyk co drugi Francuz w wieku 18-34 pali, a 27% Francuzów między 15. a 85. rokiem życia określa się nałogowym palaczem. Badania podają, że w wieku 14 lat Francuzi palą swojego pierwszego papierosa i od lat 16 zaczynają palić regularnie. Francuzi w wieku 12-25 lat spalają średnio 10 papierosów dziennie, osoby między 26. a 75. rokiem życia palą codziennie średnio 15 papierosów.

Magda

Sezon turystyczny uznajemy za otwarty!

Nadeszły długo wyczekiwane upały. Po przeciągającym się okresie deszczowym, który według mieszkańców był zadziwiającym wybrykiem natury niespotykanym od ostatnich 80 lat, nareszcie doczekaliśmy się słońca. Chcąc nacieszyć się pogodą, ruszyliśmy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zażywania kąpieli słonecznych i morskich.

Co należy wiedzieć o plażach na Lazurowym Wybrzeżu? Naturalnie wybrzeże na południu Francji jest skaliste lub kamieniste, dlatego nie ma wielu możliwości, by bezpiecznie wejść do wody. Specjalnie dla turystów władze miejskie przygotowały plaże publiczne, z których usunęły kamienie, wyrównały na nich brzeg, nasypały piasek oraz oznaczyły bojami strefę przeznaczoną do kąpieli, która jest strzeżona przez ratowników w czasie lata. Plaże jednak wyglądają zupełnie inaczej niż te na polskim wybrzeżu. W przeciwieństwie do nich te francuskie są wąskie, małe, często położone zaraz przy ruchliwej ulicy oraz torach kolejowych. Piasek niestety nie jest tak drobny jak w Polsce, na przykład w Nicei plaża jest bardzo kamienista, dlatego warto kupić specjalne buty do kąpieli i zabrać ze sobą karimatę, na której wygodniej będzie położyć ręcznik kąpielowy.

WybrzeżeMieszkańcy oraz turyści przyjeżdżający na Lazurowe zachowują się znacznie swobodniej niż w naszym kraju. Owszem, nie wolno robić na plaży grilla, przyprowadzać psów, pływać na skuterze wodnym w strefie dla kąpiących się, często jednak można spotkać panie opalające się topless (niekoniecznie w wieku, w którym przyjemnie by się je oglądało), ludzi z alkoholem (spożywanie alkoholu w miejscach publicznych we Francji nie jest zakazane) czy palących marihuanę (palenie marihuany jest nielegalne we Francji, jednak mimo tego Francja – według znalezionych przeze mnie niedawno statystyk – jest krajem europejskim, gdzie najwięcej się jej pali).

Turyści powinni wiedzieć, że słońce na Lazurowym jest ostrzejsze niż w Polsce. Często nie czuje się tego, jak bardzo grzeje. Nieraz słyszeliśmy o przypadkach, gdy do Polaków tu mieszkających przyjeżdżali latem znajomi, którzy na początku słuchali mądrych rad i przez cały pobyt używali olejków do opalania, jednak ostatniego dnia uznali, że są za mało opaleni, w związku z czym ostatniego dnia opalali się bez żadnej ochrony, przez co dostawali ostrego poparzenia skóry, a nawet udaru. Należy zatem zakupić olejek o najwyższym filtrze, a także ochronić głowę kapeluszem, a oczy okularami przeciwsłonecznymi, bowiem lekarze przestrzegają przed chorobami oczu. Niestety i my doznaliśmy skutków poparzenia. Bartek wybrał się na początku maja ze znajomymi na plażę w słoneczny, wiosenny dzień. Promienie słoneczne wydawały się jeszcze słabe. Skutki nierównego rozsmarowania na ciele olejku o niskim filtrze dały się odczuć już pod wieczór. Obyło się bez wielkich bąbli wypełnionych ropą, o których tak często słyszeliśmy, jednak Bartek miał na plecach przepiękną flagę Polski, a potem łuszczył się jak jaszczurka przez następne dwa tygodnie. Warto zatem wiedzieć, że najczęściej sprzedającym się lekiem w czasie lata we francuskich aptekach jest maść o nazwie Biafine na poparzenia skórne.

Woda w Morzu Śródziemnym jest bardziej słona niż w Bałtyku (w Morzu Śródziemnym zasolenie wynosi 33–39‰, w Bałtyku tylko 7‰). Na publicznych plażach postawiono zatem prysznice, w których można opłukać ciało po wyjściu z wody. Woda jest także bardziej spokojna, duże fale zdarzają się tu bardzo rzadko. Latem można pływać niemal jak w jeziorze. Jest to też idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Wielbiciele nurkowania nie spotkają jednak tu różnych gatunków ryb, przynajmniej nie w okolicach plaż publicznych. Aby podziwiać życie podwodne, należałoby znaleźć bardziej skalisty brzeg z dala od portu.

Całe wybrzeże przepełnione jest restauracjami, warto jednak wiedzieć, że aby zjeść coś naprawdę francuskiego, a więc dobrego i świeżego, lepiej znaleźć małą restaurację schowaną w bocznej, wąskiej uliczce. I nie należy bać się zamawiania plat du jour. Każda restauracja serwuje danie dnia, które sprzedaje się bardzo często, a więc mięso kupowane jest specjalnie na ten dzień w dużej ilości i na pewno nie jest rozmrażane.

Magda

Posiłek to przyjemność

Mimo że wielu znajomych Polaków mieszkających we Francji jest przekonania, że ten kraj byłby rajem, gdyby nie jego mieszkańcy, my staramy się odnajdować w nim to, co najlepsze. Muszę przyznać, że jeśli podjęlibyśmy decyzję o powrocie do Polski, najbardziej brakowałoby mi francuskiego sposobu spożywania posiłków.

Dla Francuzów spożywanie posiłków to nie tylko zaspokajanie podstawowych potrzeb człowieka, to prawdziwa celebracja. Obiad jest okazją do spotkania z rodziną, z przyjaciółmi, do dyskusji na tematy bieżące. W sklepach dostępnych jest mnóstwo gazet z przepisami kulinarnymi, w telewizji o każdej godzinie można obejrzeć program kulinarny, w każdej księgarni obowiązkowo wydziela się regały z książkami kulinarnymi. Wszyscy rozmawiają o gotowaniu, a mężczyźni nie wstydzą się przyznać, że lubią przebywać w kuchni i piec ciasta.

Każdy dzień w życiu Francuzów przebiega według tradycyjnego harmonogramu. Rano, przed pracą, jada się śniadania na słodko. Kupuje się zatem w najbliższej piekarni słodką bułkę, croissanty lub bagietkę, do tego wypija się sok pomarańczowy lub kawę espresso. Takie śniadanie pozwala pozyskać energię na początek dnia. Nie należy się dziwić tym, że w piekarni sprzedawczyni podaje pieczywo gołą ręką. Mało kto używa tu foliowych rękawiczek.

W czasie 7-godzinnego dnia pracy między godziną 11 a 14 (w zależności od miejsca pracy) wszyscy Francuzi mają przerwę na lunch. W zależności od wewnętrznych ustaleń firmy czasem jest to godzina, czasem nawet dwie, oczywiście nie wchodzą one w skład czasu pracy, jest to czas bezpłatny. Pracownicy mają przeważnie do dyspozycji kuchnię, lodówkę, mikrofalę oraz stolik. Francuzi jednak nie jadają kanapek. Albo przynoszą sobie wcześniej przygotowane w domu posiłki i podgrzewają, albo przygotowują coś na miejscu z zakupionych składników. Często firmy oferują jednak jako bonus dla swoich pracowników karnety do restauracji, a więc pokrywają koszty miesięcznych lunchów. Takie karnety można zrealizować w dowolnej restauracji nie tylko w porze lunchowej, ale także wieczorami, wybierając się z całą rodziną na obiad. Lunch jest posiłkiem „na słono”, sytym i przeważnie na ciepło. Po takim posiłku każdy pracownik ma energię na dalszą pracę.

Kolejną przerwą, przeważnie już wchodzącą w skład czasu pracy, jest przerwa kawowa. Wypija się wtedy kolejne małe espresso oraz je się coś na słodko, często tartę owocową, słodkie bułeczki lub małe czekoladowe cukierki doskonale komponujące się ze smakiem kawy. Należy jednak podkreślić, że nie jada się tu słodyczy w dużych ilościach, desery są tu raczej małe. Francuzi bardzo cenią sobie przerwy w pracy, podczas powolnego spożywania posiłków dyskutuje się z kolegami i koleżankami z pracy, w czasie słonecznego dnia koniecznie wychodzi się na taras, jeśli firma taki posiada. Jak już wcześniej wspominaliśmy, praca dla Francuzów ma być przyjemnością. Ponieważ nie ma dużych różnic w zarobkach między stanowiskami, wybiera się taką posadę, by robić to, co się lubi. Ale praca jest także okazją do spotkania się ze znajomymi.

Po powrocie do domu między 19 a 21 albo zabiera się rodzinę do restauracji, albo przygotowuje się obiad w domu. Jest to ostatni i najbardziej syty posiłek. Jeśli wieczorem gości się przyjaciół lub je się poza domem, posiłek przebiega według ustalonego, tradycyjnego schematu. Na początek jada się małe przystawki, często popijając kieliszkiem mocniejszego alkoholu. Jada się na przykład sałatkę, pieczywo z pasztetem czy też specjalnie przyrządzonego łososia. Po przystawkach podaje się danie główne, na przykład jagnięcinę czy kaczkę z ziemniakami w mundurkach. Jako że jada się wieczorem, danie nie jest zbyt duże, jednak ilości są tak dobrane, by nikt po takim obiedzie nie czuł się głodny. Do obiadu pija się wino dobrane specjalnie do rodzaju mięsa. Jeśli przystawki były mniejsze, po daniu głównym jada się sery, także popijając winem. Jest to doskonałe uzupełnienie i zakończenie posiłków spożywanych na słono. Na koniec zamawia się deser oraz kawę. Ponieważ nie wszystkim odpowiada picie przed snem kawy, we Francji często oferuje się kawę bezkofeinową. Może się wydawać, że obiad, który jest ostatnim posiłkiem, jest bardzo duży, jednak warto podkreślić, że idąc do restauracji, spożywa się go nawet w ciągu 3 godzin. Samo zaspokajanie głodu nie jest najważniejszym celem obiadu. Chodzi o to, by delektować się jedzeniem w miłym gronie.

Osobom, które zamierzają pojechać do Francji w celach turystycznych, warto przypomnieć, że w porze lunchowej (między 12 a 14) oraz obiadowej (po 18) nie należy wchodzić do restauracji, by zamówić tylko kawę z deserem lub piwo. Jest to czas przeznaczony na większe posiłki, a zatem kelnerowi na pewno nie spodoba się, że zajmujecie stolik, przy którym mógłby posadzić klientów, którzy więcej zapłacą za swoje danie. A jeśli ktoś jest zdania, że nie obchodzi go zdanie kelnera, z góry uprzedzamy, że francuscy kelnerzy potrafią być naprawdę kapryśni.

Magda