Francuski system nauczania bardziej elastyczny?

Francuski system nauczania – w przeciwieństwie do późniejszej kariery zawodowej – jest bardzo elastyczny. Już idąc do liceum, decydujemy, czy chcemy kształcić się dalej, czy nie. Otóż wychodząc z gimnazjum (college), mamy do wyboru liceum ogólnokształcące, po którym zdajemy maturę dającą wstęp na uniwersytet lub Grande école (maturę zdaje się w blokach do wyboru – można wybrać blok humanistyczny, ścisły), lub liceum profilowane, po którym zdaje się maturę profilowaną. Po takiej maturze można kontynuować studia zawodowe aż do poziomu magistra. Ponieważ w Polsce nie istnieje ten drugi system, wyjaśnię, na czym polega.

Na każdym etapie edukacji profilowanej – od liceum aż po stopień magistra – możliwe jest połączenie nauki jednocześnie z pracą w zawodzie. A zatem już w liceum profilowanym zajęcia w szkole odbywają się na przemian z pracą. Załóżmy, że chcę rozwijać się w zawodzie księgowej. Podpisuję specjalny kontrakt (tzw. contrat en alternancie) między mną, szkołą oraz moim pracodawcą, w tym przypadku biurem księgowym. W liceum mam przedmioty takie jak księgowość, podstawy zarządzania itp., przedmioty takie jak historia, geografia, biologia są albo zupełnie pomijane, albo jest niewiele godzin. Maturę (Bac pro) zdaję zaś z księgowości, a więc wszystkich powiązanych z tą dziedziną przedmiotów. Potem idę na 2-letni BTS z podstaw księgowości, znowu pracuję, zdobywając w tym samym czasie doświadczenie zawodowe. Przy czym jest mnóstwo różnych BTS do wyboru – np. przygotowujących do zawodów takich jak optyk, asystentka, sprzedawca, szlifierz itd. Po BTS można iść na roczny odpowiednik stopnia licencjata, także ukierunkowany. Dwa kolejne lata magisterki także są zaplanowane oddzielnie. Zatem studia profilowane dają dyplom oraz pozwalają zdobyć doświadczenie w jednakowym czasie. Warto podkreślić, że ten system wygląda nieco inaczej niż polskie studia zaoczne, w czasie których najczęściej pracuje się w ciągu tygodnia, a studiuje się w weekendy. Tutaj zajęcia w szkole odbywają się 2 dni w tygodniu, 3 dni chodzi się do pracy. Weekendy przeważnie pozostają wolne.

System edukacji wyższej we Francji jest w ogólności bardziej elastyczny niż w Polsce. Student ma dużą swobodę, jeśli chodzi o wybór kierunku. Nie jest on zmuszony przez pięć lat studiować jednego kierunku, na przykład informatyki, jak to było jeszcze do niedawna w Polsce, może on zacząć od 2 lat studiów z informatyki, pójść na roczne studia licencjackie ze stosunków międzynarodowych, pierwszy rok magisterki wybrać z ekonomii, a drugi z zarządzania zasobami ludzkimi. Dyplom 5-letnich studiów magisterskich nazywa się tu Master 2.

Warto wiedzieć, że na studiach ogólnych (nieprofilowanych) po pierwszym roku magisterki musimy przejść krótki staż, na drugim roku zajęcia odbywają się w czasie pierwszego semestru, w drugim semestrze najczęściej odbywa się sześciomiesięczne praktyki na pełen etat. Należy starannie wybrać firmę oraz stanowisko, ponieważ od tego zależy, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Ten staż wpisuje się do CV i jest to pierwsze doświadczenie istotne w naszej karierze. Warto dodać, że każdy staż trwający ponad 2 miesiące jest płatny, rząd wyznaczył minimalną stawkę miesięczną (w 2017 roku jest to 554,40 euro), firma oczywiście może płacić więcej. Spotkałam się z tym, że studentka informatyki dostawała w dużej międzynarodowej firmie koło 1500 euro netto.

Rząd francuski reguluje także maksymalną liczbę godzin w tygodniu, jaką może przepracować student. Student na studiach ogólnych we Francji ma prawo pracować w czasie roku akademickiego, lecz może to być kontrakt o pracę na maksymalnie 20 godzin w tygodniu.

Studia profilowane (uznawane za gorsze, lecz dające wiedzę ściśle przygotowującą do danego zawodu) są realizowane przez szkoły prywatne. Jednak jeśli odbywa się je w ramach wspomnianego wcześniej contrat en alternance – czyli pracuje się w tym samym czasie i pracodawca śledzi przebieg edukacji – są one darmowe dla studenta, opłaca je rząd, a student dostaje zależnie od wieku z góry wyznaczoną stawkę miesięczną. Jest to zawsze procent najniższej pensji krajowej. Student mający więcej niż 26 lat dostaje sto procent najniższej krajowej (SMIC).

W przypadku studiów ogólnych na uniwersytecie płaci się przeważnie jedynie kwotę za wpisowe, studia do 26. roku życia są za darmo.

Uznawane za najlepsze są jednak we Francji grandes écoles, czyli drogie, prywatne szkoły. Mówi się, że po grande école mamy gwarancję zatrudnienia, co w dzisiejszych warunkach nie jest niestety prawdą. Za rok studiów w takiej szkole płaci się od 10 do nawet 36 tysięcy euro, wielu Francuzów bierze zatem kredyty, by móc ukończyć taką szkołę. Bartka kolega obcokrajowiec opowiadał, jak kiedyś został zaproszony na przyjecie w gronie francuskim. Jedna osoba, przedstawiając się, powiedziała „Cześć, jestem Jean-Pierre, skończyłem szkołę X”. Wydaje się nieprawdopodobne, jak na prywatnym przyjęciu w gronie znajomych można przedstawiać się, prezentując swoje CV, ale ta historia jest potwierdzeniem, jak ważną rolę pełni dla Francuzów ukończenie zdobycie dyplomów z najlepszych szkół.

Dodam, że dyplomy są we Francji bardzo ważne – nawet nie wyniki w nauce, ale sam fakt posiadania dyplomu na danym poziomie. Już w gimnazjum każdy uczeń przechodzi przez serie testów badających jego zdolności w danych dziedzinach, robi testy psychologiczne, których wyniki mówią mu, w jakiej dziedzinie jest najzdolniejszy, i od tych wyników zależy, gdzie jest później kierowany. Zatem może się okazać, że z testu wyniknie, że powinnam zostać dziennikarzem, i nawet gdy nie lubię tego zawodu i wiem, iż nie ma wiele pracy w tym zawodzie, psychologowie szkolni będą naciskać, bym wybrała tę ścieżkę kariery. Już w gimnazjum uczniowie przygotowują swoje projets professionnels, czyli planują karierę. Idąc do urzędu pracy, ubiegając się o wstęp na uczelnie, musimy konkretnie określić, jaki jest nasz projet professionnel. Aby dostać się na uczelnię, po przedstawieniu wszystkich potrzebnych dokumentów musimy przejść rozmowę kwalifikacyjną, na której pytani będziemy o to, co planujemy robić w przyszłości i dlaczego wybraliśmy ten kierunek. Nie dostaniemy się na uczelnię, jeśli ten plan kariery nie koresponduje z profilem studiów. Mniej za to liczą się wyniki z poprzednich szkół. Ta fiksacja na punkcie planowania kariery powoduje wiele absurdów. Moja koleżanka z pracy opowiadała mi, że aby zapisać swojego 2-letniego syna do żłobka, musiała napisać w jego imieniu list motywacyjny.

O ile system szkolnictwa wyższego daje pewną dobrowolność w wyborze różnych kierunków, sama mentalność Francuzów ogranicza ich otwartość na zmiany. Po ukończeniu studiów mamy kilka ściśle określonych zawodów, jakie możemy wykonywać. Każdy zawód ma we Francji swój numerek i opis. W opisie każdego zawodu znajdziemy szczegóły mówiące o tym, jaki kierunek i poziom studiów powinniśmy ukończyć, by go wykonywać, ile możemy zarabiać po ilu latach. Kończąc we Francji studia humanistyczne, nie otrzymamy pracy w biurze turystycznym. Dyplom jest wyznacznikiem tego, czym będziemy się zajmować w przyszłości. Zatem we Francji brak jest elastyczności w dostosowywaniu się do warunków panujących na rynku pracy. Chcąc zmienić zawód, należy powtórzyć ostatnie lata studiów, czyli formalnie się przekwalifikować.

W mentalności większości Francuzów nie do pojęcia jest, by wykonywać zawód, którego nauczyliśmy się sami. A więc w firmie informatycznej raczej nie zatrudni się osoba, która nauczyła się programować w czasie wolnym, ponieważ nie ma poświadczenia w postaci dyplomu. Jeśli ktoś nie ukończył studiów fotograficznych lub innych z dziedziny sztuki, bardzo trudno będzie mu zostać profesjonalnym fotografem. Pod tym względem Polacy są bardziej otwarci niż Francuzi.

Taki brak elastyczności wpływa na zwiększenie liczby osób bezrobotnych. Mentalność dużej części Francuzów każe im wykonywać całe życie jeden zawód, do którego się przyuczyli.

Wydaje mi się także, że Francuzi często mają trudność w odnalezieniu się w nowych sytuacjach. Można odnieść wrażenie, że nie potrafią „kombinować”. W czasie zeszłorocznych matur w mediach huczało o proteście francuskich maturzystów, którzy masowo podpisywali internetową petycję, by wycofano jedno pytanie, które wydawało im się za trudne. Chodzi o zadanie maturalne z angielskiego, gdzie uczniowie na podstawie przeczytanego tekstu mieli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób bohaterowie poradzili sobie z napotkaną sytuacją. W pytaniu wystąpiło słówko „to cope” i duża część maturzystów uczniów rozłożyła ręce, ponieważ nie znała znaczenia tego słowa. Wydaje się, że jego znaczenie można było wywnioskować z kontekstu („What are three of his concerns about the situation ?”, „How is Turner coping with the situation ?”). No właśnie, wydaje się…

Magda

Czego nie dowiesz się o Francji z przewodników turystycznych

Przygotowując wycieczkę do Francji, czytamy przewodniki, różnego rodzaju poradniki, słyszymy o stereotypach, w które trudno nam uwierzyć. Czego możemy się spodziewać, przyjeżdżając do Francji?

Francja to kraj, w którym kuchnia jest jednym z najpowszechniejszych tematów poruszanych w rozmowach w grupie znajomych, w rodzinie, z nowo napotkaną osobą. Nigdy wcześniej nie widziałam dwóch mężczyzn dyskutujących z takim zafascynowaniem o zjedzonym wczoraj obiedzie, o nowo powstałej restauracji, o tym, jak przyrządzają zapiekankę. Francuzi są mistrzami w nazywaniu potraw. Patrząc na kartę dań w restauracji, obcokrajowcy często muszą dopytywać, co kryje się za nazwami potraw. Jedynie Francuzi potrafią je rozszyfrować. Do dziś pamiętam sytuację, gdy pokusiłam się o wybór przypiekanej na złoto drożdżówki polanej obfitą porcją rozpływającego się w ustach słonego karmelu w towarzystwie wyśmienitych lodów waniliowych. Jakaż byłam rozczarowana, widząc na talerzu suchara polanego karmelem z jedną smutną gałką lodów.

Idąc do restauracji, należy pamiętać, że nie obowiązuje tu reguła „klient nasz pan”. We francuskich restauracjach to kelner jest gwiazdą. Wchodząc do restauracji, należy cierpliwie poczekać, aż podejdzie do nas kelner, który sam wyznaczy, gdzie mamy usiąść. Chcąc go wezwać ponownie do stolika, należy nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Zatem zakaz cmokania, pstrykania palcami czy krzyczenia. Jeśli kelner przyjdzie, by przyjąć zamówienie, a my nie będziemy jeszcze przygotowani, możemy liczyć na to, że będzie nas za karę ignorował przez kilkanaście następnych minut. O ile we Francji mamy prawo poprosić o darmowa wodę do picia z kranu, w niektórych restauracjach możemy zostać okrzyczani za niezamawianie wina czy innych napojów, ponieważ to na nich najwięcej zarabia restauracja. Raz wybraliśmy się do restauracji, która nie uchodzi za najtańszą. Do posiłku zamówiliśmy więc wodę z kranu, która we Francji nadaje się do picia. Ile się nasłuchaliśmy sfrustrowanej kelnerki, a zarazem właścicielki, która nie omieszkała nam wspomnieć, ile musi płacić za wynajem lokalu i o ile podniósł podatki obecny prezydent.

Co dalej z tą tradycją dobrego jedzenia? Francuzi znacznie częściej jadają w restauracjach niż Polacy. Duże firmy dają często pracownikom jako dodatek do pensji talony na jedzenie. Można nimi płacić w sklepach za żywność oraz w większości restauracji. Jednak zaskoczona byłam, że przy takiej tradycji kulinarnej wielu Francuzów żywi się fast foodami lub gotowymi daniami do podgrzania. Furorę we Francji robią gotowe dania z firmy Picard (coś jak Hortex, lecz robią nie tylko mrożonki, ale gotowe spaghetti oraz różne dania mięsno-ryżowe lub makaronowe). Co najciekawsze, plotkując z koleżankami z pracy, usłyszałam, że obgadywana osoba jest zapewne gruba dlatego, iż często chodzi do restauracji. Ale jak, chwileczkę – przecież można chodzić do restauracji i jeść z umiarem, wybierać zdrowe posiłki. Jednak przyglądając się temu, jak Francuzi jedzą w restauracjach (szczególnie wieczorami), nieco bardziej rozumiem: przystawki, danie główne, obowiązkowy deser.

Francuzi uważają się za wielkich smakoszy kawy. Tradycyjna francuska kawa to espresso, dlatego prosząc o kawę i nie określając jej rodzaju, otrzymamy małą czarną. Jednak Francuzi nie mają pojęcia o tym, jak prawidłowo ją przyrządzić. W kawiarniach stoją wielkie profesjonalne maszyny, jednak nikt nie wie, jak się je powinno obsługiwać. Co więcej, Francuzi są przeświadczeni, że to, co piją, jest najprawdziwszą, dobrą kawą. Może dlatego nawet espresso słodzą dwiema saszetkami cukru, bo inaczej jest niepijalna?

No właśnie, Francuzi spożywają bardzo duże ilości cukru. Na śniadanie pain au chocolat, croissant z dżemem, do lunchu deser, o 16 do kawy deser, na wieczór po obiedzie deser. Długo szukałam w sklepie muesli, które nie byłyby słodzone. Znalazłam je jedynie w dziale bio, lecz zawsze trzeba patrzeć dokładnie na skład, bo i tam są produkty, które bio są tylko z nazwy.

Pracując we Francji, należy uważać na to, co się mówi. Pod żadnym pozorem nie należy krytykować pracy kolegi, mimo że nie robi nic, robi coś źle, narażając na szwank wizerunek lub finanse firmy, albo mógłby robić coś lepiej. Nasz polski kolega na okresie próbnym w firmie informatycznej powiedział na głos, wyrażając swoje oburzenie błędami w programie, że to oprogramowanie chyba robiła osoba, która totalnie się na tym nie znała. Jeszcze tego samego dnia został wezwany na dywanik za szerzenie nienawiści i za psucie atmosfery w pracy, po czym przedłużono mu okres próbny o kolejne trzy miesiące. Koleżanka Angielka miała dosyć stosowanego w pracy mobbingu, na który wszyscy narzekali. Psychicznie nie wytrzymała tego, że szef zmuszał pracowników do darmowej pracy wieczorami, weekendami, a jak się sprzeciwiali, to na nich krzyczał. Gdy odważyła się powiedzieć, że atmosfera w firmie jest beznadziejna i z tego powodu się zwalnia, bo przez ponad rok nie miała ani chwili na życie rodzinne, zrobiono z niej psychicznie chorą, a żaden francuski kolega jej nie poparł, udając, że nie wie, o co jej chodzi. Koleżanka Polka była na stażu w pewnej firmie. Musiała jednego dnia iść na uczelnię, by skontaktować się ze swoim promotorem, więc podała prawdziwy powód swojej nieobecności. Po powrocie została wezwana do dyrektora i zwyzywano ją za niepoważnie traktowanie stażu. Jej kolega zaś nie poniósł żadnych konsekwencji, kłamiąc, że nie było go w pracy, ponieważ miał grypę żołądkową. Inna koleżanka Polka pracuje w dużej firmie amerykańskiej. Jej manager powiedział jej wprost, że jeśli chce awansować, powinna przestać mówić ludziom wprost, co o nich myśli. Przykleiła sobie zatem karteczkę na monitor ze słowami „Uśmiechaj się i milcz”.

Należy także pamiętać, że Francuzi uwielbiają plotki. Powszechne jest obgadywanie się nawzajem w pracy. W Polsce gdy nie lubię Kasi, obgaduję ją z moją najlepszą koleżanką Zosią. We Francji zaś Kasię obgaduję z Zosią, a Zosię obgaduję z Kasią. Zapewne też Zosia i Kasia obgadują mnie za moimi plecami. Jeśli nie zaangażuję się w obgadywanie, będę postrzegana jak odludek i koledzy z pracy będą rozmawiali ze mną jedynie o sprawach niezbędnych do zrealizowania projektu.

Stereotyp o Francuzach, którzy ciągle strajkują, jest zupełnie prawdziwy. Strajk obsługi pociągów jest wpisany w ich zawód. Chcąc jechać pociągiem na rozmowę o pracę lub na egzamin, należy się dzień wcześniej upewnić, że nie są przewidywane strajki na następny dzień. Strajki organizowane są średnio 6 do 10 razy w roku i czasem trwają nawet ponad tydzień. Powodem strajku jest albo żądanie podwyżki, albo sprzeciw wobec chęci wprowadzenia na rynek konkurencji. W czerwcu zeszłego roku zorganizowano we Francji strajk taksówkarzy, którzy blokowali dojazdy do lotnisk w całym kraju. Protestowali przeciwko działaniu firmy Uber. Podpalali i dziurawili opony pracowników Ubera, przewracali samochody, a policja nic z tym nie robiła. Wiele lotów zostało odwołanych z powodu zablokowania obsługi samolotów przed wejściem na lotniska. Taksówkarze blokowali nawet samochody dowożące na lotnisko niepełnosprawnych biorąc je za samochody Ubera. Widzimy zatem, jak wielką rolę we Francji odgrywają związki zawodowe. Firma obsługująca koleje państwowe, taksówkarze, autobusy stanowią monopol na rynku. Przez to ich usługi drożeją i często tracą na jakości. Widząc zagrożenie w postaci nadchodzącej konkurencji, skostniałe firmy strajkują, a rząd posłusznie spełnia ich prośby, nie doprowadzając do zmiany status quo.

Francuzi rozdzielają dwie sprawy, jakimi jest miłość i życie seksualne. Posiadanie kochanki jest faktem zupełnie akceptowalnym przez społeczeństwo. Co więcej, w niektórych grupach społecznych jest to całkiem modne, prestiżowe. W małej firmie, dla której pracowałam, każdy z 3 współpracowników miał kochankę. Nie przeszkadzało tym mężczyznom, że znaliśmy ich żony i dziewczyny, a potem widzieliśmy z kochankami. Koleżanka Francuzka opowiadała mi także, że na imprezy w gronie znajomych jej kolega raz przychodzi z żoną, raz z kochanką. Gdy pytałam o jej reakcję, stwierdziła, że zupełnie jej to nie przeszkadza.

We Francji korzysta się często z klubów swingersów, które nazywane są club libertin/ échangiste. Ich istnienie nie jest tematem tabu, korzystanie chyba również nie. Po raz pierwszy usłyszałam o ich popularności w szkole od naszej nauczycielki, która opowiadała o tym fenomenie z taką swobodą, z jaką opowiada się o wyjściu do kina. Co ciekawe, wyszukując takich klubów w Google, można zobaczyć ocenę oraz opinie sygnowane imieniem i nazwiskiem bywalca.

club_libertin

Francuzki są zaprzeczeniem Matek-Polek. Nie są to kobiety, które poświęcają swoje życie dla męża czy dziecka. Jeśli nie czują się dobrze w małżeństwie, rozstają się, nie patrząc, jak to wpłynie na dziecko. Wśród moich znajomych niewiele osób ma rodziców, którzy żyją ze sobą. W pracy wielu ludzi już było dawno po ślubie, dzieciach i rozwodzie. Bardzo popularny jest termin famille recomposée. Określa on nową rodzinę stworzoną z pani, pana oraz dzieci z poprzednich związków. Mimo tego, że po rozwodzie byli małżonkowie muszą się ze sobą kontaktować w sprawie ich wspólnego dziecka, bardzo modne jest mówienie bardzo źle o byłym partnerze. W dobrym tonie jest obrażanie go na portalach społecznościowych lub w gronie znajomych. Można wtedy liczyć na wsparcie od znajomych, którzy często też już przeszli rozwody.

Aborcja we Francji jest dozwolona wtedy, kiedy kobieta ma na nią ochotę. Jest refundowana ze środków państwa. Może jej dokonać każda kobieta, która przyjedzie do Francji, w każdym wieku. Dziewczyna nieletnia nie musi mieć pozwolenia na zabieg od rodziców, co więcej, rodzice nie są o nim informowani. Aborcja we Francji nie jest tabu. Powagę tego zabiegu w mentalności Francuzek można porównać do leczenia dziury w zębie. Nie jest na pewno czymś, czego Francuzki by się wstydziły. Poczułam pewne zakłopotanie, kiedy po raz pierwszy koleżanka z dużą swobodą opowiadała mi, jak jej mama w młodości dokonała aborcji. Innym razem koleżanka w pracy na forum powiedziała, że gdyby teraz, mając już dwoje dzieci, zaszła w ciążę, na pewno by usunęła, bo nie chce jej się znowu wracać do pieluch. Kiedyś rozmawiałam w pracy z inną koleżanką, opowiadałam jej sytuację mojej koleżanki (nie-Francuzki), która dowiedziała się, że jest w ciąży, jednak ponieważ poziom hormonów był bardzo wysoki jak na początek ciąży, ginekolog zasugerował, że to albo ciąża bliźniacza, albo koleżanka jest w trzecim miesiącu. Moja koleżanka z pracy bardzo zmartwiła się sytuacją ciężarnej, mówiąc: „Ojej, skoro to trzeci miesiąc, to już za późno, żeby usunąć!”. Aby zbagatelizować wagę zabiegu, słowo aborcja – avortement zostało zastąpione skrótem IVG (interruption volontaire de grossesse – dobrowolne zatrzymanie ciąży). Aborcja jest legalna we Francji od 1975 roku. Można jej dokonać do 12. tygodnia ciąży. Wcześniej kobieta po pierwszej wizycie u lekarza i deklaracji, że chce przerwać ciążę, musiała odczekać 7 dni. Przez ten czas miała się zastanowić, czy na pewno chce wykonać zabieg. W 2015 ta reguła została jednak usunięta, uznano, że ten zabieg jest normalnym zabiegiem medycznym i nie trzeba kobiety zmuszać do przemyślenia swojej decyzji. Przeprowadza się ją na dwa sposoby – do 5. tygodnia ciąży za pomocą pigułek, w przypadku późniejszej ciąży za pomocą zabiegu. Według statystyk we Francji rocznie przeprowadza się około 200 tysięcy aborcji (w 2013 wykonano 229 tys. zabiegów). Co ciekawe, tylko 11% kobiet decydujących się na zabieg to kobiety poniżej 20. roku życia. Największą grupę stanowią kobiety od 20. do 24. roku życia – ok. 28%. Według statystyk co czwarta ciąża we Francji jest usuwana.

Palenie we Francji jest w modzie. Jakiś obcokrajowiec kiedyś stwierdził, że papieros to element ubrania Francuza. Pali się wszędzie – na ulicy, przystankach. Mimo iż palenie jest zabronione w restauracjach, na południu Francji restauracje często są otwarte, a kelnerzy pozwalają palić klientom znajdującym się bliżej drzwi (przecież nikomu to nie przeszkadza, a dym i tak wejdzie do środka z tarasu restauracji, więc po co zabraniać). Często siedząc w grupie znajomych na tarasie restauracji, w czasie jedzenia francuski znajomy wyciąga papierosa i zaczyna palić bez pytania, czy komuś to będzie przeszkadzało. Osoba, która deklaruje, że przeszkadza jej dym papierosowy, jest postrzegana jako dziwak. Według statystyk co drugi Francuz w wieku 18-34 pali, a 27% Francuzów między 15. a 85. rokiem życia określa się nałogowym palaczem. Badania podają, że w wieku 14 lat Francuzi palą swojego pierwszego papierosa i od lat 16 zaczynają palić regularnie. Francuzi w wieku 12-25 lat spalają średnio 10 papierosów dziennie, osoby między 26. a 75. rokiem życia palą codziennie średnio 15 papierosów.

Magda

Przywileje pracownicze

Poprzedni post opisywał system zatrudnienia we Francji, tym razem trochę więcej o dodatkach i przywilejach pracowniczych.

Zakładając we Francji firmę, trzeba wybrać jej typ spośród co najmniej kilkudziesięciu możliwych. Typ zależy od skomplikowania jej struktury oraz księgowości, od wysokości kapitału, liczby osób wchodzących w spółkę oraz od stopnia odpowiedzialności majątkowej.

Osoby, które nie chcą założyć swojego biznesu, mają możliwość zatrudnić się albo w instytucjach państwowych, otrzymując status funkcjonariusza, albo w prywatnych firmach. Aby zostać funkcjonariuszem (chodzi o wszystkie zawody regulowane takie jak nauczyciel, urzędnik, policjant), należy posiadać obywatelstwo francuskie (w większości przypadków), dysponować wymaganym wcześniej zdefiniowanym dyplomem oraz zdać konkurs państwowy, do którego można się przygotować na specjalnym kursie. Status funkcjonariusza gwarantuje stały awans co kilka lat, dożywotnią gwarancję zatrudnienia (funkcjonariusz, który popełnił jakiś błąd, nie zostaje zwolniony, a jedynie przeniesiony do innej miejscowości), możliwość pójścia na urlop na poratowanie zdrowia nawet na 10 lat z gwarancją powrotu na to samo stanowisko, otrzymywanie trzynastki i lekką, bezstresową pracę. Wysokość przyszłej emerytury wynosi sto procent ostatniej otrzymanej w karierze pensji (pensja w trakcie kariery rośnie, a na koniec dostaje się premię za dobrą pracę). Funkcjonariusz może także wcześniej przejść na emeryturę. Wszystkie te zalety czynią tę ścieżkę kariery bardzo popularnym wyborem wśród młodych Francuzów.

W prywatnych firmach często także ma się wiele przywilejów. Oprócz prawa pracy, które bardzo dobrze chroni pracownika, większość firm przynależy do sektorów, które dysponują tak zwanymi conventions collectives, czyli układamy zbiorowymi wynegocjowanymi przez związki zawodowe reprezentujące dany zawód. Takie umowy obowiązują pracodawców danego sektora i nadają dodatkowe przywileje dla pracowników. Czyli na przykład jeśli według prawa pracy pracownik dysponuje dwoma dniami urlopu okolicznościowego z powodu śmierci rodzica, jego convention collective może nadawać dodatkowe dwa dni. Convention collective może też definiować minimalną pensję dla każdego stanowiska, określać minimalne podwyżki w zależności od stanowiska i stażu pracy, a także nakazywać wypłacanie trzynastej pensji. Tak więc te umowy rozszerzają zakres praw i przywilejów pracowniczych.

Zwłaszcza praca w dużej firmie przynosi wiele korzyści. Sprawami pracowniczymi zajmuje się dział CE (comité d’entreprise), który gromadzi pieniądze ze składek obowiązkowych odprowadzanych przez pracodawcę. Dzięki tym składkom pracownikom proponowane są (w zależności od organizacji firmy) wyjazdy integracyjne, firmowe domki w górach, miejsca w żłobkach, zniżki na siłownię, do kina, na różne atrakcje turystyczne w regionie itp. Poza tym pracodawcy oferują za częściową dopłatą tzw. ticket restaurant, czyli czeki, którymi można płacić w restauracjach za lunch, mutuelle, czyli prywatne ubezpieczenie zdrowotne, które pokrywa wizytę u lekarzy, za badania lekarskie, za podwyższony standard w szpitalach czy za okulary. Okazjonalnie wydawane są także chèque-vacances, czyli bony na święta czy wakacje. Jeśli spółka jest notowana na giełdzie, pracodawca zobligowany jest do przeznaczenia części kwoty wypłacanej dywidendy na coroczny bonus dla pracowników.

Należy jednak pamiętać, że z miesięcznej pensji brutto odliczane są przez pracodawcę jedynie składki zdrowotne i emerytalne, podatek dochodowy trzeba opłacać samemu. Żeby nie być zaskoczonym po przeprowadzce do Francji, warto odłożyć sobie pieniądze na podatek, który za pierwszy rok zapłacić będzie trzeba w jednej składce. W następnych latach urząd pobiera zaliczkę na podstawie roku poprzedniego w trzech ratach co kwartał lub miesięcznie, w zależności od naszych preferencji. Z pensji należy także odłożyć sumę na opłacenie podatku mieszkaniowego oraz telewizyjnego. Płaci się je raz w roku, mieszkaniowy jest równy mniej więcej kwocie czynszu, telewizyjny w zeszłym roku wynosił 133 euro.

Magda

Zostałes zwolniony? Spokojnie, masz chômage

Każdy Francuz wie, jak dobrze jego państwo opiekuje się swoimi mieszkańcami. Tak, mieszkańcami, nie tylko obywatelami. Wystarczy dobrze znać system, by otworzyć sobie prawa do źródełka zwanego pomocą socjalną. We Francji istnieje co najmniej kilkanaście typów pomocy społecznej i korzystanie z jednego nie wyklucza możliwości pobierania drugiego, wręcz przeciwnie.

Francuzi są w pracy bardzo wyluzowani. Szczytem marzeń każdego pracownika jest otrzymanie umowy na czas nieokreślony. A dlaczego? Ponieważ taki pracownik jest niezwalnialny. W jakim sensie? Pracownik we Francji jest bardzo dobrze chroniony przez prawo pracy. Francuski kodeks pracy jest trzykrotnie grubszy od polskiego. Zwolnienie pracownika wiąże się w większości przypadków z rozprawą w sądzie. Sąd pracy stoi zaś przeważnie po stronie pracownika.

Jak można wypowiedzieć umowę o pracę we Francji? Umowę na czas określony można rozwiązać za porozumieniem stron lub z winy pracownika (powód musi być jednak dobrze uzasadniony). Sam pracownik nie może się zwolnić przed końcem upływu umowy, w przeciwnym razie może zostać poproszony o wypłatę odszkodowania swojemu pracodawcy. Umowę na czas nieokreślony można rozwiązać za porozumieniem stron (jeśli to pracodawca na to naciska, można wynegocjować odszkodowanie w wysokości kilkumiesięcznej wypłaty), z winy pracownika, przy czym istnieją trzy stopnie przewinienia – lekki, gdy pracownik jest niekompetentny, stale popełnia błędy (co bardzo trudno udowodnić przed sądem), średni, gdy pracownik popełni jakieś wykroczenie, na przykład nie stawi się w pracy, oraz ciężki, gdy pracownik ukradnie sprzęt firmowy, umyślnie zdemoluje biuro, przezwie swojego pracodawcę lub narazi firmę na szwank. Firma może także przeprowadzić zwolnienia grupowe, lecz przedtem musi udowodnić przed sądem swoje problemy finansowe i to sąd decyduje o zwolnieniach. Pracownik może także zwolnić się sam, ale Francuzi są uczeni już w szkole, że nie należy tego robić. Dlaczego? Ponieważ jedynie wtedy, gdy pracownik zwalnia się sam, nie ma prawa do pobierania zasiłku dla bezrobotnych. Tak, we Francji, jeśli nie podoba nam się praca, lepiej jest obrazić szefa, zdemolować firmę lub porzucić stanowisko pracy, niż się zwolnić samemu.

Idąc zatem do urzędu pracy, należy przedstawić wszystkie dokumenty świadczące o zakończeniu pracy, aby dostać zasiłek dla bezrobotnych. Należy się on tym, którzy przepracowali co najmniej 6 misięcy. Zasiłek można pobierać aż przez dwa lata, jeśli staż pracy wynosi minimum dwa lata. Jednak wraz z upływem czasu kwota pobieranego zasiłku maleje. A więc we Francji można przeżyć, dwa lata pracując, dwa lata będąc na bezrobociu. I tak w kółko.

Procedura zwolnienia pracownika też jest bardziej skomplikowana niż w Polsce. Pracodawca musi najpierw wysłać list polecony do pracownika, wyjaśniając swój zamiar zwolnienia, na którym wyjaśni swoje motywacje. Pracownik ma prawo przyjść na spotkanie z wybranym kompetentnym w tej dziedzinie konsultantem. Może także się bronić, podając swoje argumenty. Jeśli pracodawca podtrzymuje swój zamiar, zwolnienie musi wysłać ponownie listem poleconym, przedstawiając na piśmie motyw zwolnienia. Jeśli któryś z tych elementów zostanie pominięty, pracodawca w sądzie pracy zostanie skazany na zapłatę odszkodowania na rzecz pracownika.

Ciekawe jest to, że we Francji pracodawca może zwolnić swojego pracownika przebywającego zbyt długo na urlopie zdrowotnym. Nie musi czekać zatem na jego powrót do pracy. Musi jedynie udowodnić, że przeciągająca się jego nieobecność wpływa negatywnie na działanie firmy. Trudno zatem przeprowadzić taką procedurę w korporacji, gdzie pracownik jest łatwo zastępowalny przez swoich kolegów. Oczywiście kobieta w ciąży jest chroniona, jeśli tylko wypełni odpowiednią deklarację i prześle ją do 3. miesiąca ciąży do francuskiego ZUS-u. Warto wspomnieć przy okazji, że kobieta w ciąży ma prawo jedynie do 16 tygodni urlopu macierzyńskiego – 6 tygodni do wykorzystania przed narodzinami dziecka, 10 tygodni po narodzinach. Może pójść potem na bezpłatny urlop trwający do dwóch lat, który daje jej gwarancję powrotu do pracy. Interesujący jest także przypadek osoby, która albo z powodu wypadku przy pracy, albo z powodu innej choroby nie może dalej pełnić danego stanowiska (np. siedzieć długo przy biurku, nosić ciężkich rzeczy). Lekarz medycyny pracy stwierdza jego brak zdolności do pracy na danym stanowisku i wydaje odpowiednie zaświadczenie. Pracodawca w pierwszej kolejności musi przeprowadzić procedurę reclassement, czyli szuka w firmie innego stanowiska, na które nadawałby się pracownik. Jeśli takiego nie znajduje, może go zwolnić, zachowując oczywiście całą procedurę.

W przypadku chęci usunięcia stanowiska z powodów ekonomicznych pracodawca musi przeprowadzić szczegółową analizę i dobrać kryteria, według których przeprowadzi zwolnienie. Nie może po prostu zwolnić najmniej efektywnych pracowników lub tych, którzy pod jakimś względem nie sprawdzają się w pracy. Kryteria muszą być obiektywne. Nie można zwolnić pracownika z najdłuższym stażem, tego, który ma rodzinę na utrzymaniu, tego, który ma ciężką sytuację finansową lub ma wyższe od innych wykształcenie, nawet jeśli w pracy się obija.

Taki system daje oczywiście pracownikowi poczucie bezpieczeństwa, ale stwarza też pole do nadużyć. Pracownik ma mniejszą motywację do pracy, nie ma poczucia, że musi być dobry w tym, co robi, bo i tak nie zostanie zwolniony. Doprowadza to też do takich sytuacji, że pracownik, jeśli nie dogaduje się z szefem lub nie podoba mu się praca, nie szuka innej, zwalniając się, lecz idzie na urlop z powodu depresji i wypalenia zawodowego i czeka, aż zostanie zwolniony, dostając potem odszkodowanie oraz pieniądze z urzędu pracy. Nie muszę chyba wyjaśniać, jak firmy muszą się nagłówkować, by zgodnie z prawem pozbyć się pracownika, który nic nie robi. Każde zaś nadużycie ze strony pracownika może doprowadzić małą firmę do ogromnych problemów finansowych.

Samo pojmowanie przez Francuzów otrzymywania chômage, czyli zasiłku dla bezrobotnych, jest niezwykle ciekawe. Pobieranie zasiłku określa się czasownikiem gagner, a więc tym samym, co zarabiać w pracy. Zatem dla Francuzów nie jest niczym wstydliwym korzystać z pomocy systemu. Co więcej, wielu z nich specjalnie prowokuje zwolnienie, by mieć pieniądze na podróże. Spotkaliśmy wielu Francuzów na chômage w Malezji czy Singapurze. Jak to możliwe? Ponieważ we francuskim urzędzie pracy nie trzeba stawiać się osobiście, wystarczy potwierdzić przez stronę internetową raz na miesiąc, że nadal poszukuje się pracy. Urząd pracy podobno teraz sprawdza, z jakiego miejsca loguje się bezrobotny, ale jakim problemem jest poproszenie znajomego przebywającego we Francji, aby wypełnił za niego formularz?

Należałoby także dodać, że kwota zasiłku dla bezrobotnych nie jest stała dla każdego bezrobotnego. Zależy ona od wysokości jego ostatnich zarobków. Przez pierwszych kilka miesięcy wynosi 80 procent pensji, potem maleje o kilkanaście procent. Dowiedziałam się ostatnio, że niektórzy koszykarze we Francji pracują jedynie 8 miesięcy w roku, zarabiając przy tym około 10 tysięcy euro. Przez 4 kolejne miesiące idą na bezrobocie, dostając 8 tysięcy euro od państwa, czyli z podatków obywateli. Następnie na nowo są zatrudniani w klubie.

Jeśli już mowa o nadużyciach, to warto wspomnieć, że wiele osób przebywających na bezrobociu i pobierających zasiłek we Francji pracuje na czarno. Jest to ostatnio gorąco dyskutowany w sejmie temat. A więc dostają pieniądze z państwa, a drugą pensję dorabiają sobie, wykonując jakieś proste czynności.

Za taki system bezpieczeństwa trzeba jednak sporo zapłacić. Z tego powodu wraz z cały czas rosnącym bezrobociem (bo kto byłby zmotywowany do pracy, jeśli można dostawać pieniądze za siedzenie w domu) wzrastają podatki i składki socjalne. Kto na tym ucierpi? Oczywiście zwykły Dupont (odpowiednik Kowalskiego po francusku), który pracuje uczciwie przez całe życie. Ciekawym jest, że o ile dla starszego pokolenia Francuzów niewyobrażalnym jest korzystanie z państwowej pomocy, jeśli nie jest to nieuniknione, młode pokolenie twierdzi, że skoro Pôle Emploi (urząd pracy) oferuje pracę za najniższą krajową, nie warto w ogóle jej podejmować, skoro zasiłek wynosi tyle samo. Po co więc się wysilać i iść do pracy za takie pieniądze, gdy kasa za darmo wpływa na konto.

Magda

Praca w branży IT na Lazurowym Wybrzeżu.

W komentarzach i prywatnych wiadomościach zdecydowanie nie zgodziliście się z ostatnim wpisem Magdy. Osobiście nie rozumiem tak pozytywnego podejścia dużej części polskiego społeczeństwa do francuskiego rozdawnictwa. Kraj na dłuższą metę nigdy nie może w ten sposób funkcjonować, czego efekty widać w spadającym do rekordowo niskiego poziomu poparciu dla prezydenta Hollande’a – ludzie stracili złudzenia, że dobrobyt można budować zasiłkami dla bezrobotnych. Powtarzamy to wielokrotnie – we Francji wcale nie jest tak dobrze, zaś w Polsce wcale nie jest tak źle. Ale nie o tym ma być ten wpis.

Jako że otrzymywaliśmy już wiadomości od czytelników zainteresowanych przeprowadzką i pracą na Lazurowym Wybrzeżu oraz korzystając z faktu, że mam już pewne doświadczenie w szukaniu pracy na miejscu (właśnie kończy mi się okres wypowiedzenia i za moment rozpoczyna się nowy kontrakt) postanowiłem opisać aktualny stan rynku pracy w branży IT oraz dać kilka porad i wskazać pułapki, na które należy uważać.

Sophia Antipolis to technopolia założona w środku śródziemnomorskiego lasu dokładnie pomiędzy miastami Biot, Valbonne i Mougins. Często reklamuje się sloganem “Europejska Dolina Krzemowa”, co według mnie jest określeniem przesadzonym z jednego zasadniczego powodu – brak tu ogromnej liczby start-upów oraz intensywnej pracy nad nowymi pomysłami z dziedziny nowych technologii. Większość pracodawców to albo główne siedziby dużych, francuskich korporacji, albo filie światowych potentatów. Do tego cała masa firm outsourcingowych, których obecność zasługuje na osobny akapit.

Francuskie prawo pracy jest niezwykle surowe dla pracodawcy – zwolnienie kogokolwiek (nawet jeśli nie wykonuje swoich obowiązków poprawnie) jest trudne i często wiąże się z wysokimi kosztami odszkodowań, szczególnie w przypadku, gdy zwalniany pracownik dobrze zna prawo pracy lub korzysta z pomocy prawnika. Powoduje to, że wiele firm nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności i woli korzystać z usług pośredników. W takiej sytuacji firma płaci ustaloną stawkę za dzień pracy kontraktora przedsiębiorstwu, którego modelem biznesowym jest nic innego jak branie na siebie ryzyka zatrudniania kogokolwiek na podstawie umowy o pracę. Dochodzi do tego oczywiście również wyszukiwanie kandydatów, ale rozmowy techniczne i tak odbywają się w siedzibie potencjalnego klienta.

Outsourcing nie jest oczywiście wymysłem francuskim i stosowany jest na szeroką skalę we wszystkich rozwiniętych krajach, ale z moich doświadczeń z Polski wynikało raczej, że więcej jest firm headhunterskich – zajmujących się jedynie wyszukiwaniem specjalistów, zaś firmy outsourcingowe służą najczęściej jako pośrednicy w kontraktach B2B (business to business – umowa, w której pracownik prowadzi własną działalność gospodarczą i otrzymuje określoną stawkę za przepracowany dzień), tu zaś największy pracodawca w okolicy – korporacja Amadeus – zatrudnia blisko połowę ekipy na zasadzie outsourcingu, więc skala zdaje się być ogromna. Z drugiej strony nie pracowałem w Polsce na tyle długo, żeby dokładnie poznać branżę, więc mogę się mylić.

Pozwolę sobie tu na małą dygresję: stawki dzienne za pracę kontraktorów (tj. stawka, jaką firma “wynajmująca” pracownika płaci firmie realnie go zatrudniającej) są bardzo wysokie – dochodzą do 450 euro, co – jak łatwo policzyć – daje przy 21 przepracowanych dniach w miesiącu prawie 10 000 euro. Powodem tak wysokich cen pracy specjalistów są koszty pracodawcy. Prosty przykład: przy rocznej pensji pracownika równej 45 tys. euro dodatkowe koszty pracodawcy to 42% tej kwoty! Oznacza to, że firma musi na takiego pracownika wydać około 64 tys. euro rocznie! Jak łatwo policzyć, dużym firmom opłaca się wydać na programistę trochę więcej, w zamian pozbywając się ryzyka związanego z niemożnością zwolnienia takiej osoby. Samemu zainteresowanemu zostaje z tego około 31 tys. po odliczeniu podatku dochodowego – czyli mniej niż połowa! Podejrzewam, że razem z nadmiernie usztywnionym prawem pracy stanowi to powód powstania całej gałęzi lokalnej gospodarki zajmującej się “wynajmowaniem” pracowników IT na “dniówki”.

Wracając do tematu tego postu: w rejonie Lazurowego Wybrzeża w branży IT nie jest tak łatwo znaleźć pracę jak w Polsce. W Sophii znajduje się kilka dużych korporacji i szereg mniejszych firm, ale z mojego doświadczenia wynika, że znalezienie ciekawej pracy jest trudniejsze i zabiera więcej czasu niż np. w jednym z dużych polskich miast. Jest jedynie jeden pracodawca, który zatrudnia obcokrajowców w dużej liczbie, więc w większości firm wymagana jest znajomość języka francuskiego.

Francuscy headhunterzy zdają się nie korzystać z popularnych portali jak LinkedIn czy Monster. Kiedy zacząłem szukać innej pracy, ktoś polecił mi stronę apec.fr i rzeczywiście – zaraz po rejestracji i opublikowaniu profilu rozdzwoniły się telefony od wspomnianych firm kontraktowych – niestety bezpośrednie zatrudnienie wymaga aktywnego poszukiwania pracodawcy.

Jeśli zdecydujecie się na szukanie posady programisty w tym rejonie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa na początku będziecie zatrudnieni przez firmę kontraktingową. W związku z tym klika porad:

  • dla firmy tego typu nie liczy się zatrudnienie najbardziej kompetentnego pracownika, tylko znalezienie najtańszego pracownika, za którego klient zgodzi się zapłacić,
  • co wynika z poprzedniego punktu: firma zrobi wszystko, żeby zapłacić jak najmniej, a uzyskanie później podwyżki może nie być proste,
  • jeśli chcecie uzyskać podwyżkę, to najlepiej rozpoczynać rozmowę na ten temat z pozycji siły, czyli w momencie, kiedy klient za Was płacący aktualnie nie rekrutuje nowych kontraktorów lub/i kiedy wiecie, że kilka osób z firmy niedawno złożyło wypowiedzenia. Można wówczas zagrać va banque i zagrozić, że w przypadku braku podwyżki odejdziecie. W moim przypadku taka taktyka zadziałała,
  • francuskim korporacjom nie brakuje typowych wad wielkich firm – skostniała hierarchia, brak ciekawych projektów i szans na większy rozwój szybko może dać się we znaki ambitnym miłośnikom nowych technologii, wobec czego przed przyjęciem oferty warto dowiedzieć się dokładnie, jak stanowisko oceniane jest przez już zatrudnionych na portalach typu glassdoor.com.

Osobiście dosyć szybko zdecydowałem się szukać nowej, ciekawszej pracy, jednak ze względu na trudność w znalezieniu czegoś ciekawego oraz ogólną “korporacyjną bezwładność” otrzymanie nowej oferty zajęło łącznie prawie sześć miesięcy. Dodajmy do tego oczywiście jeszcze trzy miesiące okresu wypowiedzenia.

Jeszcze jedno: o ile Francja obnosi się na zewnątrz ze swoją rzekomą równością, w praktyce nie jest tak różowo. Przy zatrudnianiu preferowani są Francuzi, a i nawet pomiędzy nimi widać wyraźne różnice – absolwenci grandes écoles mają najlepsze posady jak w banku (zdaje się, że niezależnie od faktycznych umiejętności). Ciekawostka: o ile Hiszpanie, Włosi czy Chińczycy zarabiają mniej od Francuzów, to Polacy na zarobkową dyskryminację już sobie nie pozwalają i z reguły ich zarobki są na podobnym poziomie. Aczkolwiek ja podczas rozmowy o podwyżce z jednym z ludzi od zasobów ludzkich w mojej firmie kontraktorskiej ułyszałem cyt.: “O co ci chodzi, przecież zarabiasz więcej ode mnie” oraz “Polacy przyjeżdzają i chcą zarabiać nie wiadomo ile!”.

Mam nadzieję, że ten artykuł przyda się osobom, które zastanawiają się nad poszukiwaniem pracy w IT w rejonie Lazurowego Wybrzeża. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, nie wahajcie się skorzystać z formularza kontaktowego na blogu.

Bartek

O tym, dlaczego wyjechaliśmy do Francji

Patrzę w kalendarz i przecieram oczy ze zdumienia. W przyszłym miesiącu będziemy świętować rok, od kiedy przeprowadziliśmy się do Francji. Co się zmieniło przez te jedenaście miesięcy? Dla mnie praktycznie wszystko. Po rozstaniu się z firmą, w której pracowałam w Polsce, po raz pierwszy w życiu dostałam status bezrobotnej. Czułam się jak upośledzona, przebywając w zupełnie obcym kraju, nie znając języka i nie mogąc się porozumieć.

Wiele osób we Francji, pytało mnie o motyw naszej przeprowadzki. Sądzili, że wyjechaliśmy z chęci odłożenia pieniędzy lub podwyższenia standardu naszego życia, wyobrażając sobie Polskę jako kraj biedny i zacofany. Nawet Polacy (w tym często nasi najbliżsi), a zwłaszcza ci, którzy nigdy nie mieszkali za granicą, nie wiedzą, że warunki w Polsce właściwie nie odbiegają od tych we Francji. Tutaj, zwłaszcza na południu, przeciętni mieszkańcy także muszą brać kredyty na całe życie, aby kupić sobie mieszkanie, nie mogą pozwolić sobie na to, by wychodzić zbyt często do kina czy teatru, nie mają wystarczających środków pieniężnych, aby odłożyć bardziej znaczącą kwotę. Należałoby chyba wyraźnie podkreślić, podsumowując nasze dotychczasowe przemyślenia, że porównując poziom zarobków do poziomu wydatków Francja wcale nie okazuje się krajem, w którym można wyraźnie polepszyć warunki swojego życia.

Dlaczego więc wyjechaliśmy? Przede wszystkim dlatego, ponieważ w Polsce – pełnej bezpodstawnych kompleksów względem Europy Zachodniej – znajomość dodatkowego języka zawsze będzie bardzo znaczącym atutem, a nigdzie indziej nie można się tak dobrze nauczyć języka, jak za granicą. Ponieważ klimat na południu jest łagodniejszy niż w Polsce, dlatego nie musimy zimą skrobać szyb w samochodzie i zmieniać opon na zimowe, martwić się, że nie odpali, patrzeć na trwającą niemal pół roku szarzyznę. Ponieważ ten region jest naprawdę różnorodny i piękny, dlatego zawsze można znaleźć miejsce odpowiednie na szybki weekendowy wypad. Ponieważ nie wie się nic o świecie, dopóki nie wyjedzie się za granicę. Nadal jednak trudno jest nam zdecydować, czy jest to dobre miejsce do życia.

Minęły wakacje, a ja po intensywnej nauce języka na cały etat opuściłam szkołę, o której chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Zdecydowałam, że skoro mój dyplom ma wartość właściwie jedynie w Polsce, powinnam zacząć edukację we Francji. Po wielu poszukiwaniach znalazłam kurs, który wydawał mi się idealny – BTS assistant de manager, a więc studia dwuletnie zawodowe w systemie łączonym z pracą. System jest o tyle dobry, że można w jednakowym czasie uczyć się i zdobywać doświadczenie zawodowe, będąc 2 dni w tygodniu w szkole, a 3 dni w pracy (edukacja jest darmowa, a dodatkowo jest się wynagradzanym za pracę w firmie). Ku mojemu zaskoczeniu stosunkowo szybko udało mi się znaleźć firmę, dzięki której możliwe było rozpoczęcie francuskiej edukacji. Pracuję zatem w biurze adwokackim, a ponadto uczę się zarządzania firmą.

Czy rzeczywiście udało mi się nauczyć w niecały rok francuskiego na takim poziomie, by móc się swobodnie komunikować? Nie. Nadal rozumiem więcej, niż mówię. A to dlatego, że nie mam na co dzień ciągłego kontaktu z językiem. Jeśli jednak ktoś pytałby mnie o to, jaka jest najlepsza metoda nauki języka obcego, z całą pewnością odpowiedziałabym, że należy totalnie się w nim zanurzyć. Co to znaczy? Mimo że się nie rozumie, należy czytać, słuchać, oglądać. Ile czasu dziennie? Non stop. Ponadto należy znaleźć sobie znajomych obcokrajowców, uczestniczyć w spotkaniach, konferencjach, aby jak najbardziej osłuchać się z różnymi akcentami, sposobami mówienia. Tego nie da się zrobić, mając jednego nauczyciela w szkole, który nie jest native speakerem. Poza tym należy podnosić poprzeczkę, zapoznawać się z materiałami z rozmaitych dziedzin, aby jak najbardziej poszerzyć słownictwo.

Zaczęłam pisać z zamiarem przekazania najnowszych anegdot, a zrobiło się jakoś tak refleksyjnie. Obiecuję się poprawić w następnym wpisie!

Magda

Francuzi to tradycjonaliści

Dlaczego Polakom tak trudno zaadaptować się we Francji? Ponieważ mimo tego, iż oba kraje leżą w Europie, kultura francuska jest znacznie różna od polskiej. Francuzi są tradycjonalistami do tego stopnia, że Polakowi trudno sobie to wyobrazić w XXI w.

1. Francuzi wciąż korzystają z czeków. W Polsce czeki popularne były kilkanaście lat temu jedynie przez dwa, trzy lata. We Francji funkcjonują na wielką skalę, zatem każdy mieszkaniec powinien mieć własną książeczkę czekową, ponieważ w wielu miejscach można zapłacić jedynie w taki sposób. We Francji każdy ubezpieczony pacjent ma własną kartę elektroniczną z wszystkimi danymi (tego brakuje jak na razie w Polsce). Lekarz wprowadza ją do specjalnego czytnika i przesyła do ubezpieczyciela dane i koszcie wizyty i leczenia, by pacjent mógł uzyskać zwrot kosztów. Niestety i tak pacjent najpierw musi lekarzowi zapłacić czekiem. Czekami można zapłacić również rachunki, zamawiając produkty przez Internet, istnieje możliwość wysłania sprzedawcy czeku, czekiem można płacić także w większych sklepach i niektórych restauracjach. A więc czeki są tak popularne jak karty kredytowe, co więcej – czasem są jedyną możliwą formą płatności.

2. We Francji ciągle korzysta się z poczty głosowej i automatycznej sekretarki. Jeśli chcemy do kogoś zadzwonić, a dana osoba nie odbiera, należy zostawić wiadomość na jego poczcie głosowej. Każdy posiadacz telefonu komórkowego powinien więc nagrać swoją wiadomość przywitalną. W pierwszym miesiącu naszego pobytu we Francji ktoś nagrał mi się na pocztę głosową, jednak ze względu na moją słabą wtedy znajomość języka nie rozumiałam wiadomości. Postanowiłam więc wyłączyć pocztę. Nie było jednak to takie proste, ponieważ nasz operator nie oferuje takiej usługi. Przekierowywanie połączeń musiałam więc wyłączyć w moim telefonie. Pewnego dnia w szkole podchodzi do mnie sekretarka i mówi, że dzwoniła do mnie, lecz nie byłam dostępna. Zamiast zadzwonić ponownie, wolała się nagrać na pocztę. Dostałam więc burę, że nie mogła tego zrobić!

3. Francuzi wciąż korzystają z telefonów stacjonarnych. W każdym formularzu trzeba wypisać numer telefonu stacjonarnego oraz komórkowego. We wszystkich instytucjach zawsze jestem pytana, dlaczego miejsce w formularzu, gdzie trzeba wpisać numer stacjonarny, zostawiłam puste.

4. We Francji listy motywacyjne pisze się ręcznie! Należy wybrać czystą, białą kartkę (najlepiej kupić papier o ładnej fakturze przeznaczony specjalnie do pisania listów), narysować cienkie linie ołówkiem, napisać list pięknym pismem, a następnie ostrożnie wygumkować linie, aby nie zagiąć papieru. Francuzi wierzą, że ważny jest charakter pisma kandydata, że pracodawca z charakteru pisma może wywnioskować, jaką osobowość ma kandydat. Co więcej, listy motywacyjne pisze się także do szkoły, w której chcemy rozpocząć naukę, np. na uniwersytet.

W Polsce jeśli kandydat dostarczy list motywacyjny pisany ręcznie, pracodawca pomyśli sobie, że dana osoba nie potrafi obsługiwać komputera. List pisany na komputerze wygląda elegancko i przejrzyście. Zatem dostając list pisany ręcznie, można jeszcze wziąć to za przejaw braku kultury. Jestem pewna, że polski pracodawca odrzuciłby taką kandydaturę.

5. W Polsce każda szanująca się firma zakłada swoją stronę internetową, zatrudnia firmę, która będzie ulepszała jej wygląd pod względem wygody użytkownika, pozycjonuje się w sieci. We Francji jedynie duże firmy mają swoje strony internetowe, a ich technologie są w większości przestarzałe. Co więcej, strony są nieczytelne, nieprzejrzyste, obsługa jest nieinstynktowna i nie są aktualizowane. Dla mnie nie do przyjęcia jest, że kina francuskie nie mają swoich stron internetowych! Bieżący repertuar można przejrzeć jedynie na ogólnej stronie Allocine.fr, która nie dorównuje naszemu Filmweb.pl.

6. Jak w Polsce wybiera się lekarza? Wyszukuje się opinii o nim w sieci. We Francji zabronione prawnie jest wpisywanie opinii o lekarzach w Internecie! Poza tym lekarze nie mają swoich stron internetowych, przez co w sieci znajdziemy jedynie ich imię, nazwisko, specjalizację, adres i numer telefonu. Brak niestety informacji o cenach i wyposażeniu gabinetu.

7. W Polsce każdy pracownik, który ma kontakt z jedzeniem, musi wykonać przed rozpoczęciem pracy badania sanepidowskie. W piekarni, u rzeźnika – wszędzie używa się rękawiczek. We Francji jest to zdecydowanie rzadki widok. Ze względu na popularność francuskich bagietek i słodkich bułeczek w piekarni zawsze ustawiają się długie kolejki klientów. Sprzedawczyni podaje jednak pieczywo gołymi rękami, czasem jedynie w przypadku małych drożdżówek korzysta ze szczypiec. Potem nabija cenę na kasę, odbiera pieniądze od klienta i podaje kolejną bagietkę gołą ręką kolejnej osobie.

Bardzo nas zdziwiło traktowanie zwierząt we Francji. Psy są tutaj członkami rodziny, dlatego zabiera się je wszędzie. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć branie psa na ręce w tłumie ludzi, aby popatrzył sobie na pokaz akrobacji na koniach, o tyle widok modlącego się psa w kościele czy uczestniczącego w pobieraniu krwi w laboratorium – już nie za bardzo.

8. We Francji mieszkania nie są numerowane, w adresach podaje się jedynie ulicę i numer klatki. Aby listonosz włożył list do właściwej skrzynki, konieczne jest przyklejenie karteczki z nazwiskiem na domofonie oraz na skrzynce pocztowej. Jeśli w mieszkaniu są dwie osoby o różnych nazwiskach, należy podać oba nazwiska. Na szczęście nasz listonosz jest na tyle rozgarnięty, że mimo iż na skrzynce jest nazwisko Bartka zakończone na -ski, domyśla się, że powinien nam także dostarczać listy z wersją żeńską nazwiska zakończoną na -ska oraz rodzinną zakończoną na -scy. Na drzwiach do domu nie ma jednak ani numeru, ani nazwiska. Żeby kurier zaniósł paczkę pod same drzwi, należy przez domofon podać mu piętro, na którym się mieszka, oraz po której stronie znajduje się mieszkanie, a potem oczekiwać na niego przy otwartych drzwiach. Oj, Francuzi lubią komplikować sobie życie!

Magda