Czego nie dowiesz się o Francji z przewodników turystycznych

Przygotowując wycieczkę do Francji, czytamy przewodniki, różnego rodzaju poradniki, słyszymy o stereotypach, w które trudno nam uwierzyć. Czego możemy się spodziewać, przyjeżdżając do Francji?

Francja to kraj, w którym kuchnia jest jednym z najpowszechniejszych tematów poruszanych w rozmowach w grupie znajomych, w rodzinie, z nowo napotkaną osobą. Nigdy wcześniej nie widziałam dwóch mężczyzn dyskutujących z takim zafascynowaniem o zjedzonym wczoraj obiedzie, o nowo powstałej restauracji, o tym, jak przyrządzają zapiekankę. Francuzi są mistrzami w nazywaniu potraw. Patrząc na kartę dań w restauracji, obcokrajowcy często muszą dopytywać, co kryje się za nazwami potraw. Jedynie Francuzi potrafią je rozszyfrować. Do dziś pamiętam sytuację, gdy pokusiłam się o wybór przypiekanej na złoto drożdżówki polanej obfitą porcją rozpływającego się w ustach słonego karmelu w towarzystwie wyśmienitych lodów waniliowych. Jakaż byłam rozczarowana, widząc na talerzu suchara polanego karmelem z jedną smutną gałką lodów.

Idąc do restauracji, należy pamiętać, że nie obowiązuje tu reguła „klient nasz pan”. We francuskich restauracjach to kelner jest gwiazdą. Wchodząc do restauracji, należy cierpliwie poczekać, aż podejdzie do nas kelner, który sam wyznaczy, gdzie mamy usiąść. Chcąc go wezwać ponownie do stolika, należy nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Zatem zakaz cmokania, pstrykania palcami czy krzyczenia. Jeśli kelner przyjdzie, by przyjąć zamówienie, a my nie będziemy jeszcze przygotowani, możemy liczyć na to, że będzie nas za karę ignorował przez kilkanaście następnych minut. O ile we Francji mamy prawo poprosić o darmowa wodę do picia z kranu, w niektórych restauracjach możemy zostać okrzyczani za niezamawianie wina czy innych napojów, ponieważ to na nich najwięcej zarabia restauracja. Raz wybraliśmy się do restauracji, która nie uchodzi za najtańszą. Do posiłku zamówiliśmy więc wodę z kranu, która we Francji nadaje się do picia. Ile się nasłuchaliśmy sfrustrowanej kelnerki, a zarazem właścicielki, która nie omieszkała nam wspomnieć, ile musi płacić za wynajem lokalu i o ile podniósł podatki obecny prezydent.

Co dalej z tą tradycją dobrego jedzenia? Francuzi znacznie częściej jadają w restauracjach niż Polacy. Duże firmy dają często pracownikom jako dodatek do pensji talony na jedzenie. Można nimi płacić w sklepach za żywność oraz w większości restauracji. Jednak zaskoczona byłam, że przy takiej tradycji kulinarnej wielu Francuzów żywi się fast foodami lub gotowymi daniami do podgrzania. Furorę we Francji robią gotowe dania z firmy Picard (coś jak Hortex, lecz robią nie tylko mrożonki, ale gotowe spaghetti oraz różne dania mięsno-ryżowe lub makaronowe). Co najciekawsze, plotkując z koleżankami z pracy, usłyszałam, że obgadywana osoba jest zapewne gruba dlatego, iż często chodzi do restauracji. Ale jak, chwileczkę – przecież można chodzić do restauracji i jeść z umiarem, wybierać zdrowe posiłki. Jednak przyglądając się temu, jak Francuzi jedzą w restauracjach (szczególnie wieczorami), nieco bardziej rozumiem: przystawki, danie główne, obowiązkowy deser.

Francuzi uważają się za wielkich smakoszy kawy. Tradycyjna francuska kawa to espresso, dlatego prosząc o kawę i nie określając jej rodzaju, otrzymamy małą czarną. Jednak Francuzi nie mają pojęcia o tym, jak prawidłowo ją przyrządzić. W kawiarniach stoją wielkie profesjonalne maszyny, jednak nikt nie wie, jak się je powinno obsługiwać. Co więcej, Francuzi są przeświadczeni, że to, co piją, jest najprawdziwszą, dobrą kawą. Może dlatego nawet espresso słodzą dwiema saszetkami cukru, bo inaczej jest niepijalna?

No właśnie, Francuzi spożywają bardzo duże ilości cukru. Na śniadanie pain au chocolat, croissant z dżemem, do lunchu deser, o 16 do kawy deser, na wieczór po obiedzie deser. Długo szukałam w sklepie muesli, które nie byłyby słodzone. Znalazłam je jedynie w dziale bio, lecz zawsze trzeba patrzeć dokładnie na skład, bo i tam są produkty, które bio są tylko z nazwy.

Pracując we Francji, należy uważać na to, co się mówi. Pod żadnym pozorem nie należy krytykować pracy kolegi, mimo że nie robi nic, robi coś źle, narażając na szwank wizerunek lub finanse firmy, albo mógłby robić coś lepiej. Nasz polski kolega na okresie próbnym w firmie informatycznej powiedział na głos, wyrażając swoje oburzenie błędami w programie, że to oprogramowanie chyba robiła osoba, która totalnie się na tym nie znała. Jeszcze tego samego dnia został wezwany na dywanik za szerzenie nienawiści i za psucie atmosfery w pracy, po czym przedłużono mu okres próbny o kolejne trzy miesiące. Koleżanka Angielka miała dosyć stosowanego w pracy mobbingu, na który wszyscy narzekali. Psychicznie nie wytrzymała tego, że szef zmuszał pracowników do darmowej pracy wieczorami, weekendami, a jak się sprzeciwiali, to na nich krzyczał. Gdy odważyła się powiedzieć, że atmosfera w firmie jest beznadziejna i z tego powodu się zwalnia, bo przez ponad rok nie miała ani chwili na życie rodzinne, zrobiono z niej psychicznie chorą, a żaden francuski kolega jej nie poparł, udając, że nie wie, o co jej chodzi. Koleżanka Polka była na stażu w pewnej firmie. Musiała jednego dnia iść na uczelnię, by skontaktować się ze swoim promotorem, więc podała prawdziwy powód swojej nieobecności. Po powrocie została wezwana do dyrektora i zwyzywano ją za niepoważnie traktowanie stażu. Jej kolega zaś nie poniósł żadnych konsekwencji, kłamiąc, że nie było go w pracy, ponieważ miał grypę żołądkową. Inna koleżanka Polka pracuje w dużej firmie amerykańskiej. Jej manager powiedział jej wprost, że jeśli chce awansować, powinna przestać mówić ludziom wprost, co o nich myśli. Przykleiła sobie zatem karteczkę na monitor ze słowami „Uśmiechaj się i milcz”.

Należy także pamiętać, że Francuzi uwielbiają plotki. Powszechne jest obgadywanie się nawzajem w pracy. W Polsce gdy nie lubię Kasi, obgaduję ją z moją najlepszą koleżanką Zosią. We Francji zaś Kasię obgaduję z Zosią, a Zosię obgaduję z Kasią. Zapewne też Zosia i Kasia obgadują mnie za moimi plecami. Jeśli nie zaangażuję się w obgadywanie, będę postrzegana jak odludek i koledzy z pracy będą rozmawiali ze mną jedynie o sprawach niezbędnych do zrealizowania projektu.

Stereotyp o Francuzach, którzy ciągle strajkują, jest zupełnie prawdziwy. Strajk obsługi pociągów jest wpisany w ich zawód. Chcąc jechać pociągiem na rozmowę o pracę lub na egzamin, należy się dzień wcześniej upewnić, że nie są przewidywane strajki na następny dzień. Strajki organizowane są średnio 6 do 10 razy w roku i czasem trwają nawet ponad tydzień. Powodem strajku jest albo żądanie podwyżki, albo sprzeciw wobec chęci wprowadzenia na rynek konkurencji. W czerwcu zeszłego roku zorganizowano we Francji strajk taksówkarzy, którzy blokowali dojazdy do lotnisk w całym kraju. Protestowali przeciwko działaniu firmy Uber. Podpalali i dziurawili opony pracowników Ubera, przewracali samochody, a policja nic z tym nie robiła. Wiele lotów zostało odwołanych z powodu zablokowania obsługi samolotów przed wejściem na lotniska. Taksówkarze blokowali nawet samochody dowożące na lotnisko niepełnosprawnych biorąc je za samochody Ubera. Widzimy zatem, jak wielką rolę we Francji odgrywają związki zawodowe. Firma obsługująca koleje państwowe, taksówkarze, autobusy stanowią monopol na rynku. Przez to ich usługi drożeją i często tracą na jakości. Widząc zagrożenie w postaci nadchodzącej konkurencji, skostniałe firmy strajkują, a rząd posłusznie spełnia ich prośby, nie doprowadzając do zmiany status quo.

Francuzi rozdzielają dwie sprawy, jakimi jest miłość i życie seksualne. Posiadanie kochanki jest faktem zupełnie akceptowalnym przez społeczeństwo. Co więcej, w niektórych grupach społecznych jest to całkiem modne, prestiżowe. W małej firmie, dla której pracowałam, każdy z 3 współpracowników miał kochankę. Nie przeszkadzało tym mężczyznom, że znaliśmy ich żony i dziewczyny, a potem widzieliśmy z kochankami. Koleżanka Francuzka opowiadała mi także, że na imprezy w gronie znajomych jej kolega raz przychodzi z żoną, raz z kochanką. Gdy pytałam o jej reakcję, stwierdziła, że zupełnie jej to nie przeszkadza.

We Francji korzysta się często z klubów swingersów, które nazywane są club libertin/ échangiste. Ich istnienie nie jest tematem tabu, korzystanie chyba również nie. Po raz pierwszy usłyszałam o ich popularności w szkole od naszej nauczycielki, która opowiadała o tym fenomenie z taką swobodą, z jaką opowiada się o wyjściu do kina. Co ciekawe, wyszukując takich klubów w Google, można zobaczyć ocenę oraz opinie sygnowane imieniem i nazwiskiem bywalca.

club_libertin

Francuzki są zaprzeczeniem Matek-Polek. Nie są to kobiety, które poświęcają swoje życie dla męża czy dziecka. Jeśli nie czują się dobrze w małżeństwie, rozstają się, nie patrząc, jak to wpłynie na dziecko. Wśród moich znajomych niewiele osób ma rodziców, którzy żyją ze sobą. W pracy wielu ludzi już było dawno po ślubie, dzieciach i rozwodzie. Bardzo popularny jest termin famille recomposée. Określa on nową rodzinę stworzoną z pani, pana oraz dzieci z poprzednich związków. Mimo tego, że po rozwodzie byli małżonkowie muszą się ze sobą kontaktować w sprawie ich wspólnego dziecka, bardzo modne jest mówienie bardzo źle o byłym partnerze. W dobrym tonie jest obrażanie go na portalach społecznościowych lub w gronie znajomych. Można wtedy liczyć na wsparcie od znajomych, którzy często też już przeszli rozwody.

Aborcja we Francji jest dozwolona wtedy, kiedy kobieta ma na nią ochotę. Jest refundowana ze środków państwa. Może jej dokonać każda kobieta, która przyjedzie do Francji, w każdym wieku. Dziewczyna nieletnia nie musi mieć pozwolenia na zabieg od rodziców, co więcej, rodzice nie są o nim informowani. Aborcja we Francji nie jest tabu. Powagę tego zabiegu w mentalności Francuzek można porównać do leczenia dziury w zębie. Nie jest na pewno czymś, czego Francuzki by się wstydziły. Poczułam pewne zakłopotanie, kiedy po raz pierwszy koleżanka z dużą swobodą opowiadała mi, jak jej mama w młodości dokonała aborcji. Innym razem koleżanka w pracy na forum powiedziała, że gdyby teraz, mając już dwoje dzieci, zaszła w ciążę, na pewno by usunęła, bo nie chce jej się znowu wracać do pieluch. Kiedyś rozmawiałam w pracy z inną koleżanką, opowiadałam jej sytuację mojej koleżanki (nie-Francuzki), która dowiedziała się, że jest w ciąży, jednak ponieważ poziom hormonów był bardzo wysoki jak na początek ciąży, ginekolog zasugerował, że to albo ciąża bliźniacza, albo koleżanka jest w trzecim miesiącu. Moja koleżanka z pracy bardzo zmartwiła się sytuacją ciężarnej, mówiąc: „Ojej, skoro to trzeci miesiąc, to już za późno, żeby usunąć!”. Aby zbagatelizować wagę zabiegu, słowo aborcja – avortement zostało zastąpione skrótem IVG (interruption volontaire de grossesse – dobrowolne zatrzymanie ciąży). Aborcja jest legalna we Francji od 1975 roku. Można jej dokonać do 12. tygodnia ciąży. Wcześniej kobieta po pierwszej wizycie u lekarza i deklaracji, że chce przerwać ciążę, musiała odczekać 7 dni. Przez ten czas miała się zastanowić, czy na pewno chce wykonać zabieg. W 2015 ta reguła została jednak usunięta, uznano, że ten zabieg jest normalnym zabiegiem medycznym i nie trzeba kobiety zmuszać do przemyślenia swojej decyzji. Przeprowadza się ją na dwa sposoby – do 5. tygodnia ciąży za pomocą pigułek, w przypadku późniejszej ciąży za pomocą zabiegu. Według statystyk we Francji rocznie przeprowadza się około 200 tysięcy aborcji (w 2013 wykonano 229 tys. zabiegów). Co ciekawe, tylko 11% kobiet decydujących się na zabieg to kobiety poniżej 20. roku życia. Największą grupę stanowią kobiety od 20. do 24. roku życia – ok. 28%. Według statystyk co czwarta ciąża we Francji jest usuwana.

Palenie we Francji jest w modzie. Jakiś obcokrajowiec kiedyś stwierdził, że papieros to element ubrania Francuza. Pali się wszędzie – na ulicy, przystankach. Mimo iż palenie jest zabronione w restauracjach, na południu Francji restauracje często są otwarte, a kelnerzy pozwalają palić klientom znajdującym się bliżej drzwi (przecież nikomu to nie przeszkadza, a dym i tak wejdzie do środka z tarasu restauracji, więc po co zabraniać). Często siedząc w grupie znajomych na tarasie restauracji, w czasie jedzenia francuski znajomy wyciąga papierosa i zaczyna palić bez pytania, czy komuś to będzie przeszkadzało. Osoba, która deklaruje, że przeszkadza jej dym papierosowy, jest postrzegana jako dziwak. Według statystyk co drugi Francuz w wieku 18-34 pali, a 27% Francuzów między 15. a 85. rokiem życia określa się nałogowym palaczem. Badania podają, że w wieku 14 lat Francuzi palą swojego pierwszego papierosa i od lat 16 zaczynają palić regularnie. Francuzi w wieku 12-25 lat spalają średnio 10 papierosów dziennie, osoby między 26. a 75. rokiem życia palą codziennie średnio 15 papierosów.

Magda

Reklamy

W poszukiwaniu wewnętrznej harmonii

Jakie było Wasze ulubione zajęcie w dzieciństwie? Czy mieliście na swojej półce między książkami zeszyty kolorowanek? Czy pamiętacie problem z ostrzeniem kredek, których drewno ciągle pękało i późniejsze rewolucje, gdy wprowadzono tzw. kredki niełamiące?

Do dziś pamiętam moje ulubione kolorowanki i uczucie mi towarzyszące, kiedy jako dziecko poświęcałam godziny na moje rysunki. Odwiedzając w ostatnim czasie sklep Cultura, odpowiednik polskiego Empiku, koleżanka wskazała mi dział książek poświęcony psychologii, jodze, medytacji. Pośród poradników znalazłam mnóstwo wydań kolorowanek. Jednak nie były to kolorowanki dla dzieci z postaciami z bajek. Koleżanka wytłumaczyła mi, że we Francji na czasie jest teoria mówiąca o tym, iż kolorowanie relaksuje, pozwala zapomnieć o codziennych problemach, pozwala osiągnąć stan zen. Pięknie wydane zeszyty składają się z powtarzalnych wzorków do kolorowania, z numerków, które należy ze sobą połączyć, by zobaczyć ukryty przez grafika rysunek, z kratek, które należy pomalować zgodnie ze wskazówkami, by odkryć, jaki wzór się za nimi kryje.

DSC_0003

DSC_0004

Sprzedawane są nie tylko same książki, ale także zestawy z kredkami. W dziale z prasą znalazłam także tematyczne gazetki, w których drukuje się nowe zestawy do kolorowania. Co ciekawe, widziałam także kolorowankę specjalnie przeznaczoną dla kobiet w ciąży, która zawierała kwiatowe szkice, w których centrum znajdował się rysunek noworodka.

DSC_0006

Szaleństwo? Nowa teoria psychologiczna pozwalająca na łatwe zarabianie pieniędzy? Bo przecież wszystko, co związane ze sportem, dieta czy teoria psychologiczna pozwalająca osiągnąć spokój duchowy w dzisiejszym zagonionym świecie się dobrze sprzedaje. Ale z drugiej strony kto z nas nie bazgrze na kartce wzorów, odbywając długie rozmowy telefoniczne? Może więc warto spróbować i na chwilę znowu poczuć się jak dziecko?

Magda

Via ferrata

Południe Francji wprost obfituje w możliwości aktywnego spędzania wolnego czasu – i to niekoniecznie w wodzie. Pobliskie Alpy Nadmorskie oferują całą gamę miejsc, w których można uprawiać sporty górskie jak wspinaczka, kanioning czy paralotniarstwo.

Jednym z nieznanych bliżej w Polsce górskich sportów jest via ferrata (z włoskiego „żelazna droga”). W ogólności via ferrata oznacza uzbrojony i ubezpieczony szlak wspinaczkowy, który dzięki metalowym stopniom, uchwytom i stalowej linie asekuracyjnej zapewnia bezpieczeństwo i umożliwia korzystanie nawet amatorom bez doświadczenia w prawdziwej wspinaczce. W pewnym stopniu podobna do via ferraty jest tatrzańska Orla Perć, która jednak mimo uzbrojenia w kilku miejscach nie posiada asekuracji typowej dla via ferraty oraz różni się tym, że via ferrata prowadzi głównie pionowymi ścianami skalnymi. Najwięcej dróg tego typu stworzono we włoskich Dolomitach, ale również w Alpach Nadmorskich w wielu małych miasteczkach znajdują się przygotowane ferraty.

Na ścianie

Na ścianie (ja na górze)

Typowa trasa składa się: z nieubezpieczonego podejścia do właściwego startu (zdarzają się dość strome i kamieniste), z właściwej uzbrojonej trasy – prowadzącej z reguły w górę pionowej ściany – urozmaiconej trawersami i „małpimi mostami” oraz jednej lub kilku kolejek tyrolskich prowadzących w dół do nieubezpieczonej trasy powrotnej. Są również mniej typowe jak ta w Lantosque prowadząca wzdłuż kanionu, nad którym rozpięte są mosty linowe i tyrolki, jakimi kilkukrotnie zmienia się strony kanionu.

Małpi most

Małpi most – oczekiwanie na swoją kolej

Sprzęt potrzebny do via ferraty to: uprząż wspinaczkowa, lonża z absorberem energii, kask oraz bloczek do tyrolki. Warto posiadać również dobre rękawiczki oraz karabinek na pasku z przodu, którym można przypiąć się do uchwytu, jeśli zabraknie nam sił. Wspomniana lonża wyposażona jest w dwa aluminiowe karabinki z systemem łatwego wpinania w linę, co umożliwia szybkie operowanie nimi jedną ręką.

Sprzęt do via ferraty

Sprzęt do via ferraty

Sprawne pokonanie via ferraty wymaga nieco siły, gdyż momentami trasa nachylona jest do tyłu, co wymaga utrzymania ciężaru ciała na rękach, a w dodatku należy jeszcze często w tej pozycji przepiąć lonżę na kolejny fragment liny asekuracyjnej. Należy też pamiętać o tym, że w każdym momencie co najmniej jeden z karabinków lonży musi być przymocowany do liny, tj. przechodząc na kolejny fragment, należy karabinki przepinać osobno. Uwaga również na tyrolki – podczas szybkiej jazdy dotknięcie stalowej liny może zakończyć się zdarciem skóry, zaś rozgrzanego bloczka oparzeniem.

Małpi most

Małpi most

Informacje praktyczne:

  • wstęp na via ferratę z reguły jest płatny – ceny wahają się od 3 do 6 euro, a same bilety kupuje się najczęściej w lokalnym Office du Tourisme,
  • sprzęt do via ferraty można kupić w większości sklepów sportowych na południu lub wypożyczyć na miejscu – w samym Office du Tourisme lub w pobliskich wypożyczalniach/sklepach sportowych. Koszt to kilkanaście euro,
  • należy zabrać krem do opalania z filtrem, gdyż prawdopodobnie spędzimy kilka godzin wystawieni na letnie, południowe słońce.

Z pewnością via ferrata nie jest sportem dla osób z lękiem wysokości lub niebędących w odpowiedniej formie fizycznej, jednak dla spragnionych silnych wrażeń miłośników gór jest warta spróbowania. Spojrzenie w dół kilkusetmetrowej przepaści potrafi podnieść poziom adrenaliny mimo świadomości, że jest się przypiętym do liny asekuracyjnej, zaś końcowa jazda na tyrolce jest świetną nagrodą za wcześniejszy wysiłek. Polecam!

Bartek

Lyon – miasto sztuki

Chcąc odpocząć od przybywających na południe turystów, wybraliśmy się na długi lipcowy weekend do Lyonu. Cały czas pamiętam przestrogi od znajomych, żeby wziąć tylko letnie ubrania, ponieważ Lyon jako miasto położone w dolinie ma klimat bardziej nieznośny pod względem upałów niż Lazurowe Wybrzeże. Oczywiście w naszym przypadku żałowaliśmy, że nie zabraliśmy kaloszy, sztormiaków oraz grubych swetrów. Wygrzani południowym słońcem nieco odwykliśmy od temperatury 18°C.

Lyon jest miastem tętniącym życiem. Jako miasto studenckie może pochwalić się licznymi akcjami kulturalnymi. Jest jednak mniej różnorodny niż południowa Francja, która przyciąga obecnością morza, gór oraz wysokich temperatur. Dużo jednak się tu dzieje, ulice są pełne młodych śpiewających, grających na instrumentach, bawiących się czy manifestujących ludzi. Lyon ma piękną gotycką starówkę. Zwróciłam uwagę, że jest tu mnóstwo księgarni, antykwariatów, galerii artystycznych, sklepów z instrumentami oraz szkół muzycznych. W Lyonie zachwycają kamienice, wąskie uliczki, a także liczne murale. Oddalając się od centrum, można trafić jednak na zaniedbane, mniej bezpieczne dzielnice. Lyon jednak najbardziej podobał się nam nocą. Podświetlone fasady budynków, widoczne z daleka najważniejsze zabytki przypominają mi rodzinny Toruń.

DSC_0270

O czym warto wiedzieć, wybierając się do Lyonu? Lyon słynie z wszechobecnych fontann. Umiejscowione są one nie tylko w parkach. Właściwie na każdym większym placu można jakąś napotkać. Szczególnie polecam olbrzymią fontannę na Place des Terreaux. Lyon, jakby trochę z zazdrości wobec Paryża, ma to, co stolica Francji, lecz w rozmiarze miniaturowym. Są tu 4 linie metra, Musée des Beaux-Arts, czyli tzw. Mały Luwr, a także mała wieża Eiffla. Tak jak i w Paryżu, działa tu doskonale system wypożyczania rowerów. Niemal wszędzie można zobaczyć turystów korzystających z tej formy transportu.

DSC_0016

Będąc w Lyonie, nie można przegapić wycieczki do parku archeologicznego Fourviere odsłaniającego ruiny teatru i odeonu oraz term. Warto odwiedzić 400-letnią katedrę Jana Chrzciciela oraz zobaczyć znajdujący się w niej XIV-wieczny zegar astronomiczny (nam niestety się nie udało, ponieważ ta część katedry była z renowacji), a także bazylikę Marii Panny z Fourviere, w której dolnej części znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

DSC_0242

Warto wiedzieć, że tu właśnie bracia Lumiere zbudowali pierwszy kinematograf i nakręcili pierwszy film. Z tej właśnie okazji w Lyonie powstało Musée Miniature et Cinema, w którym zobaczymy oryginalne przedmioty oraz maski użyte przy kręceniu najpopularniejszych filmów (m.in. oryginalny, 5-metrowy, ruchomy robot użyty w serii filmów o „Obcym”). Imponujące są jednak przede wszystkim wykonane z zegarmistrzowską precyzją miniatury budynków i pomieszczeń. Tu także zagospodarowano kilka pomieszczeń, aranżując scenografie z filmu „Pachnidło”. Co ciekawe, widnieje informacja, że ok. 3 tys. buteleczek wykonanych na potrzeby filmu zostało wyprodukowanych w Polsce.

DSC_0136

Warto zwiedzić także Theatre du Guignol, czyli teatr marionetkowy. Jednak nie tylko w nim zobaczymy wystawę marionetek. Ich zdjęcia widnieją także na magnesach oraz kartkach pocztowych.

DSC_0075

Osobom, które chcą odpocząć od zgiełku miasta, szczególnie polecam olbrzymi Parc de la Tête d’Or, który odwiedzają nie tylko turyści, ale przede wszystkim rodziny z dziećmi, a także osoby aktywne sportowo (również aktywne rodziny z dziećmi – napotkaliśmy kilkoro rodziców ze sportowymi wózkami, które pchali przed sobą podczas biegania). Oprócz kilku hektarów zieleni oraz jeziorka znajdują się tu szklarnie, z których hodowane są rośliny tropikalne, a także dostępny bezpłatnie ogród zoologiczny z żyrafami, zebrami, flamingami czy pelikanami.

W Lyonie co roku w grudniu odbywa się festiwal światła. Przygotowane przez grafików prezentacje muzyczno-wizualne wyświetlane są na fasadach zabytków, odmieniając ich wizerunek. W tym czasie Lyon zaludnia się mnóstwem turystów.

Lyon słynie także ze swoich miejscowych specjałów, szczególnie z podrobów. Chcąc zasmakować w oryginalnej kuchni, należy wybrać się do jednej z wielu restauracji nazywanych tu bouchons.

Przez Lyon przebiega trasa Autoroute du Soleil, czyli autostrady wiodącej na południe. To właśnie widok z niej nocą zachęcił nas do wizyty w tym mieście. W roku 1992 wybudowano tu również stację TGV. Nowoczesna stacja według mnie wygląda jak miejski potworek budowlany, lecz wiele osób się nią zachwyca.

Jeśli miałabym podsumować, jak wygląda Lyon, powiedziałabym, że bardzo znajomo. Otóż centrum, zabytki, klimat panujący w tym mieście bardzo mi przypomina wiele polskich dużych miast. Nawet roślinność tutaj jest bardzo „polska”. Francuzi jednak twierdzą, że jest to miasto snobów i trudno się tu zaaklimatyzować, nie będąc lyończykiem.

Magda

Narty w Alpach

Lazurowe Wybrzeże większości kojarzy się prawdopodobnie głównie z plażami i gorącym latem – tak było przynajmniej w naszym przypadku. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z faktu, że o atrakcyjności tego regionu stanowi również m.in. bliskość francuskich Alp.

Stacji narciarskich we francuskiej części najwyższego łańcucha górskiego Europy jest zatrzęsienie, ale najsłynniejsze, jak te znajdujące się na terenie Parku Narodowego Vanoise (Trzy Doliny, fr. Les Trois Vallées), są znacznie oddalone od wybrzeża. Na szczęście także w niewielkiej odległości od naszego miasta znajduje się kilka wartych polecenia resortów. Najbardziej znane to: Isola 2000 i Auron oddalone o około 90 minut jazdy samochodem.

Stacje narciarskie w 06

Stacje narciarskie w regionie Alpes Maritimes

Droga w góry obfituje w zapierające dech w piersiach widoki. W ciągu godziny krajobraz zmienia się nie do poznania – zieleń obecna na wybrzeżu nawet w miesiącach zimowych z minuty na minutę ustępuje miejsca szarym drzewom bez liści i nie wiadomo skąd pojawia się szron na poboczach, a niedługo po nim coraz większe ilości śniegu. Wraz ze zwiększaniem się wysokości częściej widać ośnieżone masywy i malownicze doliny. Do samych resortów prowadzą bardzo strome i kręte górskie serpentyny.

Droga do Isoli 2000

Droga do Isoli 2000

Na miejscu zastać możemy kompletną infrastrukturę narciarską – po kilkadziesiąt orczyków i wyciągów krzesełkowych, dziesiątki kilometrów tras podzielonych według stopnia trudności i dobrze oznaczonych, kasy, wypożyczalnie sprzętu, szkoły narciarskie i snowboardowe, restauracje, puby, hotele i apartamenty do wynajęcia. Hotele czy ośrodki wypoczynkowe obecne w stacjach narciarskich we Francji to głównie nowoczesne bloki – w przeciwieństwie do tatrzańskich tradycyjnych, drewnianych domków. Warto wspomnieć, że niektóre z lokalnych dużych firm często w ramach bonusów dla pracowników oferują bezpłatny lub płatny symbolicznie dostęp do posiadanych przez siebie apartamentów w górach. Pozwala to nieco ograniczyć niemałe koszty kilkudniowego wyjazdu.

Isola 2000

Isola 2000

Trochę o cenach – jeśli ktoś, tak jak my, miał wcześniej do czynienia jedynie z polskimi Tatrami, może zostać zaskoczony cenami, które są znacznie wyższe niż w Polsce. Dzienny karnet na wszystkie wyciągi w Isoli 2000 lub Auron to koszt około 35 euro – to i tak dużo mniej niż w stacjach w obszarze Trzech Dolin, gdzie dzienny karnet kosztuje 48-56 euro w zależności od stacji. Do karnetu dokupić można ubezpieczenie gwarantujące, w razie wypadku, darmowe zwiezienie ze stoku na noszach podczepionych do skutera śnieżnego oraz pierwszą pomoc w stacji – około 6 euro za dzień. Jeśli nie dysponujemy własnym sprzętem, to koszt wypożyczenia kompletu narciarskiego/snowboardowego wynosi około 25 euro. Do tego doliczyć należy lunch na stoku – Plat du Jour (danie dnia) w restauracjach znajdujących się w stacjach narciarskich jest nieco droższe niż normalnie i kosztuje 12-14 euro. Jeśli zostajemy na kilka dni, to doliczyć należy koszt wynajęcia apartamentu/domku oraz wydatki na “obowiązkowe” wieczorne wyjścia będące integralną częścią pobytu w alpejskich kurortach. Wyciągi czynne są tylko do godziny 17:00 – w przeciwieństwie do części ośrodków w Polsce szlaki nie są oświetlone.

Magda wykupiła sobie lekcje jazdy na snowboardzie, dzięki czemu stwierdziliśmy, że również tutejsi instruktorzy mają podejście iście francuskie. Piętnastominutowe spóźnienie oraz brak komunikacji między szkołą a instruktorem, który przypadkiem tylko przyszedł na chwilę do biura w czasie już trwającej teoretycznie lekcji, nawet nas nie zdziwiło…

Jadąc w Alpy, obowiązkowo należy posiadać przy sobie łańcuchy śniegowe i być przygotowanym na nieobliczalną pogodę – pisząc to, słucham w radiu informacji o tym, że dopiero dzisiaj otworzono poblokowane od weekendu z powodu lawin i obsunięć ziemi po bardzo silnych opadach śniegu drogi w pobliskich górach (wspomniane resorty Isola 2000 i Auron). Ludzie, którzy w weekend znajdowali się w tych ośrodkach, nie mogli się z nich wydostać – dopiero wczoraj drogi zostały otwarte na kilka godzin dla wracających. Ten weekend zapowiada się na szczęście słonecznie i z pewnością nie odmówimy sobie kolejnego aktywnego dnia na stoku.

Bartek

Wodny świat w Marineland

Widząc wszechobecne billboardy reklamujące Marineland, postanowiliśmy choć raz wybrać się tam, by sprawdzić, czy atrakcja rzeczywiście jest warta polecenia. Marineland to kompleks atrakcji mieszczący się w pobliskim Antibes. Bilety można kupić zarówno na pojedyncze atrakcje, jak i łącznie na wszystkie z nich.

PingwinyNajbardziej uczęszczanym miejscem jest główna część Marineland, a więc zoo. Znajduje się tam ogromny basen z orkami, nieco mniejszy z delfinami, a poza tym baseny dla fok różnych gatunków oraz lwów morskich Stellera. W mniejszych akwariach można obejrzeć również żółwie wodne, rekiny, kolorowe ryby, płaszczki. Poza tym turyści mogą zobaczyć niedźwiedzie polarne oraz pingwiny tradycyjne i te z filmu animowanego „Madagaskar”, których nazwy niestety nie znam. Zaskakujące jest to, że turyści mogą nie tylko oglądać te zwierzęta swobodnie pływające w akwariach, ale również fakt, że przez cały dzień niemal co godzinę odbywają się spektakle z udziałem orek, delfinów, fok oraz lwów morskich. Aby zatem skorzystać ze wszystkich atrakcji, jakie oferuje Marineland, należy poświęcić na nie cały dzień, a przy wejściu zabrać plan ośrodka (jest duży, więc można się łatwo zgubić) oraz rozkład pokazów.

Orki machają łapkąO ile orki pływające w dużym basenie nie robią zbyt dużego wrażenia, to już widok olbrzymów skaczących w rytm muzyki oraz na polecenie trenera zapiera dech w piersiach. Zadziwia także niezwykła siła delfinów, którą prezentują, unosząc na czubkach nosów swoich trenerów, następnie wybijając ich w powietrze, by ci zrobili salto. Dla osób pragnących mocniejszych wrażeń ekipa parku oferuje nurkowanie w klatce w basenie z rekinami. Mimo udziału w pokazach dziennych warto także skorzystać z atrakcji nocnych, gdzie cały spektakl jest uzupełniany przez pokaz fajerwerków.

DelfinkiLwy morskie

Oprócz głównego zoo mamy możliwość zobaczyć również La Ferme du FAR WEST, gdzie oprócz lemurów znajdują się zwierzęta hodowlane. Jest to idealna atrakcja dla dzieci, które nigdy nie miały kontaktu ze zwierzętami wiejskimi. Poza zwierzakami jest tu także mały park rozrywki, a więc plac zabaw z mechaniczną kolejką, ze statkami pływającymi po stawie oraz kilka małych karuzel. Ci, którzy widzieli kiedykolwiek kozy, byki, kucyki, niewiele stracą, jeśli tam nie pójdą.

MinigolfMy w pakiecie mieliśmy jeszcze bilet do parku Adventure Golf. Jest to minigolf, gdzie zaprojektowano trzy tory o zróżnicowanym poziomie trudności. Ponieważ najbardziej byliśmy zaaferowani zoo wodnym, do parku trafiliśmy jedynie raz między spektaklami. Warto jednak się tu wybrać ze znajomymi, nie będąc pod presją czasu, bo tory zaprojektowane są naprawdę pomysłowo.

Poza wymienionymi atrakcjami innego dnia warto się wybrać do parku Aquasplash. Mimo że większości może się początkowo wydawać, że ta część Marineland jest przeznaczona wyłącznie dla dzieci, entuzjazm widziany w oczach dorosłych oraz pisk niejednego pana przy zjeździe z wodnej zjeżdżalni szybko wyprowadzi ich z błędu. Należy oczywiście pamiętać o zabraniu ze sobą kostiumu kąpielowego mocno trzymającego się ciała oraz ręcznika.

FoczkiChociaż Marineland przyciąga największą ilość turystów w sezonie letnim, otwarty jest przez cały rok. Widząc, ile osób gromadzi się na widowni podczas pokazu oraz ile osób zatrudnianych jest co lato przez park, a także patrząc na cenę samych biletów, parkingu (który oczywiście jest płatny, jak zresztą wszystko w parku), napojów i żywności na terenie parku, wnioskuję, że biznes świetnie się kręci, a zatem orki na pewno tam nie mogą głodować. Choć głębokość i wielkość basenów, a także deformacje fizyczne zwierząt (np. w postaci skrzywionej płetwy grzbietowej u orek) mogą narzucać pytanie, czy w zamknięciu mogą być one szczęśliwe, kierownictwo odpowiada, że gdyby źle się czuły, nie rozmnażałyby się. Mimo iż widok olbrzymich orek zrobił na mnie wrażenie, a samą organizację parku oceniam bardzo wysoko, nie zazdroszczę osobom, które mieszkają w okolicy. Ostrzegam, krzyk fok jest nie do zniesienia!

Osobom, które zastanawiają się, czy orki w zamknięciu mogą być niebezpieczne dla człowieka, polecam niesamowicie przejmujący francuski film „Rust and Bone” kręcony właśnie w Antibes oraz w Cannes.

Sezon turystyczny uznajemy za otwarty!

Nadeszły długo wyczekiwane upały. Po przeciągającym się okresie deszczowym, który według mieszkańców był zadziwiającym wybrykiem natury niespotykanym od ostatnich 80 lat, nareszcie doczekaliśmy się słońca. Chcąc nacieszyć się pogodą, ruszyliśmy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zażywania kąpieli słonecznych i morskich.

Co należy wiedzieć o plażach na Lazurowym Wybrzeżu? Naturalnie wybrzeże na południu Francji jest skaliste lub kamieniste, dlatego nie ma wielu możliwości, by bezpiecznie wejść do wody. Specjalnie dla turystów władze miejskie przygotowały plaże publiczne, z których usunęły kamienie, wyrównały na nich brzeg, nasypały piasek oraz oznaczyły bojami strefę przeznaczoną do kąpieli, która jest strzeżona przez ratowników w czasie lata. Plaże jednak wyglądają zupełnie inaczej niż te na polskim wybrzeżu. W przeciwieństwie do nich te francuskie są wąskie, małe, często położone zaraz przy ruchliwej ulicy oraz torach kolejowych. Piasek niestety nie jest tak drobny jak w Polsce, na przykład w Nicei plaża jest bardzo kamienista, dlatego warto kupić specjalne buty do kąpieli i zabrać ze sobą karimatę, na której wygodniej będzie położyć ręcznik kąpielowy.

WybrzeżeMieszkańcy oraz turyści przyjeżdżający na Lazurowe zachowują się znacznie swobodniej niż w naszym kraju. Owszem, nie wolno robić na plaży grilla, przyprowadzać psów, pływać na skuterze wodnym w strefie dla kąpiących się, często jednak można spotkać panie opalające się topless (niekoniecznie w wieku, w którym przyjemnie by się je oglądało), ludzi z alkoholem (spożywanie alkoholu w miejscach publicznych we Francji nie jest zakazane) czy palących marihuanę (palenie marihuany jest nielegalne we Francji, jednak mimo tego Francja – według znalezionych przeze mnie niedawno statystyk – jest krajem europejskim, gdzie najwięcej się jej pali).

Turyści powinni wiedzieć, że słońce na Lazurowym jest ostrzejsze niż w Polsce. Często nie czuje się tego, jak bardzo grzeje. Nieraz słyszeliśmy o przypadkach, gdy do Polaków tu mieszkających przyjeżdżali latem znajomi, którzy na początku słuchali mądrych rad i przez cały pobyt używali olejków do opalania, jednak ostatniego dnia uznali, że są za mało opaleni, w związku z czym ostatniego dnia opalali się bez żadnej ochrony, przez co dostawali ostrego poparzenia skóry, a nawet udaru. Należy zatem zakupić olejek o najwyższym filtrze, a także ochronić głowę kapeluszem, a oczy okularami przeciwsłonecznymi, bowiem lekarze przestrzegają przed chorobami oczu. Niestety i my doznaliśmy skutków poparzenia. Bartek wybrał się na początku maja ze znajomymi na plażę w słoneczny, wiosenny dzień. Promienie słoneczne wydawały się jeszcze słabe. Skutki nierównego rozsmarowania na ciele olejku o niskim filtrze dały się odczuć już pod wieczór. Obyło się bez wielkich bąbli wypełnionych ropą, o których tak często słyszeliśmy, jednak Bartek miał na plecach przepiękną flagę Polski, a potem łuszczył się jak jaszczurka przez następne dwa tygodnie. Warto zatem wiedzieć, że najczęściej sprzedającym się lekiem w czasie lata we francuskich aptekach jest maść o nazwie Biafine na poparzenia skórne.

Woda w Morzu Śródziemnym jest bardziej słona niż w Bałtyku (w Morzu Śródziemnym zasolenie wynosi 33–39‰, w Bałtyku tylko 7‰). Na publicznych plażach postawiono zatem prysznice, w których można opłukać ciało po wyjściu z wody. Woda jest także bardziej spokojna, duże fale zdarzają się tu bardzo rzadko. Latem można pływać niemal jak w jeziorze. Jest to też idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Wielbiciele nurkowania nie spotkają jednak tu różnych gatunków ryb, przynajmniej nie w okolicach plaż publicznych. Aby podziwiać życie podwodne, należałoby znaleźć bardziej skalisty brzeg z dala od portu.

Całe wybrzeże przepełnione jest restauracjami, warto jednak wiedzieć, że aby zjeść coś naprawdę francuskiego, a więc dobrego i świeżego, lepiej znaleźć małą restaurację schowaną w bocznej, wąskiej uliczce. I nie należy bać się zamawiania plat du jour. Każda restauracja serwuje danie dnia, które sprzedaje się bardzo często, a więc mięso kupowane jest specjalnie na ten dzień w dużej ilości i na pewno nie jest rozmrażane.

Magda